„Amok” – fikcja czy dowód zbrodni?

 

W 2003 roku na polskim rynku literackim pojawiła się niekonwencjonalna powieść. Mowa o „Amoku” autorstwa Krystiana Bali. Film o tym samym tytule nie jest ekranizacją książki. Oba dzieła przedstawiają jednak historię mrożącą krew w żyłach…

„Amok” to nielinearna historia, w zasadzie zbiór luźnych, niepołączonych ze sobą opowieści. Książka stała się innowacją na polskim rynku literackim. Bala wykorzystał w niej niezliczoną ilość technik, doskonałe metafory oraz porównania. Przede wszystkim doskonale zbudował napięcie. Kontrowersyjna tematyka natomiast przyniosła mu sławę i pieniądze. Okazuje się jednak, że historia, którą opisał nie do końca jest fikcją literacką.

 

Film przedstawia to, co zdarzyło się do 2007 roku, kiedy to autor „Amoku” został skazany. Jesteśmy świadkami śledztwa przeprowadzonego przez policjanta Jacka Sokolskiego w sprawie morderstwa. Po otrzymaniu anonimowego telefonu wpada na trop i sięga po książkę Bali. Okazuje się, że podobne morderstwo zostało opisane w książce Bali. Autor miota się, raz przyznaje do winy, raz nie. Nie pomaga nawet badanie wariografem.

 

„Amok” w reżyserii Kasi Adamik od początku do końca trzyma widza w napięciu. Emocje potęgowane są przez doskonałą muzykę. Wiele naturalistycznych scen jest nawiązaniem do książki Bali, która utrzymana jest w tym nurcie. Doskonałą rolę w filmie odgrywa Mateusz Kościukiewicz, który wciela się w rolę pisarza. Młody aktor bez problemu przybrał postać wykształconego psychola. Dzięki niemu lepiej poznajemy bohatera, możemy próbować zrozumieć jego zawiłą osobowość. I choć daleko mu do topowych psycholi filmowych (w polskim kinie np. Cukra z Pitbulla w wykonaniu Fabijańskiego) widać, że Kościukiewicz dobrze rokuje na przyszłość i jest nadzieją dla polskiej kinematografii.

 

Cieszę się, że godną siebie rolę otrzymał w końcu Łukasz Simlat. Aktor nie należy już do młodego pokolenia, a jest naprawdę wszechstronny. Tym razem wcielił się w doświadczonego życiowo policjanta, który jest typowym, twardym gliną i potrafi jeść flaki przyglądając się jednocześnie zdjęciom trupa.

 

Nie do końca odpowiadała mi rola Zofii Wichłacz, która wcieliła się w postać żony Bali. Młoda aktorka o delikatnej, dziewczęcej urodzie nie pasuje do mojego wyobrażenia o doświadczonej życiowo kobiecie, matce o starganych nerwach. Patrząc na Zosię cały czas mam przed oczami niewinną Biedronkę z „Miasta 44”.

 

Kasia Adamik wprowadziła do filmu wiele określeń, cytatów, które nadają mu autentyczności. Dzięki nawiązaniu m.in. do przypowieści biblijnych czy filozofii Nietzschego widzimy, jak wykształconym człowiekiem jest Bala i co nim kierowało.

 

Oglądając „Amok” można odnieść wrażenie, że Polacy nareszcie nauczyli się czerpać z zachodnich wzorców tworząc filmy. Twórcy są coraz śmielsi i nie boją się stworzyć dobrego, mocnego kina. Jedyne, co nie pasowało mi w „Amoku” kompozycyjnie to kilka absurdalnych scen, które dość często pojawiają się w naszych rodzimych filmach, a w większości są zbędne i psują cały odbiór.

 

„Amok” nie zasłużył na miano arcydzieła, ale na pewno jest filmem dobrym. Z całą pewnością warto się z nim zapoznać. Jeżeli natomiast o książkę chodzi myślę, że powinni po nią sięgać jedynie fani mocnych wrażeń.

 

 

Korekta: Aleksandra Borkowska

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska