Oscary 2018: Jubileuszowa gala bez fajerwerków. Wielcy nieobecni i najlepszy film głównym przegranym

 

Za nami oscarowa noc, podczas której poznaliśmy laureatów najważniejszej nagrody filmowej na świecie. Amerykańska Akademia Filmowa jak co roku nagrodziła najlepsze produkcje poprzednich dwunastu miesięcy. Najlepszym filmem 2017 roku okazał się „Kształt wody”, który choć triumfował w najważniejszej kategorii, jednocześnie był wielkim przegranym. Zdobył zaledwie 4 statuetki z 13 możliwych.

W tym roku gala rozdania Oscarów odbyła się po raz 90. Wszyscy fani amerykańskich nagród filmowych czekali z niecierpliwością na jubileuszową ceremonię, która ostatecznie odbyła się bez fajerwerków. Można było odnieść wrażenie, że tematem przewodnim był powrót do korzeni Hollywood, jednak gdzieś to wrażenie się zacierało. Ogólnie rzecz biorąc, ta gala, choć miała być wyjątkowa, była jedną z najgorszych od lat. I na pewno jej nie zapamiętamy. A czego nie zapamiętamy przede wszystkim?

 

Sucharów Jimmy’ego Kimmela

Jimmy Kimmel galę rozdania Oscarów prowadził po raz drugi. Debiutował w ubiegłym roku, gdy jego żarty były naprawdę zabawne i potrafił wyjść nawet z najbardziej kłopotliwej sytuacji. Musiał wówczas stawić czoła bowiem wpadce związanej ze zwycięzcą w głównej kategorii, gdy przez pomyłkę wyczytano „La La Land”, a zwycięzcą był „Moonlight”. W tym roku jednak balansował na krawędzi, żeby nie przegiąć w żadną stronę. Można zrozumieć, że miał twardy orzech do zgryzienia, ponieważ musiał połączyć poprawność polityczną dotyczącą praw kobiet oraz różnic rasowych, jednak jego suche dowcipy były średnio smaczne, a on sam był zupełnie bezbarwny.

 

Time’s up

W tym roku wszystkie dotychczasowe gale filmowe, przede wszystkim Złote Globy i BAFTA, żyły akcją „Me Too” organizowaną przez ruch Time’s Up, a gwiazdy, które wzięły udział w ceremoniach, solidaryzowały się z ofiarami molestowania w show–biznesie. Oscary natomiast każdego roku są uwieńczeniem tego typu akcji i głośnych manifestów. Wszyscy oczekiwali spektakularnych wystąpień oraz jednolitych kreacji. Nie dość, że sama inicjatywa ostatecznie przeszła bez echa, a o „Time’s up” mówiły jedynie plakietki na kreacjach niektórych aktorów, to jeszcze zaledwie jedna przemowa dotyczyła kobiet – Frances McDormand, najlepszej aktorki pierwszoplanowej za rolę w filmie „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, która podniosła z miejsc wszystkie kobiety nominowane w tym roku do Oscara.

 

„Kształt wody”

Guillermo del Toro jest wybitnym reżyserem. „Kształt wody” jest natomiast jednym z jego najsłabszych filmów. Oczywiście nie pierwszy raz dzieje się tak, że Akademia nagradza człowieka nie do końca zasłużenie za konkretnie tę produkcję. Problem w tym, że „Kształt wody” został określony najlepszym filmem 2017 roku, choć przepadł w innych kategoriach, a ślad po nim zaginął również podczas wcześniejszych prestiżowych nagród. Owszem, produkcja del Toro odbiegała od pozostałych filmów nominowanych w tym roku, jednak nie wszystko co artystyczne jest dobre, a to, że nie każdy do końca zrozumiał historię, nie jest wyznacznikiem poziomu dzieła.

 

To absurd, zważywszy, że „Kształt wody” konkurował z takimi produkcjami jak: „Czas mroku” ze zjawiskowym Garym Oldmanem w roli Winstona Churchilla, „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, który triumfował w innych prestiżowych nagrodach, nie wspominając już o poprawności politycznej, którą Akademia tak uwielbia, a która wpisuje się w ten film, no i oczywiście „Czwarta władza”, czyli niezwykła opowieść Stevena Spielberga o wartościach, które w Stanach Zjednoczonych uważane są za najważniejsze.

 

Kreacja Salmy Hayek

Na czerwonym dywanie brakowało w tym roku nawet zjawiskowych kreacji. To główny powód, dla którego ta gala przejdzie bez echa. Jeżeli wszyscy zafascynowani są metaliczną, ale zarazem prostą sukienką Jennifer Lawrence, to znaczy, że coś jest nie tak. Zaintrygowała jedynie Emma Stone, która złamała zasady czerwonego dywanu i wystąpiła z garniturze. Wyglądała olśniewająco, jednak nie do końca odświętnie. Najgorszą kreację bez wątpienia miała natomiast Salma Hayek, która wyglądała w tej sukni jak cyganka i też nie do końca wpasowała się w standardy czerwonego dywanu. 

Wielcy nieobecni

Oscary to co roku zbiorowisko największych gwiazd – tych, z którymi kojarzony jest Hollywood. W tym roku było to natomiast zbiorowisko wielkich nieobecnych. Choć w pierwszym rzędzie wystąpiła oczywiście ulubienica Akademii, Meryl Streep, poza nią zabrakło innych oscarowych aktorów. Brakowało takich nazwisk jak m.in.: Angelina Jolie, Leonardo DiCaprio, Kate Winslet, Brad Pitt, Matt Damon, Jennifer Aniston, Julia Roberts, Bradley Cooper i mogłabym tak wymieniać bez końca. Co się wydarzyło? Trudno powiedzieć. Zwłaszcza, że niektórzy z nieobecnych na Oscarach byli wcześniej na Złotych Globach i BAFTA. Czyżby jakieś spięcia z Akademią? Coś na pewno się za tym kryje. 

 

Tagi

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska