Mac DeMarco – fenomen na skalę światową

 

Człowiek, który wprowadził sporo świeżości i oryginalności do wyświechtanego schematu „wykonawcy muzyki indie”. Miłośnik żeberek i papierosów marki Viceroy. Skąd właściwie wziął się Mac DeMarco?

Trudno znaleźć fana muzyki alternatywnej, yerby, wełnianych krawatów czy ogólnej hipsteriady, który choć raz nie otarł się o twórczość Pepperoni Playboya”, bo i pod takim pseudonimem Vernor Winfield McBriare Smith IV jest znany. Jak również ze swojej otoczki wyluzowanego neohipstera o zawadiackim wzroku, nie rozstającego się z papierosem w ustach i paczką (a najlepiej kilkoma) przy sobie.

 

 
Rozprawiając o jego fonografii warto na moment zatrzymać się przy częstym zarzucie kierowanym w jego stronę. Dla pewnej grupy osób muzyka Maca jest atrakcyjna do momentu odsłuchania więcej niż jednego utworu. Wtedy okazuje się, że cała jego twórczość to korzystanie z tych samych motywów, sposobu śpiewania czy instrumentów. Mówiąc kolokwialnie, wałkowanie w kółko tego samego. Nie zgadzam się z tymi zarzutami, traktuję sam wizerunek muzyka za pewien manifest autonomizmu wobec całego przemysłu muzycznego (w końcu mówimy o muzyce alternatywnej, duh). Ale wracając do samej muzyki, z początku można odnieść mylne wrażenie powtarzalności, które jednak szybko zanika, gdy zauważymy z jaką gracją i właściwym dla siebie luzem DeMarco miesza rock psychodeliczny z koncepcją lo-fi. Tak na dobrą sprawę to stworzył on własny gatunek, jizz-jazz, będący właściwie pochodną wszystkiego, co mu w duszy gra, od jangle popu do delikatnej, pozornie prymitywnej elektroniki.
 

 

Muzyka muzyką, ale sam jego charakter przysporzył mu sporej miłości fanów. Po pierwsze przez koncerty, które w jego wykonaniu są czystą, nieskrępowaną zabawą w rytmie energetycznych riffów gitarowych i oparach dymu nikotynowego. Tak wspominam koncert Maca na festiwalu Open'er 2016, będący jednym z najlepszych, jeśli chodzi o tamtą edycję. Niesamowity kontakt z publicznością, żartująca główna gwiazda wieczoru czy paczki Viceroy'ów rzucane na scenę dla wokalisty stworzyły klimat osady post-hippie dla hedonistów. 

Wartym wzmianki aspektem jest również fanklub Pepperoni Playboya, zarządzany przez jego mamę i menadżera, zatrudniający chociażby asystenta do tworzenia memów z udziałem Maca. Niestety, koniecznym warunkiem zatrudnienia jest mieszkanie w okolicach Brooklynu. Ponadto urządza on barbecue dla fanów, gdzie w przy mięsie i piwie prezentuje swoje nowe utwory. Och, i nie rozstaje się ze swoją dziewczyną na krok, zawsze zabierając ją na trasę koncertową.

 

 

 
Dzięki temu wszystkiego rysuje się obraz faceta nie przejmującego się obecnymi trendami, konsekwentnie tworzącego i ujmującego w swojej bezpretensjonalności. Cieszącego się uznaniem i niekwestionowaną miłością fanów. Ze świecą szukać drugiej takiej osobowości w miejscami nudnym, nadętym przemyśle muzycznym.
Mister DeMarco, another one!

 

 

Korekta: Justyna.

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska