Lublin w kamerze Machulskiego – „Volta”

 

Lubelszczyzna coraz częściej zachwyca filmowców. W związku z tym w regionie inspiracji powstają coraz to nowe produkcje. Jakiś czas temu do Lublina swoją ekipę filmową przywiózł Juliusz Machulski, czego efekty możemy podziwiać obecnie na ekranach kin.

Scenariusz „Volty” kręci się wokół korony, która zostaje znaleziona przez jedną z głównych bohaterek w ścianie lubelskiej kamienicy. Machulski znany jest ze swojego umiłowania do sztuki i historii, czym pochwalił się w niejednym filmie, np. w „Vinci”. Choć jego ostatnie dzieła pozostawiały wiele do życzenia, reżyser powraca po kilku latach w starym stylu. „Volta” to opowieść o finansowym przekręcie z polityką i historią w tle.

 

Film rozpoczyna się mocnym akcentem – Katarzyna Herman wygłasza monolog zza szyby w więziennej sali odwiedzin. Sceny z jej udziałem zaliczam do najlepszych w całym filmie. Inne pozostawiają wiele do życzenia. Andrzej Zieliński, wcielający się w tytułową rolę Volty, nie udźwignął powierzonego mu zadania. O wiele lepiej na jego tle wypada Jacek Braciak, który gra kandydata na prezydenta, a może i króla, Kazimierza Dolnego. To on ma w filmie najważniejszą rolę – rozbawienia widzów do łez. Szkoda tylko, że najlepsze dialogi i sceny zostały wycięte do zwiastuna, usłyszane bowiem tyle razy w kinie po prostu przestają śmieszyć. Najgorzej w filmie wypadają kobiety wcielające się w główne postaci, czyli Aleksandra Domańska oraz Olga Bołądź. Ich bohaterki łączy przyjaźń, której nie czuć po drugiej stronie ekranu. Bołądź zagrała w tym samym stylu, co w innych komediach z jej udziałem, natomiast Domańska co nie dograła to dowyglądała. W „Volcie” każdy znalazł rolę dla siebie. Zdawać się może, że producenci chcieli zatrudnić jak najwięcej gwiazd do promocji filmu. I tak poboczne role przypadły m.in.: Krzysztofowi Stelmaszykowi, Antoniemu Pawlickiemu czy Robertowi Więckiewiczowi.

 

Sama historia sprawia wrażenie widzianej gdzieś wcześniej. Główny wątek dotyczący królewskich insygniów, przytacza na myśl wcześniejsze filmy Machulskiego, tj. „Vinci” oraz „Vabank”. Historia o polityce przypomina opowieści z pierwszych stron gazet, a nawet bohaterowie są do siebie łudząco podobni. Nie da się ukryć, że reżyser chciał powrócić w wielkim stylu, unowocześniając swoje stare pomysły. Żeby jednak stworzyć coś na miarę chociażby „Killera”, potrzeba było czegoś więcej niż korony Kazimierza Wielkiego, spin doctora rodem z „Rancza” oraz plejady gwiazd. Specyficzny humor Machulskiego trzeba umieć przekazać, a do tego potrzebny jest ktoś taki jak Cezary Pazura. Tylko, że w głównej roli. W „Volcie” jego czas na ekranie nie przekroczył pięciu minut i choć udało mu się zdominować pozostałych aktorów to trochę za mało, by uratować całą produkcję. W polskim kinie brakuje natomiast aktora młodego pokolenia, który potrafiłby rozbawić tak samo jak on.

 

Nie da się ukryć, że „Volta” to film stworzony przede wszystkim dla pieniędzy. Dużą część budżetu natomiast przekazało miasto Lublin, które w tym roku świętuje swoje 700-lecie. Szkoda tylko, że w związku z tym film stał się product placementem. Sceny nie pozostawiają wątpliwości do tego, gdzie są kręcone. Mimo tego w kadrze i tak pokazane są tabliczki z nazwami miejscowości – Lublina, Nałęczowa oraz Kazimierza Dolnego. Oprócz tego pojawiają się miejsca z logo „Lublin. Miasto inspiracji”, lubelskie lotnisko oraz nazwy pobliskich miejscowości, m.in. Świdnika. Z jednej strony jest to korzystne dla tych miejsc, daje im bowiem dużą promocję. Na dłuższą metę staje się jednak niesmaczne i widać, że nastawienie producentów było skierowane wyłącznie na zyski. Na odwiedzenie miejsc pokazanych w filmie, m.in. pięciogwiazdkowego hotelu na Starym Mieście, mogą pozwolić sobie natomiast jedynie turyści z grubymi portfelami.

 

Na pewno nie chodziło o rozbawienie widzów i zaspokojenie ich potrzeb filmowych. Czy „Volta” miała być wielkim powrotem Machulskiego, czy może promocją Lubelszczyzny? Można obejrzeć, trochę się pośmiać, szybko zapomnieć. Zamiast jednak wycieczki do kina na „Voltę” proponuję kilkudniowy wyjazd na Lubelszczyznę. Nadchodzący wielkimi krokami Carnaval Sztukmistrzów jest do tego doskonałą okazją. Spacer po lubelskiej starówce, zdjęcia na Górze Trzech Krzyży w Kazimierzu, a może lody w Nałęczowie? Na pewno zobaczysz więcej niż w tym filmie. A wieczorem zawsze możesz włączyć „Vabank” na DVD.

 

 

 

 

korekta: Monika Mroczek

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska