Pseudokibice – ludzie, którzy zgubili honor

03/12/2019

 

Określani przez Wikipedię również jako kibole lub stadionowi chuligani. Po czym ich poznamy? Po tym, że nie dopingują swoich drużyn, tylko wykorzystują je do tego, aby nastraszyć, poniżyć, pobić, a nawet zabić drugiego człowieka. W imię czego? Kominiarki i niegodnie noszonego emblematu klubu.

Jest sobotni wieczór, gdy kończy się mecz dwóch najpopularniejszych drużyn piłkarskich na Śląsku – Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze. Kibice obecni na spotkaniu mają zdarte gardła, idą świętować zwycięstwo do baru lub usiąść w parku z przyjaciółmi, by nie napawać się przegraną, ale rozmyślać nad taktyką, jaką obejmie ukochana drużyna w następnym spotkaniu. Niektórzy od razu po ostatnim gwizdku sędziego wracają do domu ze swoimi pociechami – uroczymi kilkulatkami z pomalowanymi twarzyczkami i szyjami owiniętymi szalikami. To prawdziwi kibice, zawsze oddani zasadzie – dumni po zwycięstwie, wierni po porażce. Część osób będących na meczu nie wykonuje jednak żadnej z powyższych czynności – ta grupa wsiada w samochody i rozpoczyna wycieczkę po okolicznych miejscowościach. Tego wieczoru sprawdzą każdy kąt, przetrzepią nastolatków na boisku i podbiegną do 13-latki, która ze strachu nie będzie mogła spać w nocy. Tego wieczoru, niezależnie od wyniku meczu, dadzą nauczkę każdemu, kto będzie kibicował innemu klubowi. Znacie ich – to kibole.

 Źródło: pexels.com
 

Być w centrum uwagi


Wpisując w wyszukiwarce słowo „pseudokibice”, można natknąć się na minimum kilkadziesiąt artykułów. W pewnym momencie brakuje już miejsca w pasku przeglądarki, aby otworzyć kolejny news mówiący o tym, czego pseudokibice dopuścili się wczoraj, trzy dni temu, w ubiegłym tygodniu i miesiącu. Na podstawie kilku historii, które można wymienić na palcach jednej ręki, spokojnie dałoby się nakręcić film pokroju „Pitbulla”. W scenariuszu zwiastuna przeczytalibyśmy, że pewna grupa młodych chłopaków w wakacje 2018 r. ubrała kominiarki, wzięła maczety i przy jednej ze świętochłowickich ulic zaczęła okładać nimi mężczyznę, którego partnerka z małym dzieckiem stała na chodniku obok. Stała i bezradnie musiała patrzeć, jak ludzie bez sumienia doprowadzają do poważnych obrażeń głowy i prawie obcinają nogę ojcu jej dziecka.

 

Później, pod koniec stycznia inni antykibice zebrali się w 10 osób na krakowskim Prokocimiu i na śmierć pobili 19-letniego chłopaka. Prokuratura ustaliła, że mieli ze sobą maczety, siekiery i emblematy jednego z lokalnych klubów. W stolicy Małopolski mogą sobie na wiele pozwolić – w czerwcu rozwalili drzwi autobusu i jednym z wyżej wymienionych narzędzi zaatakowali osoby jadące w pojeździe. „Ojciec miał do mnie pretensje, mówił, że jestem debilem, bo mieliśmy im dać tylko w gębę, a ja od razu z maczetą ruszyłem. Ale to była taka adrenalina” – zeznał podczas śledztwa Andrzej W. Z tych ujętych w pigułce informacyjnej historii wyszłyby przerażające dla oczu przebitki obrazu, nieprzyjemne dla uszu dźwięki i wspomnienia druzgocące serca.

 

Bilety do kina zapewne rozeszłyby się w błyskawicznym tempie – nielegalne ustawki, krew i rzucanie przysłowiowym mięsem na ekranie to gwarancja sukcesu sprzedaży. Czy ta sprzedaż by coś zmieniła? Na pewno nie wśród pseudokibiców, którzy są przekonani o jednej prawdzie – prowadzenie świętej wojny z przeciwnym klubem jest słuszne, a wrogiem nr 1 jest każdy, kto myśli inaczej.


Pokażcie telefony


Rozmawiam z Asią, która mieszka w okolicy Katowic. „Chorzowscy” pojawiają się w jej miejscowości dość regularnie, a podczas swoich przejażdżek chętnie zostawiają po sobie „pamiątki”. Któregoś wieczoru podjechali na lokalne boisko i w grupie kilkunastu osób ubranych w czarne kominiarki podbiegli do bandy dzieciaków w wieku gimnazjalno/licealnym. Kazali wyciągnąć wszystko z kieszeni, pokazać wyświetlacze telefonów – relacjonuje jeden z napadniętych chłopaków. Zażądali sprawdzenia cudzej własności, zastraszyli i wyśmiali, gdy zobaczyli, że ktoś się boi – te czynności kwalifikują ich działania zarówno do szantażu emocjonalnego, czy przemocy psychicznej, jak i złamania prawa. Po sprawdzeniu małolatów przejechali jeszcze kilka kilometrów, by zatrzymać się przy domu Dawida i podbić mu oko. Chłopak został uderzony jedynie za to, że siedział z kolegą w aucie zaparkowanym przed swoim mieszkaniem. Precyzując – za to, że miał wyjść z pojazdu i pokazać telefon, ale tego wieczoru nie zabrał go z mieszkania, bo i po co, skoro przebywał kilka metrów dalej od swoich drzwi wejściowych. To był wystarczający powód do zadania ciosu. Wystarczający, by Dawid spędził kilka dni w szpitalu na obserwacji z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu.

 

Za kim jesteś?


Kiedy jeszcze uczęszczałam do podstawówki, koleżanka zadała mi pytanie ze śródtytułu. Odpowiedziałam, że nie kibicuję nikomu z drużyn lokalnych. Wtedy moja wiedza piłkarska sprowadzała się do poziomu – piłka jest okrągła, bramki są dwie, muszę trafić tam, gdzie gra mój młodszy brat (często rozgrywaliśmy mecze w ogródku w drużynach 1:1). A ona powiedziała prosto i w obliczu dzisiejszych sytuacji bardzo wyraziście – a ja jestem za życiem. Bo w imię czego grupa osobników płci męskiej przeklina i bije kibiców przeciwnej drużyny lub przypadkowo napotkane osoby? W imię zabawy, frajdy, zaimponowania kumplom? Część osób nie potrafi w żaden sposób uszanować reguł zdrowej rywalizacji – tym bardziej nie odczuwa żadnego przywiązania do drugiego człowieka czy wyższych wartości. Żadnych wyrzutów sumienia, gdy zabije czyjegoś syna, brata, męża czy ojca. Jakież to wygodne jak bardzo pachnące egoizmem i anarchią! Niemal tak samo, jak stadionowe czerwone race.


Apel do pseudokibiców


Może czytacie teraz ten tekst. Może macie nawet jakieś głębsze przemyślenia. Proszę Was o jedno – dawajcie wybór innym ludziom. Nie każdy musi lubić Wasz klub i myśleć Waszymi kategoriami. Nie musicie uderzać nastolatka, by pokazać siłę mięśni, ani wyzwać kobiety, by udowodnić, jacy to mocni jesteście słownie. Wyrządzenie krzywdy drugiej osobie nie jest aktem odwagi, ale zwykłego tchórzostwa. Wszyscy chcemy żyć w normalnym świecie – Wy, oni i ja. Zacznijcie naprawdę kibicować Waszym drużynom, a zobaczycie, że sprawia to o wiele większą przyjemność, niż roztrzaskanie czyjegoś nosa. Szanujcie innych, zostawiajcie po sobie dobro i pamiętajcie, że karma wraca. Prędzej, czy później – ale zawsze.

 

 Źródło: pexels.com

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska