Pamiętnik Silnej i Niezależnej Kobiety – Ach, te poranki!

 

Kojarzycie te dni, kiedy budzicie się otulone promieniami słońca, mając za naturalny budzik słowika za oknem? Nie? No właśnie, ja też. Tak się składa, że moje poranki również wyglądają zgoła inaczej od tej cudownej sielanki, o której każda z nas marzy, a którą bombardują nas media ze wszystkich możliwych stron świata.

Poranna rutyna w moim wykonaniu, według idealnych youtuberek mająca być kojącym i doskonałym początkiem równie idealnego dnia, przypomina raczej wyścig z czasem. Zawsze to albo budzik nie zadzwoni, albo zadzwoni, ale ja śpię jak suseł i nie słyszę tego czwartego z rzędu alarmu. Podczas tych naciąganych siłą woli pozostałych trzydziestu minut muszę zrobić śniadanie, ułożyć włosy, pomalować się tak, żeby wyglądać jak człowiek, który przespał w nocy zalecane osiem godzin, a nie jak wiecznie przeziębiona i zakatarzona baba jaga z wielkim radarem na środku czoła. Ten dziad (żeby nie było, to bardzo pieszczotliwa nazwa) wychodzi zawsze, kiedy muszę wyglądać idealnie. Właśnie tak, jak dziś, bo dziś mam arcyważne spotkanie w pracy. No, ale dziada to nie obchodzi. Dziad żyje sobie własnym życiem, rujnując przy okazji i moje.


Kiedy w końcu udało mi się zapanować nad tragedią, którą zobaczyłam rano w lustrze, postanowiłam wybrać jakieś ubrania. Ja naprawdę nie miałabym nic przeciwko pójściu w wygodnej piżamce, ale podejrzewam, że prezesowi by się to nie spodobało. Tak więc, po przekopaniu całego tryliona ciuchów, uznałam, że jednak powinnam była wczoraj poprasować. Większość ubrań nie nadawała się do założenia nawet na stracha na wróble, a co dopiero do pracy w korporacji. Chwyciłam w miarę wyjściowy strój, który nie wyglądał na dopiero co wyciągnięty psu z gardła, i ubrałam go tak szybko, jak tylko mogłam.


Szamotałam się w ciasnym przedpokoju, gdzie nie było miejsca na szafę z ubraniami, o mnie już nie wspominając. W przepastnej torebce jak zwykle nie potrafiłam znaleźć kluczyków od samochodu, a jednocześnie starałam się założyć obcasy, marynarkę i okulary przeciwsłoneczne. Spocona jak po seansie w saunie odrzuciłam przyklejone do czoła włosy i prawie wybiegłam z mieszkania, kiedy w ostatniej chwili przypomniałam sobie o płóciennej torbie leżącej pod stołem w kuchni, w której znajdowały się wszystkie materiały do spotkania. Bez niej równie dobrze mogłabym w ogóle nie pojawiać się w pracy. 
Ale mam ją.


To nic, że po mojej fryzurze i makijażu pozostały tylko mgliste wspomnienia.
 

Oczywiście, zanim dobiegłam do samochodu, prawie dwukrotnie złamałam sobie rękę, skręciłam kostkę i nabiłam guza wielkości śliwki między oczami. Tylko cud uratował mnie przed trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Od razu po wejściu do auta zapięłam pośpiesznie pasy, włączyłam silnik i zmajstrowałam coś przy starej skrzyni biegów i skrzypiących pedałach. W końcu, z piskiem opon, odjechałam spod bloku i prułam jak głupia przez ulice Warszawy, mając nadzieję, że prezes zabalował dnia poprzedniego, co poskutkuje spóźnieniem się na spotkanie, które sama wręcz u niego wypłakałam. W mojej firmie kobiety musiały naprawdę stawać na rzęsach, żeby udowodnić swoją wartość i ja nie miałam zamiaru się poddawać, bo w końcu jestem silną, niezależną kobietą XXI wieku, więc byle mężczyzna nie będzie mi podskakiwał!

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska