Jeśli naprawdę kochasz, kochaj odważnie – „Ostatni list od kochanka” Jojo Moyes [RECENZJA]

 

Niebanalna historia miłosna, która chwyta za serce i nie pozwala oderwać się od lektury – tak w jednym zdaniu można opisać „Ostatni list od kochanka”. Powieść Jojo Moyes szturmem podbija polski rynek i czuję, że stanie się jedną z najlepiej sprzedających się książek w 2018 roku. W czym tkwi jej fenomen?

Niewielu trzeba zachęcać do sięgnięcia po książkę Jojo Moyes. Od dwóch lat jest w Polsce istny szał na tę autorkę. Po ogromnym sukcesie ekranizacji „Zanim się pojawiłeś” co i rusz wskrzeszane są jej starsze powieści, które mimo upływu lat niezmiennie są aktualne i wywołują wulkany emocji. Moja przygoda z autorką zaczęła się właśnie od „Zanim się pojawiłeś”. Styl autorki tak bardzo mi się spodobał, że nie mogłam oderwać się od książki i na zmianę czytałam książkę papierową i e-booka, w zależności od możliwości. „Ostatni list od kochanka” przeżywa właśnie swoją drugą młodość. Po raz pierwszy została wydana w 2010, rok później pojawiła się w polskich księgarniach. W tym roku Wydawnictwo Znak odnowiło jedną z najpiękniejszych książek Moyes. Czym tak uwodzi brytyjska autorka?

 

 

Pierwsze, co zachwyca w powieściach Jojo Moyes to historia. Trudno w dzisiejszych czasach o niebanalną, oryginalną historię miłosną, która już gdzieś się nie przewinęła, a poruszane wątki nie wywołują przewracania oczami u krytyków. Moyes zachwyca swoimi pomysłami, doskonale przeplata mądrości życiowe z luźnymi dialogami i żartami. Prozaiczne sytuacje wplatane są w taki sposób, że sytuacja nabiera autentyczności i czytelnik ma wrażenie, jakby siedział z bohaterami i przyglądał się ich zachowaniom. 

 

Po drugie – styl. Książki Jojo Moyes nie są tanimi romansidłami, w których wylewność uczuć doprowadza do mdłości. Nawet najbanalniejszą sytuację autorka opisuje w taki sposób, że chce się czytać dalej i sztuką jest oderwać się od lektury. Książka tej autorki jest idealnym lekarstwem na senność. Zabiera sporą część nocy i tylko zdrowy rozsądek może nas uratować przed siedzeniem do rana nad książką. Bo i takie myśli miałam przy lekturze. Ponad pięćset stron mija niewiadomo kiedy, a to najlepszy dowód na wybitność książki.

 

Po trzecie – kreacja bohaterów. Poruszany temat w książce – romans, zdrada, podwójne życie – sugerują proste oceny i często z góry przekreślają bohaterów. Ale Moyes pokazuje tę drugą stronę, mniej oczywistą. Poprzez myśli i zachowania bohaterów ukazuje prawdziwe walki pomiędzy moralnością, a prawdziwym uczuciem. Poznajemy nie tylko ich codzienność i teraźniejsze życie, ale także historię i problemy, z którymi się zmagali. Dzięki temu można chociaż starać się zrozumieć ich zachowanie albo nawet ich bronić. Nie da się jednoznacznie ocenić człowieka. Każdy z nas ma jakąś historię i poszczególne etapy życia wpłynęły na to, kim jesteśmy dzisiaj. Właśnie to stara się pokazać Brytyjka. Medal zawsze ma dwie strony.

 

 

Skupiliśmy się na autorce, teraz czas opowiedzieć co nieco o fabule. Ellie Haworth jest trzydziestojednoletnią (w trakcie fabuły obchodzi trzydzieste drugie urodziny) dziennikarką, pracującą dla gazety „Nation”. Któregoś dnia przypadkiem odnajduje list mężczyzny do kochanki z lat 60. ubiegłego wieku. Ujmuje ją sposób wyrażania uczuć przez adresata i chce odnaleźć kochanków. Tymczasem w jej życiu rozgrywa się podobna akcja. Zakochała się w żonatym mężczyźnie, który traktuje ich relację czysto erotycznie, choć Ellie stara sobie wmówić, że jest inaczej. Bliski przyjaciel stara jej się przetłumaczyć do rozsądku, ta jednak wierzy w uczucie kochanka. Dlatego historia zakochanej pary sprzed czterdziestu lat tak ją ujmuje i rozpoczyna poszukiwania. 

 

Równolegle poznajemy właściwą historię kochanków. Cofamy się w czasie do Londynu w latach 60., gdzie kobiety były ozdóbkami mężów, a rozwód był hańbą i czymś nie do pomyślenia. Właśnie w tych czasach spotykają się Jennifer Stirling i Anthony O’Hare. Najpierw dowiadujemy się, że kobieta jest po ciężkim wypadku, w wyniku którego traci pamięć. Czuje, że miłość do jej męża wygasła dawno tego i próbuje przypomnieć sobie, kim jest tajemniczy „B.” z listów, które przypadkiem odnajduje w garderobie. W kolejnym rozdziale cofamy się kilka lat wstecz i dowiadujemy się, jak się poznali i zakochali w sobie. Obie te historie przeplatają się przez pierwszą część książki. Jak potoczyły się ich losy? Czy w końcu się odnaleźli i przeżyli razem wspaniałe życie? Tego nie zdradzę, bo warto samemu przeczytać i się dowiedzieć.

 

Tymczasem Ellie, gdy zagłębia się w historię kochanków, zaprzyjaźnia się z uroczym Rorym, pracownikiem archiwum „Nation”. Razem próbują rozwikłać tajemnicę miłosnych listów. Nie obędzie się bez uwikłań, straconych nadziei, konfliktów i wątpliwości. Ellie musi się zmierzyć z wieloma sprzecznymi uczuciami i uporządkować swoje życie. A czytelnik przez całą książkę jej w tym kibicuje i naprawdę czytając, można pozbyć się jednoznacznych ocen, a nawet próbować zrozumieć bohaterkę i jej postępowanie.

 

Czym „Ostatni list od kochanka” różni się od innych książek? Niebanalną historią, lawirowaniem pomiędzy tym, co dobre, a tym, co uszczęśliwia. Rozdziały przeplatane są tajemniczymi fragmentami miłosnych listów, maili i smsów. Przy okazji przypomniana jest niedoceniana już dziś sztuka pisania listów. Nieprzypadkowo autorka wybrała właśnie te czasy, w których nie było jeszcze telefonów komórkowych, a kontakt między kochankami był bardzo utrudniony. Wspaniale jest czytać piękne listy, w których tak pięknie mówi się o miłości. Na pewno nie jedna z nas chciałaby, żeby jej mężczyzna tak pięknie pisał o swoich uczuciach, jak Anthony pisał do swej Jennifer.

 

Krótko podsumowując: „Ostatni list do kochanka” to niebanalna historia, która wywołuje często mieszane uczucia, ale nie pozwala oderwać się od fabuły. Spędza sen z powiek, nie daje o sobie zapomnieć i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Strony uciekają jedna za drugą i widząc po raz pierwszy taką „cegłę” można się przerazić, ale uwierzcie – nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko przeczytałam tak grubą książkę i kiedy powieść mnie tak wciągnęła, że nawet sesja zeszła na drugi plan. ;)

 

 

Dziękujemy Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki. 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska