Łysa Góra – Sabat czarownic

 

Wiele miejsc na świecie ma swoje legendy i tajemnice. Dotyczy to również Łysej Góry w Górach Świętokrzyskich. To tutaj miały miejsce spotkania czarownic, Słowianie i Celtowie czcili swoich bogów, a Pan Twardowski spotkał się z czartem. Łysa Góra skrywa parę sekretów, o których dziś chcielibyśmy opowiedzieć.

Gdy ostatnie promienie słońca zniknęły za horyzontem, na niebie pojawiły się kształty przypominające ludzkie sylwetki. Wszyscy doskonale wiedzieli, kim były – wiedźmami. Mknęły na swoich miotłach na miejsce spotkania. Na granatowym niebie przypominały spadające gwiazdy, ale w przeciwieństwie do nich wciąż utrzymywały się nad ziemią. Były ich dziesiątki, niektórzy powiadają, że nawet setki. Nikt dotąd ich nie zliczył, ale jedno było pewne – leciały na Łysą Górę.

To tam miał odbyć się ich sabat pełen zabawy, tańców i nauki. Tak, to nie był tylko czas rozrywki, musiały wciąż udoskonalać swoje rzemiosło. Pragnęły któregoś dnia dojść do perfekcji.

Gdy pierwsze czarownice doleciały na szczyt Łysej Góry, od razu wzięły się do pracy. Trzeba było wszystko przygotować na przybycie pozostałych. Miliony rozświetlających niebo gwiazd z lękiem spoglądało na to, co działo się pod nimi. Wiedziały, jak będzie wyglądać ta noc i żałowały, że chmury nie zasłaniają im tego widowiska, więc musiały je oglądać.

 

Źródło: pexels.com

 

Czarownice rozpalały ogniska, ustawiały stoły i nakrywały je końskimi kopytami i ludzkimi czaszkami, które zebrały po ostatniej bitwie. Do tego dołożyły skorupy jaj skradzione jadowitym gadom. Potem podeszły inne wiedźmy, by rozłożyć jadło i napoje. Czasami była to jedynie padlina znaleziona w lesie, ale kiedy indziej zdarzały się smaczniejsze kąski. Nie brakowało również wina skradzionego jakiemuś zamożnemu człowiekowi, który nawet nie miał zauważyć braku w swojej piwnicy.

Gdy przybywała Wielka Czarownica, wszystkie pozostały kłaniały się jej i oddawały należny hołd. A ta skinieniem pełnym wyższości przyjmowała ich uniżone pokłony, po czym zasiadła na honorowym miejscu przy stole. Stamtąd oglądała pracę i postępy wiedźm.

Przed rozpoczęciem uczty czarownice dokładały drwa do ognisk i ustawiały na nich swoje kociołki, w których zwykle warzyły trucizny na szkodę ludzi. Każdej nocy doskonaliły swoje rzemiosło i teraz nie miało być inaczej. Wymieniały się z innymi wiedźmami czarami i radami, które każda zamierzała przetestować przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Łysa Góra mieniła się od ognisk i sporządzanych w kociołkach mikstur. Gdy ktoś nocą zawędrował w jej pobliże, mógł nawet usłyszeć intonowane przez czarownice pieśni, w których nie brak było słów ze starożytnych języków i przekleństw, jakich ludzkie uszy nie są w stanie znieść.

Kiedy czarownice skończyły naukę, zasiadały do stołu, by w końcu rozpocząć swoją ucztę. Ich wieczerze były wystawne i nawet sam król mógłby pozazdrościć im jadła, gdyby przepadał za tym samym pożywieniem, co one. Wino lało się strumieniami i nie trzeba było czekać, aż rozpocznie się czas pijaństwa i rozpusty.

Jednak to nie był koniec nocnej zabawy na Łysej Górze. Nim zaczęło świtać, trzeba było dopełnić jeszcze ostatniego punktu sabatu. Po wieczerzy przychodziła pora na tańce. Kolejne pary składające się z wiedźm i biesów stawały rzędem za pierwszą parą. Te, które nie miały partnerów do tańca, łapały swoje czarne koty, by razem z nimi hulać do białego rana. Przewodziła im Wielka Czarownica. Jej szaty były najpiękniejsze – stworzone z czarnych aksamitów mieniących się w blasku ognisk. Na ramieniu wiedźmy siedziała ropucha, która swym rechotem wyznaczała rytm tańca. Dołączał do niej czart. Razem mieli rozpocząć taniec.

 

Źródło: pexels.com

 

Zespół rozpoczynał swoją grę. Za instrumenty robiły mu radła, piły, gwoździe i grzebienie. Każdy człowiek, który tylko to usłyszał, pędził co sił w nogach, jak najdalej od tego miejsca, nie chcąc narażać się na spotkanie z wiedźmami. Poza tym ludzkie uszy nie były w stanie znieść takiego rzępolenia.

Zabawa trwała całą noc. Gdy tylko rozbrzmiało pierwsze pianie koguta, zapowiadające wstawanie nowego dnia, czarownice wyrwały się z objęć swoich biesów. Prędko zbierały swoje rzeczy, zasypywały ogniska i wskakiwały na miotły, aby odlecieć do swoich domów. Wracały więc do swojego pozornie normalnego życia, równocześnie przygotowując się się do kolejnego sabatu.

 

 Źródło: pexels.com

 

Zobacz także: Babia Góra – legendy i opowieści

 

Jednak to nie koniec legend. Łysa Góra widziała znacznie więcej. To tam Pan Twardowski podpisywał na byczej skórze cyrograf z diabłem. To tam Słowianie czcili swoich bogów. I to tam ostatecznie powstało opactwo benedyktyńskie założone przez Bolesława Chrobrego, co ukróciło pogańskie obrzędy. Jednak historie o sabatach czarownic najdłużej przetrwały w ludzkiej pamięci.

Znajdą się pewnie tacy, którzy wierzą, że te spotkania wciąż się odbywają. Ale te historie można uznać za legendy i bez lęku wchodzić na Łysą Górę nawet nocą.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska