Poznaj naszą redakcję: Nasze ulubione... melodramaty

 

Każdy z nas jest inny. Lubi inną kuchnię, inaczej się ubiera, czyta inne książki i ogląda różne filmy. Razem tworzymy wspaniałą redakcję, która kiedy trzeba, umie się porozumieć. Trochę inaczej jest z filmami. Przekonajcie się sami!

Po łzach śmiechu podczas naszych ulubionych komedii, przyszedł czas na nostalgię i być może łzy smutku. Melodramaty. Za co je lubimy? Co powinien mieć dobry melodramat, żeby zwrócić naszą uwagę? Mogę Wam na wstępie zespoilerować, że naszym mistrzem melodramatów jest nie kto inny jak Nicholas Sparks (a właściwie filmy na podstawie jego książek). Dwóch panów również się wypowiedziało (i bardzo mnie zakoczyło swoimi odpowiedziami), a dwie redaktorki wybrały ten sam film. Zresztą, zobaczcie sami. 

 

„Trędowata”

Myśląc o melodramacie to pierwszy na myśl przychodzi mi polski film ,,Trędowata”. Emocjonalny obraz porusza i skłania do refleksji nad dawnymi podziałami społecznymi. Rola kobiety w społeczeństwie i znaczenie klas społecznych są dla mnie najważniejszymi motywami tego filmu. Moc wzruszeń, czasem wręcz doprowadzenie widza do płaczu - to siła tego filmu. Warto czasem powrócić do klasyki polskiego kina. Zachęcam.

~Zuzanna

 

„Tamte dni, tamte noce”

Film, któremu z jednej strony daleko do klasycznego melodramatu, z drugiej wydaje się mu być wyjątkowo bliski. Historia nastoletniego Elia, zakochującego się w Olivierze, dorosłym, wakacyjnym gościu jego ojca sprawi, że na pewno uronicie nad nią niejedną łzę. Świat, w którym przyszło żyć bohaterom, nie jest światem łatwym, chociaż momentami ukazanym z dużą dozą humoru. Akcja płynie tutaj wolno, leniwie, dając możliwość niezwykle intymnego wglądu w świat przedstawiony, a niesamowite włoskie krajobrazy, gra światła, kolorów i dźwięków sprawia, że błyskawicznie wciągamy się w atmosferę i mikroklimat filmu. Niezwykle trudno jest potem wrócić do szarej, zimowej rzeczywistości. Tej niesamowitej perełki kina naprawdę nie można przegapić. Dla mnie to melodramat idealny.

~ Weronika

 

Przeminęło z wiatrem

Melodramat to bardzo oryginalny gatunek, który nie każdemu przypadnie do gustu. Ja jednak uwielbiam tego typu „wyciskacze łez”. Ckliwe historie, z wątkiem miłosnym na pierwszym planie, zazwyczaj trafiają w mój gust. Bez wątpienia jednak mam swój melodramatyczny numer jeden. Jest nim „Przeminęło z wiatrem”. Kocham go przede wszystkim ze względu na główną bohaterkę. Scarlett O’Hara to z jednej strony tragiczna postać, która wiele razy musiała podążać pod wiatr, jednak zawsze podnosiła się, za każdym razem silniejsza, choć od początku nie brakowało jej pewności siebie. Do tego piękne kadry Ameryki z czasów wojny secesyjnej oraz kultowe cytaty. Na tej produkcji się wychowałam i wciąż z rozrzewnieniem wracam do niej, powtarzając cicho pod nosem cytat Scarlett: „Pomyślę o tym jutro, jutro też będzie dzień”.

~ Kasia

 

„Szkoła uczuć”

Nie każda historia kończy się happy-endem, ale z każdej wypływa jakieś przesłanie. Taki jest właśnie mój ukochany melodramat, czyli „Szkoła uczuć”. Dla jednych melodramaty są ckliwą opowiastką, a dla mnie ten film jest kwintesencją tego, co oznacza miłość, czyli poświęcenie, radość, czułość, a czasem także rozpacz. „Szkoła uczuć” powstała w 2002 roku na podstawie książki Nicholasa Sparksa pt. „Jesienna miłość”. W główne role wcielili się Mandy Moore i Shane West. To opowieść o tym, że wbrew losowi z każdej sytuacji można wyłuskać coś dobrego. Miłość tych dwojga, jakże zupełnie różnych od siebie nastolatków, spowodowała, że ich życie i postrzeganie rzeczywistości zmieniło się na zawsze. Choć historii o uczuciu niegrzecznego chłopca i nieśmiałej dziewczyny było już setki, jak nie miliony, to ta jest dla mnie wyjątkowa ze względu na sposób ukazania i wrażliwość, która z niej wypływa. I choć Jamie i Landon nie było pisane długie życie razem, to chwila, która ich połączyła, była cenniejsza od wielu długich i pozornie szczęśliwych zakończeń.

~ Agnieszka

 

„Casablanca” 

„Casablanca” – nie jest to może oryginalny wybór, ale trudno odmówić temu tytułowi wielkości. I to nawet po osiemdziesięciu latach od premiery, w trakcie których trendy w kinie ulegały poważnym zmianom. Choć snuta w „Casablance” opowieść dzieje się w tle II Wojny Światowej, tak najważniejszy jest tu wątek trudnego uczucia, które powraca po latach do głównego bohatera. Rewelacyjna rola Bogarta i ponadczasowy klimat.

~ Karol

 

„Pamiętnik”

To film z 2004 roku, jednak do tej pory, nie widziałam piękniejszego i bardziej wzruszającego melodramatu. Historia pięknej, ale niezwykle trudnej miłości. Mimo wszelkich niepowodzeń i przeszkód na drodze tych kochanków, oni odnaleźli się po latach i wspólnie kroczą przez życie.Ten film chwyta za serce i na długo pozostaje w pamięci. A na końcówce po prostu nie da się nie płakać. Ponadto nie sposób nie wspomnieć o znakomitej grze aktorskiej głównych bohaterów i świetnej ścieżce dźwiękowej. Jeśli jeszcze nie oglądaliście tego filmu, koniecznie musicie dopisać ten tytuł do swojej listy!

~ Ania

 

„Miasto Aniołów”

Są filmy, do których można wracać wielokrotnie i za każdym razem przeżywać historię. Odkrywać w niej coś nowego. Tak właśnie mam z „Miastem Aniołów”. Ten film towarzyszy mi od wielu lat. Widziałem go po raz pierwszy, jak miałem kilka lat i już wtedy niesamowicie mnie urzekł. Rewelacyjny Nicolas Cage i Meg Ryan. Duet, który na długi czas kojarzył mi się z idealną parą. Przedstawiona przez nich miłości, oddanie, wiara, radość z życia wywarły na mnie duże wrażenie w wieku kilku lat, kilkunastu i po 20. Z każdym seansem tego filmu widziałem coraz więcej stron przedstawionych uczuć. I za kilka lat jak obejrzę go znowu, to na pewno ujrzę w nim jeszcze coś nowego, co sprawi, że jeszcze lepiej zrozumiem film w kontekście swojego życia.

~ Damian

 

„Zaklinacz koni”

Film powstał na podstawie wspaniałej powieści Nicholasa Evansa. Wszystko zaczyna się, kiedy dwie dziewczynki wybierają się na konną przejażdżkę. Podczas tej wyprawy spotyka je nieszczęście. Judith wraz z koniem ginie pod kołami ciężarówki, a Grace traci nogę. Pielgrzym, jej ukochany koń, również odnosi poważne obrażenia. Tragedia powoduje, że bohaterka nie potrafi się odnaleźć i cały czas przeżywa ten dzień. Matka Grace, Annie, robi wszystko co w jej mocy, żeby córka wyzdrowiała. Uważa, że kluczem do ocalenia jej jest właśnie wyleczenie zwierzęcia. Całą swoją nadzieję powierza kowbojowi z Montany, który potrafi oddziaływać na psychikę koni. Osoby, które zetknęły się z Tomem Bookerem, ulegają wewnętrznej przemianie. Zaklinacz koni to wspaniała historia, która pokazuje emocje bohaterów, walkę z przeciwnościami losu oraz rodzicielską miłość.

~ Oliwia

 

„Joe Black”

Jednym z moich ulubionych melodramatów jest godny rywal Titanica (jeżeli chodzi o czas trwania): Joe Black. To refleksyjna opowieść o afirmacji życia. To historia bogatego biznesmena, którego pełne wygód życie zostaje zagrożone w momencie pojawienia się młodego mężczyzny. Okazuje się on być uosobieniem Śmierci. Misja Śmierci jest prosta: zabrać biznesmena Williama Parrisha na tamten świat. Lecz Parrish zaczyna się targować o jeszcze kilka dni. W tym czasie uczy Śmierci czym jest życie. Śmierć, nieprzekupna Śmierć, o dziwo się zgadza. I zostaje zafascynowana ludzkim światem.

Dlaczego mi się ten film podoba? Otóż kino nigdy nie miało problemów ze znalezieniem atrakcyjnych ludzkich form, aby reprezentować aniołów oraz diabłów. Lecz jeśli chodzi o Śmierć, nie tak łatwo ją personifikować. Każdy z nas wyrobił sobie główną wizję Śmierci na podstawie średniowiecznych ikonografii, które przedstawiały ją jako kościotrupa w czarnym kapturze, z kosą w rękach. Zatem film, w którym taki aktor jak Brad Pitt wciela się w Śmierć, jest czymś rzadkim. Również sądzę, że jednym z motywów takiego filmu było pokazanie widzom innego odzwierciedlenia Śmierci, mniej groźnego i przerażającego. Śmierć, która spotyka Życie i jest nim zaciekawiona. Gorąco polecam ten film każdemu, kto jeszcze go nie widział.

~ Asia

 

„Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”

Jednym z moich ulubionych melodramatów jest film „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. To opowieść o przezwyciężaniu naszych przypadłości, naleciałości środowiska oraz stereotypowego myślenia. Najciekawszym elementem filmu jest powolna zmiana wyglądu zewnętrznego oraz osobowości bohatera. Benjamin Button musi przeciwstawić się upływowi czasu i walczyć o swoją miłość, która w przeciwieństwie do niego, starzeje się. Jest to więc historia uniwersalna, ponieważ każdy człowiek w pewnym momencie swojego życia musi podjąć decyzje, które zadecydują o jego przyszłości. Choć widz obserwuje historię jednostki, dzięki niej może poznać realia minionych kilkudziesięciu lat. Zakończenie filmu jest przewidywalne od samego początku, jednak wbity w fotel widz nie jest w stanie poradzić sobie z punktem kulminacyjnym. Benjam Button to ucieleśnienie naszych marzeń i pragnień, które chcą wyjść na światło dzienne.

~ Klaudia

 

„Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”

Melodramatem, który każdy powinien zobaczyć jest „Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona” w reż. Davida Finchera. W sporym skrócie, film opowiada o mężczyźnie, któremu dolega bardzo nietypowe schorzenie – zamiast się starzeć, on młodnieje. Takie wykorzystanie elementu fantasy stanowi wstęp do historii o miłości, dojrzewaniu do niej i o nieuchwytności czasu. Nie wyobrażam sobie, żeby główne role zagrał ktoś inny niż Brad Pitt i Cate Blanchet – jak zwykle wspaniali w swoim fachu.

~ Marysia

 

„Dla ciebie wszystko”

Nie jestem fanką melodramatów. Jeśli już oglądam filmy o miłości, zdecydowanie wolę gdy mają one jednak szczęśliwe zakończenie. Niestety – podobnie jak w życiu – nie zawsze tak jest, dlatego jest kilka melodramatów, do których szczególnie lubię powracać. Jednym z nich jest film z 2014 roku pt. „Dla Ciebie wszystko”, oparty na historii wymyślonej przez Nicolasa Sparksa pod tym samym tytułem. O czym opowiada? O miłości. I to pięknej miłości, która przez splot niefortunnych zdarzeń została przerwana na ponad dwadzieścia lat. Bohaterowie, mimo wielkiego uczucia jakim się darzą, nie mogą być razem – i w młodości i teraz, kiedy są już dojrzałymi, dorosłymi ludźmi. Dawson, czyli główny bohater, obdarza jednak Amandę cudownym darem. Oddając jej tym samym – jak sugeruje tytuł – wszystko!

~ Kasia

 

„Ostatnia piosenka”

Trudno mi było znaleźć jeden, ulubiony tytuł, ponieważ melodramat to mój ulubiony gatunek filmowy. Jednak jest film, do którego lubię wracać, który oglądałam kilkanaście razy i drugie (jak nie trzecie) tyle obejrzę na pewno. „Ostatnia piosenka” z 2010, na podstawie książki mojego ukochanego Nicholasa Sparka, z mistrzowskimi rolami Miley Cyrus i Liama Hemswortha. Jest tu wszystko, czego potrzebuję od filmu – miłość, skomplikowane relacje rodzinne, trudna przeszłość i piękna ścieżka dźwiękowa. Z jednej strony kwitnąca, młodzieńcza miłość Ronnie i Willa, z drugiej strony żal Ronnie do ojca po rozwodzie rodziców i trudność odbudowania relacji; oraz wygórowane oczekiwania rodziców Willa wobec syna. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Za każdym razem, gdy oglądam ten film, odnajduję nowe prawdy i znajduję coś dla siebie. Dlatego polecam z całego serducha.

~ Sandra

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska