„Małe ogniska” – Celeste Ng [RECENZJA]

 

Jedno miasteczko. Kilkadziesiąt rodzin, w tym dwie wyjątkowe. Dwie historie, dwa różne światy. Co z tego wyjdzie? Jaki wpływ na nasze życie ma klasa, do której należymy, jak oddziałuje na nas przeszłość i czy istnieje właściwe macierzyństwo? O tym wszystkim w książce „Małe ogniska”.

Celeste Ng to 38-letnia Amerykanka o chińskich korzeniach. Zawodowo związała się z pisarstwem i już na studiach osiągała swoje pierwsze, małe sukcesy. Jej literacki debiut, „Wszystko, czego wam nie powiedziałam”, okazał się hitem i szybko stał bestsellerem. Ng w mistrzowski sposób porusza trudne tematy relacji międzyludzkich, o których nie mówi się na co dzień. I nie mowa tu o skrajnej patologii, a o z pozoru zwykłych rodzinach, które przeżyły tragedię, bądź nie, ale mają sporo za uszami. W swojej najnowszej powieści „Małe ogniska” Ng dotyka problemu klas, różnic pokoleniowych między matką a córką i poszukiwanie siebie w społeczności, do której się nie pasuje. A wszystko to z mądrością i dojrzałością, jakiej zazdrościć mogłoby jej wielu pisarzy.

 

Shaker Heights to spokojne, ale przede wszystkim uporządkowane miasteczko. Tam wszystko wydaje się być „pod linijkę”, każdy szczegół jest zaplanowany od początku do końca, i takie też wydają się być żywota jego mieszkańców. Trafiają tam matka z córką – Mia i Pearl. Choć nie bardzo pasują to idealnego i nieskazitelnego obrazka tej miejscowości, to jednak jakoś udaje im się wpasować w tę układankę. Jednak gdy zderzają się dwa różne światy, rzadko wychodzi z tego coś dobrego. Tutaj mamy obraz wolnej, artystycznej duszy w roli matki, która nie najgorzej radzi sobie z macierzyństwem, i rygorystycznej oraz prostolinijnej Eleny Richardson, która wszelkie zasady uważa za święte, a złamanie ich za niedopuszczalne. Obie rodziny poznają ten drugi świat i inne wartości.

 

Co pierwsze uderza, czytając Ng? Jej dojrzałość i poczucie, jakby miała kilkadziesiąt lat więcej i przeżyła dużo więcej niż faktycznie. To źle czy dobrze? Moim zdaniem bardzo dobrze, bo lepiej utożsamiamy się z osobą bliższej naszemu wiekowi, niż osobami dużo starszymi. Najlepsze czasopisma amerykańskie, jak i inne na świecie, bardzo pozytywnie rozpisywały się o powieści. Recenzenci prześcigają się w zachwytach nad książką. Zatem i skromna Ja dorzucę swoje trzy grosze i z czystym sercem polecę tę książkę, bo miło na chwilę oderwać się od swoich problemów i spojrzeć na czyjeś. Ale spojrzeć innym okiem. Bo miło próbować nikogo nie oceniać, tym bardziej, że w tej książce trudno kogokolwiek ocenić, bo portret postaci jest tak skonstruowany, że nie wiemy, kto jest zły, a kto dobry.

 

Książka nie pozostawia nas bez refleksji, a to bardzo ważne. Nie jest to pusta lektura, którą się kończy, rzuca w kąt i natychmiast rzuca na następną. Ja potrzebowałam „chwili”, żeby książkę przetrawić i móc wstąpić w kolejny świat, z innymi bohaterami, inną historią.

 

Dziękujemy wydawnictwu Papierowy Księżyc za egzemplarz recenzencki.

 

Zdjęcie główne: Janina Kołodziej

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska