Muzyka, która się nie starzeje, czyli recenzja płyty Rogera Watersa

Są muzycy, którzy pojawiają się, płoną jasno, a potem gasną zbyt szybko, by zagościć na dłużej w sercach fanów. Roger Waters nie jest jednym z nich, bo jego muzykę będziemy pamiętać na pewno jeszcze przez długi czas, a nowa płyta tylko to potwierdziła.

Choć sam zespół nie może się pogodzić, to w dzisiejszych czasach nietrudno znaleźć muzyków, którzy godnie reprezentują styl, jaki wskazał im Pink Floyd (między innymi Father John Misty czy Beck). Jego członkowie nagrywają też solo, więc fani nie mają na co marudzić. Kolejna płyta Rogera Watersa pokazuje, jak daleko ponad muzykę mainstreamową sięga autor. Nie jest to zwykła płyta ale muzyczna opowieść, która sprawia, że wtapiamy się w fotel, obserwując świat. Jest ona tak bardzo floydowska, że bardziej się nie dało. I w tym tkwi jej sukces.

"Is This the Life We Really Want?" to pierwszy album od 92. roku, kiedy wydano "Amused to Death". Producentem płyty jest Nigel Godrich, który współpracował już z Radiohead czy Paulem McCartneyem - co dowodzi, że ma doświadczenie z muzykami o niecodziennym stylu. Płyta jest dostępna w formie vinylu, CD, a także w formie elektronicznej. Oprócz samego współtwórcy Pink Floyd, który śpiewa, gra na basie i gitarze akustycznej, usłyszymy również samego Godricha (gitara, klawisze, aranżacja dźwiękowa), Gusa Seyfferta (bass, gitara, klawisze), Johnatana Wilsona (gitara, klawisze), Joeya Waronkera (perkusja), Rogera Manninga (klawisze), Lee Pardini'ego (klawisze) i Luciusa (wokal) z Jess Wolfe i Holly Laessig. To, co stworzył Waters, to nie zwykła płyta. To prawdziwa klasyka rocka, skomponowana w doborowym towarzystwie.

Odtwarzając ten krążek ma się wrażenie, że czeka nas coś niezwykłego. “When We Were Young” sprawia wrażenie zapowiedzi, niemal tak upiornej jak intro do “Time”. Nie bije w nas siła niczym z nowej płyty death metalowego zespołu, ale pod łagodnością dźwięku klawiszy i stonowanej perkusji sięga do nas coś, co sprawia, że zachłyśniemy się tym, jeszcze zanim dotrzemy do końca. I dla kogoś, kto nie ma doświadczenia z wcześniejszymi płytami Rogera Watersa (lub Pink Floyd) może poczuć się przyparty do muru takim “Bird in a Gale”. Dlatego aby zrozumieć pełnię tego albumu zaleca się słuchawki i zarezerwowanie czasu na poznanie go. Ta muzyka nie pozwoli zrównać się z tłem codzienności. Tak jak i Roger Waters nie pozwoli nam przejść obojętnie obok swojego nowego albumu. 

To jest krążek, który będzie akompaniamentem do wielu historii, a jak wiadomo - ta muzyka dopiero wtedy naprawdę nam się podoba, gdy wzbogacimy ją własnymi przeżyciami.

Jest to płyta, która z pewnością zachwyci wszystkich fanów Pink Floyd i solowych prac Rogera Watersa. Pokazuje on, że z wiekiem styl muzyczny nie musi się zmienić. To przekazywana treść ewoluuje.

 

 

Korekta: Aleksandra Borkowska

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska