W strachu przed postępem - recenzja "Pyłu Ziemi" Rafała Cichowskiego

Zaczyna się jak popularna wizja dalekiej przyszłości, tylko po to, by zbudować na nowo definicję apokalipsy, jakiej się trzymamy. “Pył Ziemi” to przerażająco realistyczny świat, do którego zbliżamy się niechętnie stawianymi krokami.

Myśląc o apokalipsie, w domyśle mówimy zwykle o zwierzętach, roślinach, o wszystkim co nas otacza. O tym, że natura w końcu odbierze to, co jej, miasta znikną z powierzchni naszej planety, a Ziemia wróci do swojego naturalnego stanu. Nie wspominamy jednak o ludziach. O gatunku, który zdominował ekosystem i niemal całkowicie podporządkował go sobie.

Prawda jest taka, że po prostu boimy się wykroczyć poza stwierdzenie, że po prostu przestaniemy istnieć. W ten, czy inny sposób, natura pozbawi nas tronu na samym szczycie łańcucha pokarmowego. Książka Rafała Cichowskiego przedstawia znacznie boleśniejszą wizję. Ludzie nie zginą.

Postęp można porównać do długiego biegu. W dzisiejszych czasach cieszymi się, mijając kolejne kamienie milowe, w przerażeniu obserwując jak nabieramy prędkości. Gatunek ludzki w “Pyle Ziemi” dotarł do etapu, w którym ludzkość nie jest w stanie zatrzymać postępu. Prędkość, którą kumulowaliśmy przez setki lat sprawia, że kolejne etapy mogą zostać przez nas przyjęte pozytywnie lub negatywnie, ale nie mamy możliwości sprzeciwu. Nie jesteśmy w stanie zahamować.

Rez i Lilo zostają wypchnięci poza ten bieg. Zesłani na Ziemię, mają do wykonania misję, która nie powinna się powieść - muszą odnaleźć Bibliotekę Snów, wielką skarbnicę ludzkich wspomnień, która może skrywać odpowiedzi na pytania, których potrzebują, by uratować Yggdrassil. Spodziewają się pustkowi, które byłyby zgodne z współczesną wizją apokalipsy, którą znamy obecnie. Ich oczom ukazuje się planeta, na której wciąż żyją ludzie - i mają się dobrze. Poznają tam ludzi, którzy porzucili historię swojego gatunku, wracając do korzeni,  Jak zawsze, adaptujemy się do nowych warunków, jak karaluchy przyzwyczajając się do najcięższych reakcji obronnych organizmu, jakim jest nasza planeta.

Świat poznajemy oczami głównego bohatera, który niczym dziecko powoli zgłębia tajniki ziemskiego życia. Choć wielokrotnie widzieli to wszystko w postaci hologramów i wirtualnej rzeczywistości, razem z Lilo poznają Ziemię, jako świat dotąd nie znany. Jest to ciekawe odkrycie także dla czytelników jako surrealistyczne podejście do nowych doznać. Oto dwójka młodych jak na standardy Yggdrassil ludzi pojawia się nago na planecie, która pokazała im przodkom, kto naprawdę sprawuje tu kontrolę. Kosmos nie jest już dla nich ekscytujący, dzisiejsze science fiction to dla nich dzień powszedni. Jednak każdy podmuch wiatru, szumiące liście czy w końcu zachód słońca - to zjawiska zapierające dech w piersiach.

Autor dawkuje nam z chirurgiczną precyzją przeżycia Reza z pobytu na Ziemi, jego przemyślenia, opis życia jej mieszkańców, a także fabułę pełną zakrętów, których nie sposób przewidzieć. Wszystko to doprawione jest poczuciem humoru zaskakująco żywym i ludzkim. Pozbawieni filtrów pochłaniamy tę uzależniającą mieszankę, pragnąc więcej i więcej. I tak jak bohaterowie, stajemy przed pytaniem - czy na pewno chcemy wiedzieć wszystko?

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska