Pamiętnik Silnej i Niezależnej Kobiety – Skończyłaś 20 lat i jeszcze nie masz męża?!

 

Macie świadomość, dziewczyny, że kiedy stuknie nam dwudziestka, to w naszym życiu się trochę pozmienia? Zwłaszcza w sferze sercowej. A jeszcze dokładniej w sferze, która według naszej rodziny i znajomych już dawno powinna pukać w rytmie cha-cha. A nie puka.

Ostrzegam, że gdy przekroczymy ten magiczny wiek dwudziestu lat, to żaden rodzinny zjazd nie obejdzie się bez tryliona pytań dotyczących naszego (nie)rychłego zamążpójścia:
„A masz tam już jakiegoś kawalera na oku?”

„Nie masz męża?”

„A co z twoim narzeczonym?”

„Kiedy nam męża przedstawisz?”

A wtedy Ty błądzisz wzrokiem po zebranych, zastanawiając się, jak wybrnąć z tego bagna i zachować twarz. Najchętniej by się powiedziało: „jak się rozwiedzie” albo „kiedy skończy osiemnaście lat” lub moje ulubione „kiedy wrócę z Ciechocinka”, a kiedy ciocia Krysia dopyta: „a kiedy jedziesz?”, odpowiemy z przemiłym uśmiechem: „nigdy”. 

 

Jednak chyba najlepsze są złote myśli naszych krewnych – istna skarbnica wiedzy. Oto parę z nich:
„Twój zegar biologiczny tyka, a ty ciągle praca i praca.”

„Ja w twoim wieku miałam już dwójkę dzieci i z trzecim byłam w ciąży.”

„Wiesz, nie będziesz wiecznie młoda. Zrobią ci się zmarszczki, przytyjesz i wtedy to już nikt nie będzie cię chciał.”

„Ty sobie lepiej męża znajdź, a nie siedź w tej swojej robocie od rana do wieczora.”

„Kobieta nie mająca męża jest strasznie nieszczęśliwa” – taa, zwłaszcza kiedy mam stałą pracę zapewniającą mi pieniądze, za które z kolei mogę sobie opłacić własne mieszkanie i zafundować domowy wieczór spa, buty, nowoczesny mop do podłóg albo sukienkę. Rzeczywiście, jestem bardzo nieszczęśliwa.

Nie wiem, czemu ludzie tak się czepiają kobiet, które są same. Postrzega się je jako jakiś wybrakowany towar. Jakbym bez męża nie była w stanie nic zrobić ani niczego załatwić. Na każdym kroku spotykam się ze stwierdzeniami, że gdybym miała męża, to zrobiłabym to i tamto. Że co? Że ja nie potrafię przetkać kranu albo wymienić bezpiecznika? Może przy przetykaniu zaleję sąsiadów pode mną, a przy wymianie bezpieczników pozbawię prądu połowę osiedla, ale nie zmienia to faktu, że wciąż sama potrafię o siebie zadbać. Raz, drugi nie wyjdzie, ale przecież nie będę się poddawać!
 

A wiecie, co jest najlepsze w byciu singielką? To, że mogę robić w domu, co mi się tylko zamarzy, nie martwiąc się o reputację tej, która tylko ma leżeć i ładnie pachnieć. Nie muszę ciągle depilować nóg, chodzić cały dzień w staniku, uważać na ilość pochłanianego przeze mnie jedzenia i jeszcze wyglądać promiennie i nienagannie nawet wtedy, gdy mam totalnego doła. Żyć nie umierać... dopóki nie kupię nowych mebli z IKEA, które są złożone z tryliona elementów, a jeśli zgubię choć jedną małą pierdółkę, to wiem, że nie złożę komody i nie dokupię w żadnym innym sklepie brakującej śrubki wielkości główki od szpilki i to jeszcze w kosmicznym kształcie z 2087 roku. Ponadto składanie komody w pojedynkę zajmuje całe życie, więc... chyba lepiej wynająć w pełni urządzone mieszkanie. To dobre rozwiązanie, jeśli ma się kasę. Ja jej nie posiadam, dlatego prawdopodobnie będę sama skręcać komodę całą wieczność i się jeszcze na końcu okaże, że zamiast pięknej komódki z drzwiczkami, wyszedł mi nagle regał na książki... z dwoma szufladami! 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska