Magiczna podróż w głąb lasu z płytą „Ent” Varius Manx & Kasia Stankiewicz [RECENZJA]

06/06/2018

 

 

Nikomu, kto liczy przynajmniej dwadzieścia pięć wiosen, nie jest obcy polski zespół popowo-rockowy Varius Manx. Obchodząc srebrną rocznicę powstania, grupa nawiązała współpracę z byłą wokalistką – Kasią Stankiewicz – i razem z nią wyruszyła w trasę koncertową. Owocem spotkania po latach stał się krążek 25 Live wraz z promującym go singlem Piątek (2016 rok) oraz jedenasty album studyjny pt. Ent

Już podczas jubileuszowych występów i związanych z nimi wywiadów Kasia Stankiewicz wzbudziła w fanach nadzieję, że na tym epizodzie kooperacja się nie zakończy. Spełnienie obietnicy nastąpiło 13 kwietnia 2018 roku, kiedy to została wydana przez wytwórnię Agora płyta Ent. Premierowy koncert odbył się 23 kwietnia w Teatrze Palladium w Warszawie, a obfitował nie tylko w nowe utwory, ale także rysunkowe wizualizacje, które przeniosły uczestników tego wydarzenia w baśniowy świat natury. Bo przecież tytuł albumu nawiązuje do istot wykreowanych przez J.R.R. Tolkiena, będących opiekunami i pasterzami drzew. Magiczno-muzyczna podróż do lasu okazała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ w pierwszym tygodniu krążek dotarł do 6. miejsca na Oficjalnej Liście Sprzedaży polskiego Związku Producentów Audio-Video. Od 1 czerwca można go również posłuchać w serwisach streamingowych (m.in. Apple Music, Spotify, Deezer itp.).

 

Ent został przygotowany w dwóch wersjach: podstawowej (z zieloną okładką) i limitowanej (z czarną okładką). Autorką niemalże wszystkich tekstów piosenek jest Kasia Stankiewicz (z wyjątkiem Zielonej sukienki, którą napisał Jacek Szymkiewicz i bonusowej Piosenki księżycowej nakreślonej piórem pierwszej wokalistki grupy – Anity Lipnickiej). Muzykę skomponował oczywiście Robert Janson, po raz kolejny objawiając wrażliwość łagodnymi, subtelnymi aranżacjami i ekspresję uczuć odważnymi, zaskakującymi dźwiękami.

 

Już w pierwszych sekundach nowa płyta Variusów i Kasi wprowadza w baśniowy klimat całego albumu. Otwierający go utwór, zatytułowany dość niewyszukanie, Dla małych dziewczynek i małych chłopców uderzeniami bębnów i niespokojną melodią fortepianu stanowi swoistą przestrogę: w dzisiejszym świecie „ludzie będą wchodzić w kolorowe i spokojne bez pytania sny. Ludzie będą wkładać swoje palce w otwarte, niezrośnięte szwy”. Cóż, gdyby ziemia była miejscem idealnym, nie byłoby potrzeby marzenia o raju na Ziemi…

 

Śliwkowy deszcz przypomina swoim charakterem początki działalności zespołu. Delikatne wprowadzenie gitarą, a potem ekspresja instrumentów smyczkowych dopełniona pewnym, choć niewystarczająco zadziornym (aż chciałoby się więcej!), głosem wokalistki nasuwają skojarzenia z tamtym okresem. Muzycznie może nieco zaskakiwać refren, wywołując wrażenie utworu posklejanego z dwóch części, ale element niebanalności raczej powinien wpływać na korzyść całości.

 

Trzecia piosenka to znany singiel Mgła nad Warszawą, rozbrzmiewający często w rozgłośniach radiowych. Uwagę przykuwa tutaj niewątpliwie kwartet smyczkowy, któremu akompaniuje fortepian. Całość płynie niczym tytułowa mgła, niby zwyczajnie i spokojnie, ale czasami przez szary obłok przebija się światło zaskakujących, następujących po sobie dźwięków i akordów. A promienie słońca przypominają, że to przede wszystkim miłość nadaje życiu sens.

 

Bardzo miękkie ciało to żywsza kompozycja, w refrenie jeszcze bardziej zaskakująca rozwiązaniem prowadzonej w zwrotkach melodii. Sprawia to wrażenie skrywającej się wewnątrz człowieka delikatności, która w kluczowych momentach potrafi przerodzić się w eksplozję uczuć; wrażenie toczącej się od wieków walki między ciepłem ognia a chłodem lodu.

 

Posłaniec światła to jeden z tych utworów, które od razu przykuły moją uwagę. I to nie z powodu enigmatycznie brzmiącego tytułu (mam słabość do symboliki światła i wszystkiego, co się z nią wiąże). Trzeba jednak przyznać, że pomimo osobistych upodobań nie da się przejść obojętnie obok tej kompozycji. Piękny tekst, właściwa muzyka, odpowiedni wokal. Niewątpliwie perełka na płycie.

 

Szósta ścieżka to najbardziej dynamiczna piosenka, nawiązująca jednocześnie do nazwy zespołu. Kot bez ogona swoim charakterem od pierwszych dźwięków nasuwa skojarzenie z czworonożnym futrzakiem, który goni za kłębkiem włóczki, a po chwili majestatycznie kroczy po dywanie, jakby był centrum wszechświata, by na koniec spojrzeć na właściciela z wyższością, żyjąc w błogim przeświadczeniu, że to on jest panem i władcą. Zabawa z dźwiękiem wyszła tutaj całkiem zgrabnie i przyjemnie. Ot, taki koci temperament.

 

Ballada jest swoistą kołysanką. Dźwięki gitary i delikatny wokal prawie namacalnie tulą do snu. Pojawiające się w drugiej zwrotce perkusja i instrumenty smyczkowe nie niweczą tego wrażenia. Jednocześnie tekst zapewnia o nadejściu kolejnego dnia oraz zwiastuje przebudzenie, by wstać i iść dalej.

 

Księżyc się zmęczył swoim tytułem nasuwa skojarzenie z hitem Variusów pochodzącym z 1994 roku. To kompozycja, której nie zamieszczono w wersji podstawowej albumu. Delikatnemu głosowi Kasi towarzyszy stonowany, uspokajający fortepian. Chyba nie przez przypadek ten utwór osadzono w centrum. Wydaje się stanowić odpowiedź, dlaczego tak często wędrujemy do krainy fantazji i dlaczego ta płyta w ogóle powstała.

 

Z melancholijnej zadumy wyrywa nas następnie piosenka pt. Przed epoką wstydu. Lekka, utrzymana w tonacji durowej kompozycja przesyła słuchaczowi słoneczną, pozytywną energię. Napełnia optymizmem i nadzieją. Z dedykacją na letnie, ciepłe dni.

 

Zielona sukienka przenosi do spokojniejszej części lasu. Utkana z delikatnych liści dźwięków fortepianu, szumem instrumentów perkusyjnych, wiatrem kwartetu smyczkowego i łagodnym śpiewem wzbudza w słuchaczu ukojenie. Spokój ducha równy temu, który osiągnąć można, leżąc w trawie pod gołym niebem.

 

Jedenasty utwór pt. Śpisz już? zaczyna zapowiadać zbliżający się kres podróży do magicznego, wykreowanego przez muzykę świata lasu. Czuć w niej lekkość, spokój i radość wynikającą z odkrycia samego siebie – cel wyprawy został osiągnięty.

 

Inny koniec zapowiada Pustynia słów, jakby wzbudzając wątpliwość, czy opowiadana historia zakończy się pomyślnie. Wcześniejsza wewnętrzna harmonia zostaje zburzona niepewnością, co dalej. Tematycznie nawiązuje do pierwszego utworu, ukazując, czym może grozić zbyt wielka ufność i jak głęboko mogą sięgać rany zadane przez ludzi. Kolejna perełka na płycie.

 

Odważnie, choć niegwałtownie, rozpoczyna się piosenka Od korzeni aż do gwiazd, by później zgodnie z tytułem rozwinąć swoją myśl muzyczną, wykiełkować, rosnąć, wzbić się w przestworza i pofrunąć „nad głowami miast”. I pozostawić słuchacza z niedosytem, że podróż dobiegła końca.

 

Tekst do ostatniego utworu powstał w czasie wędrówki Kasi Stankiewicz po Górach Izerskich. Wokalistka napotkała tam kamień z wyrzeźbioną głową starca z długą brodą. Owa postać przedstawiała patrona tych rejonów – Ducha Gór. W piosence Król gór możemy odnaleźć najwięcej odwołań do mitologii (nić Ariadny) czy fantastyki (Narnia). A całość tego utworu dopełnia piękna kompozycja smyczkowa i niezastąpione bębny.

 

Wersja limitowana zawiera ponadto bonusy: Biegnij (hymn promujący Światowe Igrzyska Sportowe The World Games 2017 we Wrocławiu), akustyczne nagranie Piosenki księżycowej oraz Breath (angielskojęzyczny remiks utworu Biegnij, w której Variusom i Kasi towarzyszy Michał „Skinny” Skórka).

 

Ent nie jest przesycony brzmieniem elektroniki, więc fani tego typu muzyki raczej nie znajdą w nim dla siebie zbyt wiele. Dziwne zresztą, gdyby tak było; magicznej podróży w głąb baśniowego lasu powinna przewodzić czysta, naturalna, niezmodyfikowana gra takich instrumentów, jakich na płycie pełno: fortepianu, smyczków, gitary i bębnów. Album jest z pewnością spełnieniem marzeń dla osób, które tęsknią za muzyką lat 90. Sam przy pierwszym przesłuchaniu płyty poczułem się jak w wehikule czasu. Fakt, nie jest to ten sam Varius Manx i Kasia Stankiewicz co dwadzieścia lat temu. Są inni, dojrzalsi, z większym bagażem doświadczeń. Ale nie zapominają o swojej historii. Idą naprzód. Nie stosują bitów powtarzanych w kółko aż do obrzydzenia. Nie eksponują ciała, jakby współcześnie karierę muzyczną robiło się przez demonstrowanie biustu czy pośladków, a nie przez charyzmę głosu i przesłanie utworów. Jeśli ma się talent, w zupełności on wystarczy.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska