Farsa na trzy sypialnie

16/12/2017

 

Jedna noc, trzy sypialnie, cztery małżeństwa. Teatr Kwadrat daje nam prawie dwie i pół godziny na to, by zajrzeć do sypialni i z bliska przyjrzeć się relacjom łączącym bohaterów opowieści. Brzmi obnażająco? Spokojnie – na szczęście to komedia, a nie psychologiczne studium przypadku.

2 grudnia 2017 roku swoją premierę w polskiej adaptacji, zaproponowanej przez Teatr Kwadrat, miał spektakl „Trzy sypialnie”. Autorem oryginalnej sztuki jest Alan Ayckbour, jeden z najbardziej cenionych współczesnych dramaturgów brytyjskich (ur. 1939). Pierwszy raz na deskach teatru została wystawiona w 1975 roku i od tamtej pory doczekała się wielu, również międzynarodowych adaptacji, a nawet ekranizacji telewizyjnej.

 

Sztuka rozpisana jest na ośmiu aktorów, którzy na scenie tworzą cztery małżeństwa w różnym wieku. Podczas dwóch aktów obserwujemy naprzemiennie sceny dotyczące każdego z nich. Całość akcji rozgrywa się w trakcie jednej nocy i następującego po niej poranka, a głównym pretekstem do interakcji, jakie zachodzą między aktorami, jest parapetówka zorganizowana przez najmłodsze małżeństwo. Scenografię stanowią tytułowe trzy sypialnie, pomiędzy którymi miota się ta para małżonków, której sypialnia jako jedyna nie jest pokazana w sztuce.

 

Sceną otwierającą spektakl jest rozmowa – oczywiście w sypialni – najstarszego małżeństwa, Bogusławy i Ernesta. Jak co roku szykują się do wyjścia do restauracji, w której mają zwyczaj jadać kolację z okazji rocznicy ślubu. W trakcie wymiany uwag na różne tematy Bogusława (Ewa Ziętek) dzieli się z mężem (Marek Siudym) swoim niepokojem o małżeństwo syna Olafa (Paweł Małaszyński) z Bożeną (Angelika Kujawiak). Zostaje przywołana również postać Jowity (Olga Kalicka), byłej dziewczyny Olafa i dużo lepszej partii dla niego, zdaniem oczywiście jej niedoszłej teściowej.

 

W kolejnych scenach poznajemy małżeństwo Lucyny (Anna Karczmarczyk) i Szczepana (Eryk Kulm) oraz wspomnianej Jowity i jej męża Cezarego (Michał Lewandowski). Lucyna i Szczepan próbują przygotować się na nadejście gości, których zaprosili z okazji wprowadzenia się do nowego mieszkania. Wśród oczekiwanych przyjaciół są Jowita i Cezary. Cezary jednak, z powodu kontuzji, zostaje w domu i na parapetówce zjawia się sama Jowita. Pojawia się także Olaf, a po nim jego żona Bożena – ewidentnie skłóceni. Choć gospodarze imprezy robią co mogą, by nie doszło do awantury,  sprężyna zrywa się, gdy Olaf i Jowita zostają na kilka minut sami w pokoju. Uwolniony ładunek emocji kieruje odtąd akcją aż do końca spektaklu, nadając jej pędu po dość nudnawym początku.

Fakt, że spektakl Teatru Kwadrat można zaliczyć do udanych interpretacji oryginalnego dzieła w dużej mierze zależy od świetnego przekładu tekstu angielskiego przez reżysera Andrzeja Nejmana. Dialogi są dynamiczne, zabawne, dobrze osadzone w języku polskim. Także muzyka jest w swym doborze zasługą reżysera. Co do jej trafności zdania są podzielone – w mojej ocenie wybór utworów wydawał się być nieco przypadkowy, choć z sali dało się słyszeć pochlebne opinie na ten temat.

 

Scenografia nie przykuwa nadmiernej uwagi, a to raczej dobrze, zważywszy, że prawdopodobnie nie opiera się o wielki budżet. Ten spektakl tworzą w całości aktorzy i tutaj w pierwszej kolejności należy wymienić Ewę Ziętek i Marka Siudyma – ich wieloletnie doświadczenie na deskach teatru i przed kamerami przekłada się na ogromną naturalność i pewność siebie w kreowanych przez nich postaciach. Zdejmuje to także z widzów nieco napięcia, które towarzyszy chyba każdemu występowi na żywo, niezależnie po której stronie kurtyny się znajdujemy. Na pochwałę zasługuje również gra Pawła Małaszyńskiego i Olgi Kalickiej – oboje w znacznej mierze tworzą dynamikę tego spektaklu. Większym wyzwaniem było skupienie uwagi na postaciach granych przez Annę Karczmarczyk i Eryka Kulma. Z pewnością konieczność grania w wielu momentach jedynie głosem zza sceny nie ułatwia im nadania autentyczności swoim postaciom. Michał Lewandowski i Angelika Kujawiak wcielili się w postaci, w które chyba najtrudniej uwierzyć. Czy powodem jest aktorska niedoskonałość, czy może scenariusz lub wizja reżysera – trudno ocenić. W każdym razie dawka szaleństwa w postaci Bożeny  jest zdecydowanie nadmiarowa.

 

„Trzy sypialnie” w Teatrze Kwadrat to z całą pewnością nie psychodrama, ani hiperbola naszych prywatnych małżeńskich rozterek. W trakcie sztuki, moim zdaniem, nie następuje nawet „przewartościowanie takich pojęć jak przyjaźń, miłość czy tolerancja” – jak głosi opis przedstawienia na stronie internetowej teatru. Jest to sympatyczna komedia, która przerysowuje pewne postawy i zachowania, by dać widzowi rozrywkę. I z uwagi właśnie na rozrywkę warto się wybrać na ten spektakl.

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska