Początkująca Minimalistka #6 Porządkowanie książek

 

Marzeniem większości książkoholików jest własna, najlepiej potężna, biblioteczka. Piękne regały, książki ułożone alfabetycznie lub kolorystycznie, duma i podziw znajomych. Chwalenie się zdjęciami w Internecie. Nie byłam inna, dopóki nie musiałam tych książek nosić.

Zauważyłam taką zabawną tendencję. Minimalista, kiedy nie był jeszcze minimalistą, zbierał ulubione lektury, chwalił się swoimi zbiorami, a gdy przyszło mu się przeprowadzić, natłok książek go (dosłownie) tak obciążył, że postanowił coś zmienić w życiu. I naprawdę, czytam historie różnych ludzi, którzy wprowadzają minimalizm w swoje życie, i bardzo często zaczyna się od pudeł z książkami. U mnie nie było inaczej.

 

Kilka lat temu, gdy zaczynałam współprace z wydawnictwami jako recenzentka, dosłownie brałam książki jak leci. Nie chcąc stracić żadnej ciekawej lektury, zasypywałam się stosami książek, a moja kupka „do przeczytania” rosła do zatrważających wielkości. Bałam się przecież stracić jakąkolwiek współpracę. Ostatecznie z niczym się nie wyrabiałam, a był to dodatkowo czas studiów, więc często kończyło się na tym, że zamiast robić coś pożytecznego, nie robiłam nic, bo nie miałam już siły z natłoku obowiązków. Nierzadko te książki okazywały się mdłe, a ja traciłam czas przez swój błąd, jakim był nieprzeczytanie/niedoczytanie opisu książki.

 

Również moje książkowe pudła się powiększały. Część książek sprzedawałam, czasem komuś oddawałam, ale najczęściej zostawały i nie miałam co z nimi zrobić. Teraz niestety (albo stety) nie mam dużego regału, książki trzymam na szafce z dwoma półkami i na części komody. Ponieważ niedługo znowu czeka mnie przeprowadzka, postanowiłam uporać się z książkami raz na zawsze. Nie tylko z tymi, które mam, ale i tymi, które będę miała. Jak zawsze zgromadziłam wszystkie w jednym miejscu i zaczęłam przeglądanie.

Zdjęcie: pixabay.com/pl

 

Jeżeli chodzi o moje upodobania książkowe, to czytam głównie książki o himalaizmie, różnego typu poradniki, czasem powieści. Lubię też książki kucharskie. Przy segregacji trzymam się podstawowej zasady: jeśli do tej książki kiedyś wrócę, to zostaje. Są to najczęściej poradniki na temat dbania o zdrowie i urodę, minimalizmu i slow life, związków oraz marketingu internetowego. Kiedyś czytałam mnóstwo powieści, teraz sięgam tylko po sprawdzonych autorów. Czasem zaryzykuję i przeczytam coś „świeżego”. Jedyne odstępstwo od zasady jest w przypadku książek Nicholasa Sparksa, Guillaume Musso i Richarda P. Evansa, a także tych himalaistycznych. Nawet, gdybym miała więcej którejś z tych książek nie przeczytać, nie oddam za nic. Mam wyjątkowy sentyment do tych autorów. W jednej książce Sparksa mam nawet autograf, więc nigdy bym się jej nie pozbyła.

 

Jeżeli wiem, że do jakieś książki nie wrócę – odkładam na stosik do sprzedania/oddania. Powieści od razu się pozbywam, bo zdaję sobie sprawę, że więcej ich nie przeczytam (oczywiście pomijając wyżej wymienionych autorów). Książki kucharskie też nie wszystkie mi odpowiadają, bo lubię proste, ale efektowne gotowanie. Nie lubię skomplikowanych przepisów z wymyślnymi składnikami.

 

Z zasadą „do tej książki jeszcze wrócę” też różnie bywa. Parę poradników i tytułów kucharskich od kilku lat zostawiałam, bo fajny, bo przyda się, a tak naprawdę kończyło się na recenzji i kolejnym przerzucaniu z kąta w kąt. Dlatego postanowiłam taki przegląd robić co jakiś czas i jeśli od ostatnich porządków nie wróciłam do owej pozycji – komuś przyda się bardziej, w wolnym tłumaczeniu: OUT! Trzeba być po prostu szczerym wobec siebie i nie żałować książek, które nic nie wnoszą do naszego życia. Przy czytaniu poradników często zaznaczam ciekawe fragmenty. Jeśli jest ich na tyle mało, że bez sensu jest trzymać tę książkę – przepisuję sobie cytaty albo robię zdjęcia. W dobie wirtualnych chmur lepiej utworzyć sobie folder z takimi zdjęciami, niż gromadzić całe tomiszcza.

 

Oczywiście wiem o istnieniu czytników książek i e-booków. To niesamowicie wygodne, można mieć całą biblioteczkę w jednym miejscu. U mnie problem jest w tym, że nie lubię e-booków. Czytam tylko te, które nie są wydane w wersji papierowej, ale z reguły wolę książkę papierową. Jednak wiem, że dla kogoś może to być rozwiązaniem idealnym.

Zdjęcie: pixabay.com/pl

 

Przed porządkami miałam ok. 160 książek. 39 sprzedałam praktycznie od ręki na skupszop.pl*. Oprócz SkupSzop polecam również grupy na Facebooku, tam również można znaleźć wielu chętnych na zakup. Około 20-kilku mam jeszcze do oddania/sprzedania. Jak skończy się kwarantanna, zaniosę do biblioteki te, których nie udało mi się sprzedać. W tym momencie zostało mi 95 książek. Myślę, że tę liczbę zredukuję przed wyprowadzką. :)

 

Jeszcze do niedawna bardzo rzadko odmawiałam książek. Nadal nie jest idealnie, ale pracuję nad tym i jestem na dobrej drodze. Rozsądniej wybieram pozycje do recenzji, resztę oddaję redakcyjnym koleżankom. W przyszłości chciałabym więcej korzystać z bibliotek, a mniej kupować (chociaż tak naprawdę kupuję garstkę książek, większość mam egzemplarzy recenzenckich).

 

* Polecam tę stronę, jest bardzo wygodna, można się pozbyć wielu, wielu książek. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że bardzo zaniżają ceny. W przypadku niektórych książek aż za bardzo. Jest to jednak bardzo wygodne, bo zamawia się kuriera, który odbiera od nas książki, nie trzeba chodzić na pocztę czy do paczkomatu.

 

Jeśli jesteś tu pierwszy raz, witam Cię serdecznie i zapraszam do przeczytania mojego pierwszego wpisu: Początkująca Minimalistka #1 Dzień dobry

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska