Colin Firth powraca w groteskowym stylu. „Kingsman: Złoty Krąg" już w kinach”

 

Świat gentlemanów, którzy walczą ze złem powraca. Tym razem Kingsmani stawiają na zupełnie nowe pokolenie i łączą siły z amerykańskimi pobratymcami z organizacji Statesman.

Druga część opowieści o bohaterach w garniturach to świat osadzony w teraźniejszości, jednak historycznie odwołuje się do Ameryki lat pięćdziesiątych. Różowy bar z kolorowymi neonami, w którym urocza pani w średnim wieku za ladą sprzedaje hamburgery niczym Burger Mama. Tylko mięso jest jakieś takie nietypowe. Tu pojawia się mistrzowska groteska widoczna już w pierwszej części filmu, ale tym razem wszystko jest tak doskonale podkoloryzowane, aż zapiera dech w piersiach.

 

Ciekawie został poprowadzony wątek Harry’ego Harta (Colin Firth). Hart, który już w pierwszej części był mentorem kingsmana-nowicjusza Eggsy’ego (Taron Egerton), odbił na nim olbrzymie piętno. Do tego stopnia, że w pewien sposób zastąpił mu ojca, z resztą dawniej niezwykle bliskiego jemu samemu. Relacje między Harrym i Eggsym zostały doskonale poprowadzone i sprawiają, że widz, poza doskonałą zabawą, może odczuć też dozę wzruszenia.

Zdjęcie: materiały promocyjne

 

Akcja w filmie oczywiście jest przerysowana. Ale taki jest Kingsman Vaughna – prześmiewczy, podkoloryzowany – albo ci to pasuje, albo nie. Akcję podkręca doskonale dobrana nowoczesna muzyka, która nie razi nawet w zestawieniu z tradycją. W filmie mamy zestawienie tradycji z nowoczesnością – począwszy od garniturów kingsmanów i amerykańskich westernów, skończywszy na „odlotowych” sprzętach, które mogłyby robić za rekwizyty w filmach science-fiction. Nic tu nie zgrzyta, a przecież mogłoby.

 

Jedyne co budzi moje mieszane uczucia to występ Channinga Tatuma, który wcielił się w postać Tequili. Niejednokrotnie już zastanawiałam się, dlaczego jest tak popularny, pomimo swojej przeciętnej gry aktorskiej. Na całe szczęście nie zepsuł mi całości odbioru, a nawet zaryzykuję stwierdzeniem, że zagrał całkiem przyzwoicie. Oklaski natomiast należą się niezwykłej Julianne Moore, która powala na kolana swoim wcieleniem w Barry’ego Seala w spódnicy – Poppy.

 

„Kingsman: Złoty krąg” to udoskonalona wersja swojego poprzednika. Plus jest taki – możesz zobaczyć go na dużym ekranie przed zapoznaniem się z pierwszą częścią filmu. Bez problemu odnajdziesz się w fabule, która nie jest ze sobą do końca powiązana – jedynie historia głównych bohaterów może cię zaciekawić i sprawić, że sięgniesz po „jedynkę”. „Kingsman: Złoty krąg” to doskonała doza humoru i subtelna parodia filmów akcji. Naprawdę warto kupić na niego bilet do kina.

 

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska