Droga na czternaście szczytów

 

Niektórzy góry mają we krwi, inni muszą przebyć naprawdę długą drogę na szczyt. Do takich należy Piotr Pustelnik – wybitny himalaista. O swoich wzlotach i upadkach opowiada w rozmowie z Piotrem Trybalskim w książce „Ja, pustelnik. Autobiografia”.

Jako dziecko miał problemy z sercem, przez co nie ćwiczył na wf-ie i czuł się gorszy od innych dzieci. Jego nadopiekuńcza mama stroniła od wszelkich aktywności syna, a lekarze nie kazali jej „przyzwyczajać się” do niego, bo w każdej chwili może stracić swoje dziecko. Gdy miał trzynaście lat, zaczął potajemnie trenować judo, co pewnego razu mogło tragicznie się zakończyć. Treningi porzucił. Dziewięć lat później odbył kurs wspinaczkowy w Podlesicach (woj. śląskie), którego nie zaliczył. Jednak tego samego roku (1973) wszedł ze swoją przyjaciółką (przyszłą żoną) na Mont Blanc. Tak wszystko się zaczęło.

 

Dzisiejsi himalaiści, gdy potrzebują sprzętu, szukają sponsorów, idą do sklepu, kupują co potrzeba, załatwiają bilety, zgody i lecą. W PRL-u, czasach kiedy Pustelnik zaczynał się wspinać, organizacja takiego wyjazdu nie była łatwa. Formalności, pozwolenia na wyjazd z kraju, paszporty – to wszystko trwało. Ubrania szyła mu żona, bo było trudno je dostać. Liny też robili sami. Wydaje mi się, że dopiero wtedy można prawdziwie docenić ich wyczyn, bo same przygotowania niejednych by zniechęciły.

 

W międzyczasie Piotr pracował naukowo. W 1984 roku obronił doktorat na Politechnice Łódzkiej, sześć lat później wyjechał z rodziną na stypendium do USA. Już wtedy zaczął się wahać pomiędzy karierą naukową a wspinaczką. Ale w jego głowie cały czas były góry i to do nich ciągnęło go najbardziej. Po powrocie do ojczyzny postanowił poświęcić się pasji. W 1990 roku Piotr Pustelnik zdobył swój pierwszy ośmiotysięcznik – Gaszerbrum II (8035 m n.p.m.), a przez kolejne dwadzieścia lat pozostałe trzynaście. Jest trzecim Polakiem i dwudziestym himalaistą, który tego dokonał.  

 

Historii Pustelnika nie da się ot tak opisać w jednej recenzji. Przywołałam bardzo skrótowo kilka najważniejszych faktów z jego życia, zachęcając tym samym (mam nadzieję) do przeczytania całości. Dopiero wtedy ta historia ma sens. W niezwykle szczerej książce himalaista opowiada całe swoje życie. Czyta się ją jak piękną powieść przygodową, chociaż zdarzały się i dramatyczne momenty – lawiny, powrót choroby, śmierć przyjaciół, wypadki. Do tego komentarze świetnego dziennikarza – Piotra Trybalskiego – spajają monolog i dopowiadają co trzeba.

źródło: [link]

 

Jak każda biografia, tak i ta inspiruje do zmian w swoim życiu. Czy gdyby Piotr jako dwudziestodwulatek poddał się i więcej nie myślał o górach, byłby w miejscu, w którym jest teraz? Nigdy nie jest za późno na marzenia i ten człowiek jest tego przykładem. Być może nie interesują cię góry, a o Himalajach nawet nie marzysz, ale warto przeczytać tę książkę, choćby dla przekonania się, że jak się chce, to można wszystko, nawet jak po drodze grozi lawina. W przenośni lub dosłownie. ;)

 

Premiera: 13 września 2017 r.

Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki. :)

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska