Relacja z koncertu Enrique Iglesiasa w krakowskiej TAURON Arenie

12/05/2019

 

Tłumy fanek, piski, omdlenia, szalona impreza w każdym sektorze i gorące rytmy, które zna każdy.  Tak w ogromnym skrócie można by podsumować ostatni koncert boskiego Króla Latino – Enrique Iglesiasa- w Krakowie, który odbył się w ostatni wtorek, 7 maja! A jak to wyglądało od początku z perspektywy miejsca najbliżej sceny, czyli na Golden Circle?! Zapraszam na relację wielkiej fanki, czyli siebie. Postaram się trzymać emocje na wodzach.

 

Źródło: www.tauronarena.pl

 

Siódmego maja krakowska pogoda niestety nie rozpieszczała, lecz zaledwie 13 stopni nie zgasiło entuzjazmu najwierniejszych fanów Enrique (swoją drogą to niesamowite, że ten artysta jest na scenie nieprzerwalnie od ponad 20 lat, a ciągle budzi ogromne emocje). Kolejka na Golden Circle, gdzie wiadomo.. kto pierwszy ten będzie miał najlepsze miejsca najbliżej sceny, tworzyła się już od godziny 5 rano (bramki miały być otwierane o 18)!! Sama przybyłam po godzinie 10:00. Samo czekanie w kolejce jest niezapomnianym przeżyciem, ponieważ można zawrzeć dużo znajomości i poznać coraz to ciekawszych ludzi. Dziewczyny w kolejce były bardzo pozytywne i przyjaźnie nastawione, do tego stopnia, że użyczały swoich koców, folii termicznych, picia, a nawet i jedzenia. Te osiem godzin zleciało bardzo szybko!

 Kolejka do Tauron Areny. Źródło: zdjęcie własne

 

Enrique przyleciał swoim prywatnym samolotem z Rzymu, w którym dawał poprzedni koncert, za późno, z czego otwarcie bramek miało obsuwę (chyba każdy wolałby trochę dłużej posiedzieć w pięknym Rzymie, niż spieszyć się do Krakowa, prawda?) I Bogu dzięki za tę obsuwę, ponieważ podczas wyczekiwania, aż wrota się otworzą, zawarłyśmy umowę z ochroną- pokażemy już wcześniej, że nie mamy żadnych niebezpiecznych przedmiotów przy sobie, żeby się już nie zatrzymywać na sprawdzanie, bo czekała nas szalona pogoń pod scenę, a czekały nas po drodze do pokonania SCHODY.. DUŻO SCHODÓW w dół.

 Główna scena. Źródło: zdjęcie własne

 Druga scena na płycie. Źródło: zdjęcie własne

 

Z miejsca pozdrawiam przesympatyczną ekipę ochrony 😊

 Udało się dorwać do barierek bliziutko sceny, lecz wyjątkowo wszyscy byli nieco skonsternowani. Na wcześniejszych koncertach (przyp. Kraków 2016 i Gdańsk 2017) scena wyglądała zupełnie inaczej. Tegoroczne rozmieszczenie budziło zainteresowanie i niepokój, gdyż, prawdę mówiąc, niezależnie gdzie się stało przy scenie, każdy widok nie był do końca komfortowy. Za to publika na trybunach miała świetny widok i zaczynałam im zazdrościć.

O 20:00 zaczął się suport- jakiś DJ z klubu, który remixował latino kawałki. Bardzo długo to trwało ze względu na opóźnienie artysty, przez co widownia niestety powoli zaczynała wygwizdywać biednego DJ’a.

Koncert finalnie rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem. Nagle, całe 17 tysięcy ludzi, porzuciło frustracje i poddało się szalonej imprezie.

 

 Żródło: www.tauronarena.pl

 Źródło: www.tauronarena.pl

 

CO TO BYŁO ZA WIDOWISKO! Rozpoczęło się od tańca laserowych świateł w ciemności, w której stał zespół- już wtedy pisk był szalony. Kiedy nagle wyszła gwiazda wieczoru od razu było wiadomo kto tu rządzi tłumem. Piski sięgnęły zenitu. Zaczęto od połączenia kilku kawałków powstałych ze współpracy z Pitbullem: „Move to Miami”; „I’m a freak” oraz „I like how it feels”. Dopiero po nich Enrique przywitał się z publiką. Wyglądał jak.. milion dolarów, zresztą jak zawsze 😊
Niektórzy zapewne zarzucą mu fałsz, bądź playback. Od razu dementuję- playbacku nie było, fałsz.. mimo jakiś drobnych niedociągnięć, nie oszukujmy się, żadna fanka nie przychodzi na jego koncert tylko by go posłuchać, bo to nie tego typu koncert. Każda przychodzi popatrzeć na niego i się epicko bawić!

 

 Źródło: www.tauronarena.pl

 

 Źródło: zdjęcie własne

 

Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło to przekrój wiekowy publiczności: nastolatki, dzieci, małżeństwa, pary, starsi panowie i panie- niesamowita różnorodność wszędzie- pod sceną, na płycie i na trybunach. KAŻDY bawił się doskonale.  

Enrique to istne zwierzę sceniczne, wręcz bestia. Robi z rozentuzjazmowanym tłumem co zechce i dodatkowo go nakręca zbliżaniem się do każdego krańca sceny, zeskakiwaniem z niej w różnych miejscach, przybijaniem piątek z widownią, wspinaniem się na barierki i trybuny. Ochrona ma pełne ręce roboty, ale chyba się już nieco przyzwyczaiła, ponieważ tym razem tak nie utrudniała kontaktu jego z ludźmi, którzy chcieli dotknąć ideału (pomimo, że przez to kolejny raz tworzyłam z barierką jedną całość przez cały napierający na mnie tłum).

 Źródło: zdjęcie własne

 Źródło: www.tauronarena.pl

 

 

Zapewniam, że wszystkie piosenki, najnowsze, nowsze i starsze „szlagierowe”, które wykonał wraz z zespołem są wszystkim doskonale znane: Bailamos, Duele el corazon, Be with you, Escape, Heartbeat, El Bano, Ring my bells, Taking back my love, Tired of being sorry..

Przy tej ostatniej piosence jak zwykle zaprosił całą publiczność do wspólnego odśpiewania. To zdecydowane ‘highlight’ każdego koncertu.

 Źródło: zdjęcie własne

 

 Źródło: zdjęcie własne

 

Część piosenek, tych spokojnych, zostało wykonane w nowych  akustycznych aranżacjach na drugiej mniejszej scenie, która znajdowała się na płycie. Aranżacje te były wspaniałe, ponieważ pokazywały, że Enrique MA super głos i POTRAFI śpiewać (dla niedowiarków). Bardzo dużo mówił do tłumu, mówiąc trochę po polsku. Należy podkreślić, że dzień później miał swoje 44 (!!) urodziny, dlatego w pewnym momencie podniósł kieliszek z szotem i wypił go wspólnie z nami, dziękując, że może swoje urodziny świętować w Polsce. Cała arena odśpiewała wspólnie „Sto lat”; wzruszeniom nie było końca.

Miłym zaskoczeniem było wykonanie coveru jednej z jego ulubionych piosenek- „Yellow” zespołu Coldplay. Wszyscy od razu podłapali co to jest, bo przecież chyba nie ma osoby, która nie lubiłaby Coldplay’a?!

 nagranie własne

 

W dalszej części koncertu zostało odśpiewane Tonight, Subeme la radio i El perdon.

 

Oczywiście nie zabrakło też legendarnego „Hero”, przy którym zazwyczaj bierze kogoś na mniejszą scenę i dzieją się tam przeróżne sceny. Tym razem zaprosił kobietę w średnim wieku, pytając czy jest sama czy z parą. Kobieta była z mężem, więc Enrique zaprosił również i jego, by para spędziła swoje 5 minut na scenie razem. Iglesias był jedynie tłem do ich romantycznego tańca. W pewnym momencie zaczęła się „sesja zdjęciowa” pary. Pod koniec sesji mąż zaproszonej kobiety podniósł Enrique na ręce i kręcili się razem w tym uścisku, co bardzo rozśmieszyło artystę i podziękował parze za świetną zabawę, częstując każdego z osobna solidnym niedźwiedzim uściskiem. Tłum oszalał, ponieważ ta para była niesamowita!

 

 Źródło: zdjęcie własne

 

Cała impreza zakończyła się piosenką „I like it” wśród szalejącego białego konfetti oraz ogromnych białych balonów z inicjałami „ei”. Enrique przez chwilę stał oszołomiony z wyraźnymi łzami w oczach spowodowane ogromnym wzruszeniem. Podziękowaniom i aplauzom nie było końca. Stwierdził, że Polska dała mu najlepszy urodzinowy prezent na świecie <3

 

 

 nagranie własne

 

Moim zdaniem pod względem playlisty, aranżacji oraz panującej atmosfery ten koncert w ramach trasy „All Hits” był zdecydowanie najlepszy! W skali od 1 do 10 daję 20.
Sam Enrique Iglesias na 100% nie zapomni swojej wizyty w Krakowie, ponieważ to właśnie Polakom dziękował najwięcej razy w mediach społecznościowych. Polska publiczność jest naprawdę jedną z najlepszych na świecie. Jestem z tego dumna, że mimo różnych zachowań,  na koncertach potrafimy pokazać ogromną klasę.

 

   

Daję sobie rękę uciąć, że on jeszcze wróci z tym samym koncertem w bardzo niedalekiej przyszłości! Polecam każdemu przeżyć coś takiego, niezależnie czy jest się fanem Iglesiasa czy nie 😊
Tymczasem zapraszam każdego zainteresowanego zbliżającymi się koncertami do Chorwacji, Rumunii, Włoch, Hiszpanii, na Białoruś, Słowację i Łotwę.

 

 Źródło: zdjęcie własne

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska