Trzecia część serii „Lou Clark” już jest! „Moje serce w dwóch światach” Jojo Moyes [RECENZJA]

 

Pamiętacie uroczą i oryginalną Lou Clark? Bohaterka „Zanim się pojawiłeś” powraca z przytupem w trzeciej części cyklu. „Moje serce w dwóch światach” jest już w księgarniach, a my przekonajmy się, czy warto sięgnąć po książkę Jojo Moyes.

Swojego zachwytu nad językiem Jojo Moyes nie potrafię wyrazić. W książce „Ostatni list od kochanka” pokazała światową klasę. Kilka ładnych lat temu podbiła serca milionów czytelników na całym świecie dzięki swojej powieści „Zanim się pojawiłeś”. Wszystko to za sprawą genialnej ekranizacji, którą wyreżyserowała Thea Sharrock, a główne role zagrali Emilia Clarke i Sam Claflin. Co ciekawe, pisarka zajęła się scenariuszem, dzięki czemu ekranizacja jest tak bliska książce. Od 2016 roku autorka stała się czołową pisarką na półkach w polskich księgarniach i każda książka bije rekordy sprzedaży, nawet przed premierą.

 

„Moje serce w dwóch światach” – o czym jest?

Żeby sięgnąć po trzecią część, trzeba dobrze znać dwie poprzednie – to tak na wstępie. Występuje dużo wątków, które nie są objaśniane, i bez lektury „Zanim się pojawiłeś” i „Kiedy odszedłeś” można się pogubić. Lou przeprowadza się do Nowego Jorku. Stary przyjaciel – Nathan, z którym pracowała u Trainorów – załatwia jej pracę osobistej asystentki żony nowojorskiego milionera. Swoją drogą tu pada miły, polski akcent, bowiem Agnes Gopnik jest Polką i często wspomina rodzinny Kraków. Praca nie wydaje się być trudna i męcząca – Lou ma za zadanie towarzyszyć Agnes w jej codziennych wyprawach do sklepów, załatwiać z nią sprawy związane z byciem bogatą. Kobiety szybko zaprzyjaźniają się, ale nierzadko widać różnice społeczne między nimi.

 

Zobacz także: Zapowiedzi książkowe – czerwiec 2018

 

Dla Agnes pan Leonard Gopnik rozwiódł się z żoną, przez co musi ona znosić nienawistne spojrzenia wszystkich kobiet, będących na uroczystych balach i przyjęciach. Każde takie wydarzenie wywołuje ogromny stres u młodej kobiety i często potrzebuje wsparcia ze strony nowej przyjaciółki. Obgadywanie za plecami, nieprzyjemne odzywki, znaczące spojrzenia – nikt z nas nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji. Dlatego też Lou podejrzewa depresję u Agnes. Ileż można znosić taki stres? Wszystko łagodzi pan Gopnik, który okazuje wiele miłości swojej żonie i tylko on potrafi ją uspokoić i wyciszyć. Wiem, że trudno cokolwiek zdziałać w takiej sytuacji, ale wydaje mi się, że robił zdecydowanie za mało, by jej pomóc. Wsparcie wsparciem, ale mógł próbować chociaż ugasić pożar w jego źródle, zamiast zamiatać problem pod dywan.

 

Jak pamiętamy z drugiej części, Lou spotyka się z przystojnym ratownikiem medycznym Samem. Ich rozstanie na czas jej wyjazdu nie jest łatwe i na parę czekają prawdziwe próby związku. W końcu są od siebie oddaleni o pięć tysięcy kilometrów, a Sam ma nową partnerkę w pracy, która bardzo lubi wrzucać z nim zdjęcia na Facebooka. Przez całą książkę przewijają się rozmowy zakochanych, czasem podejrzanie zdawkowe, nieczęste spotkania i wspomnienia oraz uczucia Lou związane z chłopakiem. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, dlatego doskonale znamy emocje i uczucia, jakimi darzy mężczyznę bohaterka, natomiast z drugiej strony dowiadujemy się tego z rozmów czy gestów, takich jak spontaniczny wyjazd do Nowego Jorku.

 

 

Nie mogłoby się obyć bez zawirowań, i to całkiem poważnych. W życiu Lou pojawia się mężczyzna, ale nie byle jaki, gdyż jest łudząco podobny do jej wielkiej miłości, Willa Trainora. Mimo kilku różnic, które Lou jest w stanie wymienić jednym tchem, jego twarz ciągle przypomina jej ukochanego. Nawet Nathan to zauważył, więc nie jest to tylko złudzenie. Czarujący mężczyzna ratuje ją kilka razy z opresji i usilnie stara z nią zaprzyjaźnić (choć najpierw nie ukrywał, że chciałby się z nią umówić), ale Lou systematycznie odmawia mu spotkań i bliższej znajomości. Książka jednak nie miałaby sensu, gdyby coś między nimi nie zaiskrzyło. ;)

 

„Moje serce w dwóch światach” – warto przeczytać?

 

„Moje serce w dwóch światach” to powieść, którą bardzo szybko się czyta, mimo objętości pięciuset kilku stron. Uważnie śledzimy losy dwudziestoośmiolatki, która w Wielkim Mieście chce pozostać sobą, ale nie do końca jej się to udaje. Bo czyż da się pozostać dziewczyną z małego miasteczka, pracując w domu przy jednej z „najdroższych ulic świata”? Czy da się zachować swoje wartości, swoje dawne „ja”? Lou próbuje i wszystkim wmawia, że nadal jest sobą. Czy na pewno? Przekonajcie się sami.

 

 

Zobacz także: 3 książki o... miłości

 

Czy warto przeczytać „Moje serce w dwóch światach”? Warto. Przede wszystkim dlatego, że jest to świetny sposób na relaks, lektura odpręża i pozwala zapomnieć o całym bożym świecie (a przede wszystkim przystanku w drodze autobusem). Poza tym mamy możliwość poznania świata bogaczy od kuchni, zajrzenia do ich pragnień i obaw. To niepowtarzalna okazja do odkrycia, czym tak naprawdę jest małżeństwo z bogatym mężczyznom i czy to faktycznie bajka. Zawsze twierdziłam, że to ja chcę być bogata, a nie mieć bogatego męża, i utwierdzam się w tym przekonaniu. ;)

 

Jojo Moyes jest niezwykłą pisarką, która wzbudza w nas skrajne emocje podczas lektury i powoduje, że nie możemy doczekać się kolejnej strony, rozdziału, następnej akcji i kulminacji. Czekam na kolejną powieść tej świetnej autorki. A Ty w tym czasie sięgnij po „Moje serce w dwóch światach”.

 

Zdjęcie: Jana Kołodziej

 

Dziękujemy Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska