„Kobity mi wydały tę książkę” – „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”

 

Żyła w trójkącie i nie bała się o tym mówić otwarcie mimo czasów, w jakich przyszło jej żyć. Napisała książkę. Sama mówi, że o miłości. Inni mówią, że to przewodnik. Danuta Stenka powiedziała, że „»Sztuka kochania« jest drogowskazem”. Film przedstawiający biografię najsłynniejszej seksuolog PRL-u z całą pewnością jest przełomowym dziełem w polskiej kinematografii.

Nie można powiedzieć, że film wyreżyserowany przez Marysię Sadowską to ekranizacja książki Wisłockiej. Jak sama nazwa mówi jest to historia Michaliny Wisłockiej, wybitnej seksuolog, której zaufały kobiety Polski Ludowej wychowywane w czasach międzywojennych, które nie potrafiły otwarcie rozmawiać o seksie.

 

Kobiety w dupę dostają i dostawać będą

 

Pomysł na książkę powstał przy ognisku. Wisłocka była kobietą niekonwencjonalną, nie wstydziła się ludzi. Otwarcie mówiła o swojej seksualności i życiu w trójkącie. Tego samego chciała nauczyć inne kobiety. Mówiła o sobie, że jest rewolucją i nadeszła, żeby zostawić ludzi z miłością – „Napisałam książkę o miłości, nie o seksie. Zawsze mówię, że miłość jest najważniejsza”. „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” to właśnie film o miłości, tej największej, do drugiej osoby, ale również rodziców do dzieci, dzieci do rodziców, miłości do psa oraz prawdziwej przyjaźni.

 

Wisłocka była rewolucją, film o niej też jest rewolucją. Magdalena Boczarska, odtwórczyni głównej roli, twierdzi, że do dziś nie potrafimy mówić o seksie. Przede wszystkim nie potrafią o nim rozmawiać rodzice z dziećmi. Książka „Sztuka kochania” została wydana w 1975 roku, wpisując się w rewolucję seksualną młodzieży. Została przewodnikiem wielu młodych ludzi, którzy nie mieli Internetu, w szkole wychowania do życia w rodzinie, a w domu nie mieli z kim porozmawiać o antykoncepcji i obcowaniu z drugim człowiekiem. Również w dzisiejszych czasach tego typu lektury są potrzebne. W Internecie nie wyczytamy wszystkiego. Być może „Sztuka kochania”, której nowe wydanie znajduje się w księgarniach, otworzy wielu osobom oczy, a przede wszystkim nauczy czerpania przyjemności z miłości – „Związek jest jak matematyka i trzeba się go też nauczyć”.

 

Walka o „Sztukę kochania” trwała wiele lat. Wisłocka musiała przekonać członków PZPR do wydania książki. Gdy już jej się udało chcieli wprowadzić popularną w tamtych czasach cenzurę. Wycięto najważniejsze rozdziały odnośnie przyjemności kobiet. Wisłocka znów zaczęła toczyć walkę z partią o książkę, ale przede wszystkim o kobiety, które od lat pozostawały w cieniu mężczyzn i były przez nich tłamszone, również w kwestiach seksualnych.

 

 

Nie bluźnij Miśka

 

„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” to film nie przebierający w scenach i słowach, co stanowi jego główny atut. Nie sposób opisać czyjejś historii bez charakterystycznych dla niego słów i zachowania. Wisłocka miała cięty język, który dodawał jej uroku. Kochały ją wszystkie pacjentki, kobiety, którym pomagała. To właśnie one w końcu wydały książkę „Sztuka kochania”.

 

W filmie oczywiście pojawiają się sceny seksu. Każdy akt jest ukazany w sposób artystyczny, nie zniesmacza oglądających. Przede wszystkim biją z nich prawdziwe emocje i uczucia. Doskonale oddają podejście Wisłockiej do miłości duchowej i cielesnej.

 

Boczarska pojawia się w każdej scenie. W filmie nie ma momentów bez Wisłockiej. Jest to kolejny atut tego filmu, który wprowadza do polskiej kinematografii innowację. Nie ma wątpliwości, że jest to dzieło z Wisłocką, o Wisłockiej. Najważniejsze w filmie są jednak retrospekcje. Tematem przewodnim filmu jest walka o książkę, w której opisane są sceny z życia autorki. Dlatego też sceny z „teraźniejszości” przerywane są wspomnieniami. Dodatkowym plusem są daty pojawiające się na ekranie, których brakuje w wielu tego typu filmach, powodując jednocześnie zagubienie widza.

Plejada gwiazd

 

Najważniejsza w tym filmie jest gra aktorska. Magdalena Boczarska weszła w rolę od początku do końca. Również promując film, m.in. podczas wywiadów była Wisłocką. Z całą pewnością jest to jedna z najważniejszych ról w życiu aktorki. Drugą ważną rolę w filmie odegrał Eryk Lubos, który wcielił się w postać Jurka, miłości życia Wisłockiej. Razem stanowią na ekranie parę idealną. Nieco gorzej było z Piotrem Adamczykiem, który grał męża lekarki. W roli amanta Stanisława wypadł blado na tle pozostałych aktorów. Jego postać skojarzyła mi się z granym przez niego wcześniej Janem Pawłem II, co nie do końca łączy się z mężem Wisłockiej i ogólną tematyką filmu.

 

W produkcji oprócz tych trzech głównych ról pojawiło się wiele wybitnych polskich aktorów. Z każdą nową postacią byłam zdziwiona, że kolejna gwiazda tu gra. Borys Szyc w roli młodego wydawcy, Wojciech Mecwaldowski jako urzędnik Wydziału Kultury KC PZPR, Danuta Stenka jako generałowa, Artur Barciś w roli cenzora, czy chociażby popularny ostatnimi czasy Arkadiusz Jakubik. I wielu innych znanych nam z innych produkcji.

 

Temat – książka

 

Temat kadrów określa reżyser. Całe szczęście tę rolę w produkcji odegrała Marysia Sadowska. Gdyby nie ona „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” wyglądałaby zupełnie inaczej. Jest to osoba znana już chociażby z reżyserii „Dnia kobiet”. Problematyka kobieca jest jej niezwykle bliska, czego nie kryje także w swoich wypowiedziach. Również na ekranie czuć współpracę „bab”, widać, że reżyserka zadbała o swoją bohaterkę, jak i o pozostałych aktorów.

 

W kwestiach technicznych warto podkreślić również charakteryzację. Młoda Wisłocka – stara Wisłocka. Żeby zadbać o taką opozycję w filmie potrzeba było doskonałych charakteryzatorek. Każdy szczegół został dopracowany, każda zmarszczka czy fałda na sukience. Dodatkowego klimatu dodała scenografia podkreślająca czasy wojenne i PRL-owskie.

 

Zbliżenia, przejścia kamer, kolorystyka – każdy z tych detali dodawał filmowi klimatu. Widz dzięki nim czuł bliskość z bohaterami, a przede wszystkim z Boczarską-Wisłocką.

 

Była pewna siebie, choć chodziła ubrana w zasłony. Walczyła o swoje marzenia, ale przede wszystkim o każdą z nas. Żyła w czasach, w których nie mogła być do końca sobą, a jednak jej się to udało. Wisłocka dokonała rewolucji seksualnej w latach siedemdziesiątych. Sadowska z Boczarską zrobiły to dziś, przybliżając Polakom jej sylwetkę.  

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska