„Podróż tysiąca mil” – Richard Paul Evans [RECENZJA]

 

Czy człowiek potrafi się zmienić o 180 stopni? Co musi się stać, żeby mu się udało? Zdania pewnie będą podzielone. Ale przed takim pytaniem stałam, czytając najnowszą książkę Richarda Paula Evansa pt. „Podróż tysiąca mil”.

Z autorem miałam już trzykrotnie do czynienia – przy okazji książek: „Ścieżki nadziei”, „Tajemnicy pod jemiołą” i „Sprzedawcy marzeń”. Za każdym razem jestem coraz bardziej zachwycona amerykańskim autorem i mam w planach przeczytać wszystkie jego książki.

 

„Sprzedawca marzeń” to pierwsza część trylogii o wziętym mówcy motywacyjnym, który na wprowadzaniu ludzi w błąd, obiecując im świetlaną przyszłość, dorobił się milionów. W pierwszej książce poznaliśmy przeszłość Charlesa Jamesa (Gonzalesa) – jego nieszczęśliwe dzieciństwo, ucieczkę z rodzinnego domu, początki życia w wielkim mieście oraz początki wielkiej kariery. Dowiedzieliśmy się, jak stracił ukochaną żonę, a tym samym zatracił siebie. W końcu dowiedzieliśmy się, jak o mały włos uniknął śmierci i jak chce za to odpokutować.

 

– Życie to ciężka wędrówka.

– Dla wszystkich...

 

„Podróż tysiąca mil” to kontynuacja zmagań z samym sobą wielkiego Jamesa. Charles oficjalnie jest martwy i nikt nie wie, że ostatecznie nie wsiadł na pokład samolotu, który rozbił się chwilę po starcie. Bohater dostał drugie życie i nie chciał tego zmarnować. Postanowił zmierzyć się z koszmarem, który go prześladował już jakiś czas i wyruszyć w pieszą podróż po Route 66. Droga ta mierzy 3940 km i łączy Chicago (miasto, w którym mieszka James) z Santa Monicą (miejsce zamieszkania jego byłej żony oraz syna). Nie był pierwszym śmiałkiem, który chciał tego dokonać (bywali i tacy, którzy ją przebiegli!), ale na pewno jak każdy z nich miał swoje powody i był wyjątkowy.

 

Książka zaczyna się w momencie, kiedy James planuje już swoją podróż, a jednocześnie chce udać się na swoje oficjalne pożegnanie. Spodziewa się tłumu ludzi, którzy będą go czule wspominać. I tu spotkał go ogromny zawód… Na pożegnanie, na którym spodziewał się tysiąca (lub tysięcy) ludzi przyszło tylko (albo aż) 7 osób. Chyba każdy z nas chciałby zobaczyć swój pogrzeb. To straszne, ale drzemie w nas potrzeba zobaczenia tych ludzi, którzy nas kochali i dowiedzenia się, jak nas wspominają. James nie był zachwycony nie tylko liczbą żałobników, ale też niektórymi słowami, które opisywały jego postać. Wtedy do niego dotarło, jakim był (czy nadal jest) człowiekiem.

 

Większa część książki to pierwsza połowa drogi. Trochę obawiałam się, że mogłaby być nudna, ale mile się zaskoczyłam. W każdym miejscu spotykał interesujących ludzi, każdy z nich wywarł na nim choćby maleńki wpływ. Nie wszyscy go oszczędzili, spotkał też tę „złą stronę” drogi i pobliskich mieszkańców, ale dzięki temu zdecydowanie bardziej docenił swoje dotychczasowe życie i ludzi, którzy go otaczali, a których stracił. W książce możemy zobaczyć doskonały obraz człowieka, który pół życia dążył do sławy i bogactwa, nie licząc się z innymi, ale któremu życie nieźle dało w kość i odegrało się z nawiązką. Czy Charles dotrze do ukochanej, a jego życie wróci do normalności? Tego nie wiem, ale nie mogę się doczekać kolejnej części.

 

„Uświadomiłem sobie, że szczęście przyszło do mnie, kiedy poczułem wdzięczność. Oba uczucia były ze sobą związane niczym bliźnięta syjamskie. Nie mogłem być szczęśliwy, bo nie umiałem być wdzięczny, a nie umiałem być wdzięczny, bo sobie na to nie pozwalałem.

 

Evans po raz kolejny zachęcił mnie swoim lekkim, ale nie ubogim piórem. Przeczytanie książki zajmuje parę godzin, ale są to bardzo mile spędzone godziny. Przy jego powieściach nie ma czasu na nudę i również przy okazji „Podróży tysiąca mil” upewniłam się w tym przekonaniu. Zachęcam do przeczytania książki, nie tylko dlatego, że jest „miłą i szybko czytającą się lekturą”. Przede wszystkim dlatego, że otwiera oczy i analizując myśli Charlesa Jamesa, zastanawiamy się też nad swoim życiem. Co chcielibyśmy usłyszeć na własnym pogrzebie? Czy prowadzimy dobre życie, jesteśmy dobrymi ludźmi i inni myślą o nas dobrze? Czy musi się coś stać, żeby dotarło do nas, że jest inaczej, a my zmierzamy w złym kierunku? Oby nie.

 

Dziękujemy Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki.

 

Premiera: 5 czerwca 2019 r.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska