Recenzja „Gdyby ocean nosił twoje imię”

 

Z jakimi problemami musi mierzyć się nastolatka? Czy miłość jest lekiem na nienawiść? Jak bardzo ranią uprzedzenia i stereotypy? Czy zawsze poprawnie umiemy ocenić czyjąś życiową sytuację? Na te i inne pytania będziecie mogli sobie odpowiedzieć podczas lektury „Gdyby ocean nosił twoje imię”, najnowszej powieści bestselerowej autorki Tahereh Mafi.

„Czasami myślałam, że bycie nastolatką to najgorsze, co mi się w życiu przydarzyło.”

 

Jest wiele bólu, prawdy i zrezygnowania w tych słowach głównej bohaterki „Gdyby ocean nosił twoje imię”, szesnastoletniej Shirin. Ta Amerykanka irańskiego pochodzenia, nosząca zgodnie z własną wolą hidżab, codziennie musi zmagać się z wszechobecnym rasizmem, nasilonym szczególnie po niedawnym zamachu na World Trade Center. Zewsząd słyszy głosy, nakazujące jej „wracać tam, skąd przyszła”, określające ją bardzo obraźliwymi epitetami, sugerujące, że jest terrorystką, a pod chustą ukrywa bombę.

 

Shirin ma naprawdę kochającą rodzinę, która jednak mimo wszystko nie jest w stanie w pełni zrozumieć, przez co dziewczyna przechodzi. Jej brat Navid jest traktowany przez społeczności kolejnych szkół, do których się przenoszą, jako fajny chłopak z lekko egzotycznym imieniem, a rodzice zbywają jej problemy, traktując je jak mało ważne. W końcu oni musieli uciekać przed wojną, więc oczywiście, przeżyli w życiu o wiele trudniejsze chwile. Wszystko to sprawia, że Shirin jest niejako sama ze swoją frustracją, próbuje się izolować od ludzi, wytwarzając wokół siebie aurę nieprzystępnej i nieprzejednanej. Na jej drodze pojawia się jednak Ocean James, chłopak z imieniem zamiast nazwiska, który, pomimo wysokiego szkolnego statusu, naprawdę chciałby poznać tę tajemniczą, wycofaną dziewczynę. Czy taka relacja ma jednak szansę przetrwać?

 fotografia: Weronika Płuciennik


Najnowsza książka Tahereh Mafi to historia o wykluczeniu, uprzedzeniach, rasizmie instytucjonalnym i takim, który z pozycji uprzywilejowanej czasem bardzo trudno sobie uświadomić. W końcu Shirin z reguły nie doświadcza naprawdę traumatycznych sytuacji, według wielu ludzi nie powinna zatem aż tak narzekać na swój los. Jednak to właśnie te małe, drobne, codzienne rzeczy są tym, co sprawia, że życie staje się coraz bardziej nieznośne. Rasizm i uprzedzenia współcześnie wyjątkowo często przyjmują taką właśnie formę, obarczając odpowiedzialnością za pewne trudne wydarzenia osoby, które nie miały z nimi nic wspólnego.

 

To niezwykle trudny temat, taki, w którym bardzo łatwo wejść na grząski grunt. Przykładowo, jeden z nauczycieli dziewczyny, chcąc sprowokować uczniów do rozmowy o różnicach kulturowych, a więc mając generalnie dobre intencje, doprowadza do sytuacji, w której Shirin czuje się wyjątkowo niekomfortowo. Uważa, co zresztą słuszne, że nie ma w obowiązku pouczać innych i próbować ich do siebie przekonać. Mafi stara się ukazać, że często chcąc dobrze dla jakiejś grupy uciśnionej, możemy tylko pogorszyć sytuację, dlatego tak ważne jest słuchanie drugiej strony i próba „wejścia w jej buty”. Chociażby chusta dziewczyny, która dla wielu jest symbolem zniewolenia kobiet muzułmańskich, jest przez nią noszona z rozmysłem i zupełnie dobrowolnie – daje jej ułamek władzy nad prześladowcami, pozwala na poczucie, że coś przed nimi ukrywa, powodując u wielu frustrację. Hidżab, którego noszenie jest w niektórych społecznościach nakazane, paradoksalnie wyzwala Shirin, daje możliwość bycia naprawdę sobą. To właśnie dlatego zawsze należy naprawdę porozmawiać z drugą stroną, zamiast zakładać, że wiemy lepiej i na pewno mamy rację, interpretując jej położenie.

 

Podobne rozterki przeżywa Ocean, który wchodząc w relację z Shirin, dopiero wtedy zauważa jej codzienną rzeczywistość, obelgi, z którymi musi się mierzyć i to, co tak naprawdę znaczy związek białego chłopaka z dobrego domu z muzułmanką w hidżabie. Na szczęście Ocean to wyjątkowo empatyczna, pełna ciepła postać, naprawdę wspaniały człowiek, który nie rezygnuje łatwo z tego, na czym mu zależy.

 

Rasizm jest najważniejszym i najbardziej wymownym, ale przecież nie jedynym tematem obecnym w życiu Shirin. Dziewczyna, oprócz tego, że jest Muzułmanką, jest także po prostu nastolatką, zakochaną w swoich wielkich pasjach, jakimi są moda i breakdance, który zaczyna trenować wraz z bratem. Bohaterka przeżywa w końcu również swoje pierwsze zauroczenie i związany z tym szereg problemów. Zastanawia się, co tak naprawdę czuje, czy na pewno podoba się chłopakowi i jak rozmawiać z nim w środku nocy, żeby rodzice się nie dowiedzieli.

 

Większa część narracji wcale nie jest utrzymana w tak poważnym tonie, jak mogłoby się wydawać. Jest tu sporo humoru, który często wynika z tego, że bohaterowie nie zawsze wiedzą, jak ze sobą rozmawiać i są bardzo niepewni w nowej relacji. Mafi w niezwykle wiarygodny sposób pokazuje też chemię między dwójką bohaterów, a także różnice kulturowe, które wcale nie są tak łatwe do przejścia. Zarówno Shirin, jak i Ocean mają świetne, rozległe podłoże psychologiczne, i choć historię śledzimy z perspektywy dziewczyny, to doskonale rozumiemy również chłopaka, jego problemy i motywację. Postacie nie są płaskie i dwuwymiarowe, dzięki czemu naprawdę łatwo można wczuć się w ich historię. W dodatku zachowują się zgodnie ze swoim wiekiem, są impulsywni, lekkomyślni, a ich życiem w bardzo dużej mierze kierują rodzice. Ich życiowe wybory są dzięki temu przekonywające i zrozumiałe, a wydarzenia, które im się przytrafiają, patrząc przez pryzmat ich wieku, stają się dla czytelnika o wiele tragiczniejsze.

 fotografia: Weronika Płuciennik

 

„Gdyby ocean nosił twoje imię” to książka skierowana do nastolatków, ale powinno ją przeczytać także wielu dorosłych. W końcu problemy, z którymi zmagają się bohaterowie, to nie są tylko szkolne dramaty, o których za chwilę zapomną. Tutaj główny problem dotyczy nie tego, w co jutro się ubrać, ale tego, czy ktoś nie napadnie mnie na ulicy, czy będę potraktowana jak pełnoprawna obywatelka kraju, w którym się urodziłam, czy chłopakowi, z którym się spotykam, nikt nie będzie groził. I jest to, niestety, problem wyjątkowo aktualny. Ta książka nie będzie w tej sprawie kamieniem milowym, ale na pewno może być jeszcze jedną cegiełką dołożoną do prób podniesienia świadomości społecznej dotyczącej rasizmu. Mam wrażenie, że „Gdyby ocean nosił twoje imię” będzie w stanie poruszyć serca wielu czytelników. Moje na pewno się udało.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska