Milcząca doskonałość Scorsese

 

Rzadko zdarza mi się, że wychodzę z kina i nie wiem, co powiedzieć. A właściwie jestem otępiała, ponieważ przez prawie trzy godziny siedziałam zahipnotyzowana przed ekranem i czułam jak wylatują ze mnie po kolei wszystkie emocje. I choć rozpiszę się na temat tego filmu, najtrafniej określa go jedno słowo – „Milczenie”.

Akcja rozgrywa się w XVII wieku. Mamy do czynienia z prześladowaniem chrześcijan w Japonii. Po zaginięciu Ojca Cristóvão Ferreiry (Liam Neeson), w niebezpieczne okolice Nagasaki dociera dwóch młodych jezuitów – Ojciec Sebastião Rodrigues (Andrew Garfield) oraz Ojciec Francisco Garupe (Adam Driver). Duchowni nie chcą dać wiary plotkom, które krążą na temat ich mentora. Zanim jednak odkryją prawdę będą musieli stoczyć prawdziwą walkę z naczelnikiem Inoue (Issei Ogata), ale przede wszystkim z własnymi słabościami.

 

 

W filmie od początku do końca widać rękę reżysera, Martina Scorsese. Przede wszystkim ze względu na wiek i doświadczenie twórcy. Przedstawienie tak ciężkiej tematyki wymagało dojrzałości, a zarazem wielkiego talentu. Można było przecież zrobić film przegadany, nudny, w końcu mdły, na podobieństwo innych obrazów religijnych. Scorsese postawił na emocje, doskonałą grę aktorów i obrazy, dzięki którym czego nie doczułeś mogłeś dooglądać.

 

„Milczenie” to opowieść o głębokiej wierze. O zwątpieniu. O podziałach. W końcu o poświęceniu. Scorsese przedstawił ludzi, którzy za wiarę w Boga byli w stanie poświęcić życie. Ale również takich, którzy potrafili sprzedać bliźniego. Ludzi, którzy przyglądali się egzekucjom swoich braci i mieli chwile zwątpienia – jedni wyszli z tego mocniejsi, a inni wyrzekli się swojego Boga. No i o podziałach, które były tym wszystkim spowodowane.

 

Film ewidentnie był zrobiony pod bohaterów. Każda z postaci miała wyraźnie zarysowaną osobowość. Gra aktorska zachwycała. Ja absolutnie zakochałam się w Andrew Garfieldzie. Jestem pod wrażeniem jego gry. Przede wszystkim dlatego, że aktor w jednym roku zagrał dwie role pierwszoplanowe (druga w „Przełęczy ocalonych”). Każda z nich jednak była różna, inaczej niż to miało miejsce chociażby w przypadku Eddiego Redmayne’a, który zagrał rok po roku kolejno w „Teorii wszystkiego”, a potem „Dziewczynie z portretu” z takim samym wyrazem twarzy i intonacją. Garfield przeobraził się w każdą z postaci, wyczuł je i zagrał dwie różne role jak na dobrego aktora przystało. Choć mnie bardziej zachwycił w „Milczeniu”, dlatego też jestem zdziwiona, że do tegorocznych Oscarów został nominowany za „Przełęcz ocalonych”. Dzięki Garfieldowi w obu filmach odczuwałam emocje bohaterów, przeżywałam wszystkie rozterki wraz z nimi – najpierw Desmondem Dossem, a potem Ojcem Rodriguesem.

 

 

Skoro już wspomniałam o Oscarach, „Milczenie” w tym roku zostało pokrzywdzone. Zdaję sobie sprawę, jak z resztą zapewne wszyscy, którzy interesują się nagrodami Akademii Filmowej, że są filmy ważne i ważniejsze. Akademia w nominacjach kieruje się przede wszystkim kwestiami polityczno-społecznymi. Dlatego mamy między innymi nominację dla „Moonlight”. Rasizm, homoseksualizm, dyskryminacje – to są tematy, które najlepiej się sprzedają. Biorąc jednak pod uwagę nominację dla „La La Land”, co jest pewnym zaskoczeniem ze względu na to, że film jest musicalem, niedocenienie „Milczenia” jest wręcz profanacją. Tym bardziej jest to skandaliczne zważywszy na zeszłoroczną wygraną „Spotlight”. Kwestionowanie katolicyzmu jest łatwą drogą do sukcesu. I choć nie będzie zaskoczeniem to co napiszę – najważniejsze na świecie nagrody filmowe powinny jednak brać pod uwagę całokształt filmu, nie tylko jego tematykę. W tym roku poziom filmów nominowanych do głównej kategorii jest dołujący, a brak na tej liście „Milczenia” boli jeszcze bardziej.

 

Film został nominowany za to za zdjęcia. W tej kategorii miażdży konkurencję. Wspaniałe zdjęcia przyrody, perfekcyjne zbliżenia i dbałość o szczegóły. I scena, którą niektórzy uważają za tandetną, a dla mnie jest doskonała w każdym calu, gdy główny bohater przegląda się w tafli wody, w której odbija się jego zmęczona twarz na zmianę z wizerunkiem Jezusa. W „Milczeniu” mamy do czynienia z wieloma archetypami biblijnymi, m.in. Judasza.

 

 

Jestem przekonana, że „Milczenie” doceni każdy widz, bez względu na swoje podejście do religii. Dla mnie była to niezwykła lekcja o człowieku i o tym jak słabi jesteśmy w obliczu próby. Na pewno będę wracać do tego filmu nie raz.

 

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska