Spotkanie dwóch żywiołów – trasa koncertowa Evanescence i Lindsey Stirling

22/06/2018

W 2017 roku, po sześciu latach oczekiwania, w końcu pojawiła się informacja o kolejnej płycie amerykańskiego zespołu Evanescence. Czwarty studyjny album, według zapewnień wokalistki ­– Amy Lee, miał być symfoniczną wersją kilkunastu dotychczasowych utworów tej grupy. Oprócz nich na krążku znalazły się też dwie nowe piosenki. W procesie tworzenia jednej z nich miała swój udział również skrzypaczka i tancerka w jednym – Lindsey Stirling.

Ze względu na charakter zespołu pomysł współpracy z orkiestrą nie wydawał się zaskakujący. Fortepian i instrumenty smyczkowe dopełniają całokształtu gitarowych brzmień i riffów, nadając kompozycjom grupy znamienny, wyjątkowy styl. Płyta zatytułowana „Synthesis” ukazała się 10 listopada 2017 roku i swoją nazwą zapowiadała podsumowanie dotychczasowej działalności zespołu. Idea przeróbki znanych doskonale utworów takich jak: „Bring me to life”, „My immortal”, „Lithium”, „Lost in paradise” i „My heart is broken” wydaje się dosyć kontrowersyjnym posunięciem w świetle słów wypowiedzianych kilka lat temu przez Amy Lee podczas jednego z wywiadów, iż nie będzie nagrywać nowych wersji dawnych piosenek. Może się więc nasuwać myśl o szybkim i raczej pewnym źródle zarobkowania – odświeżymy to, co już sprawdzone, podając zaprzeszłe rzeczy w innej, unowocześnionej szacie. Albo być może świadczy to o wyczerpaniu się natchnienia artystów, o znikającej inspiracji, która by ich popchnęła ku stworzeniu świeżych rzeczy. Albo po prostu natłok obowiązków domowych i życie rodzinne przyczyniły się do tego, że na nowy-nowy materiał fani muszą jeszcze poczekać. Chociaż nieco zadowala fakt, że na płycie „Synthesis” można odnaleźć dwie niepublikowane dotąd kompozycje, m.in. singiel „Imperfection”.

 

Wspominając jeszcze krótko o samym albumie, całościowo nie rzuca na kolana z rozdziawioną z wrażenia paszczą. Owszem, zdarzają się utwory, które wypadły świetnie, ale orkiestra, mająca być według zapewnień głównym atutem, stała się czasami jedynie tłem, a na prowadzenie wysunęły się niestety brzmienia elektroniczne. Szkoda. Może album powstawał w pośpiechu i aranżacje nie do końca zostały dokładnie opracowane? Albo też zespół zmierza już w całkiem inną stronę? Tę teorię potwierdzałaby ostatnia piosenka z trzeciej płyty o jakże wydumanej nazwie: „Evanescence” z 2011 roku, a mianowicie utwór pt. „Swimming home”.

 

Żeby zbytnio nie narzekać, trzeba zauważyć, że bardzo miłą niespodzianką na krążku „Synthesis” był gościnny występ amerykańskiej skrzypaczki – Lindsey Stirling. Na nagraniu jednego wspólnego utworu się nie skończyło, ponieważ na początku marca w serwisie internetowym YouTube pojawiła się ciekawa zapowiedź nadchodzącego wydarzenia.

 

Filmik utrzymany w lekkim, żartobliwym stylu. Lindsey ubrana w koszulkę zespołu przyznaje się, że jest tylko okazjonalnym, nieobsesyjnym fanem Evanescence, a w międzyczasie zza jej pleców wyłaniają się powieszone na ścianie plakaty i okładki płyt. Aż wreszcie artystka otrzymuje wiadomość tekstową, której nadejście sygnalizuje fragment utworu „Bring me to life”. Bum! I świat obiega informacja, że Evanescence wraz z Lindsey Stirling planują w 2018 roku wspólną letnią trasę koncertową w ramach promocji albumu „Synthesis” (promocja ta obejmuje 29 występów w różnych miastach Ameryki Północnej, 4 w Oceanii i 18 w Europie). Skrzypaczka ma dołączyć do pozostałych muzyków 6 lipca w Kansas City i towarzyszyć im do 8 września, kiedy w Ridgefield w stanie Waszyngton zagrają razem ostatni koncert. Niestety, przestrzenią spotkania się tych dwóch żywiołów będzie wyłącznie ich ojczysty kraj, a fanom mieszkającym po drugiej stronie oceanu pozostaje tylko śledzić wydarzenia w sieci i wypatrywać następnych udostępnianych filmików. Ku pokrzepieniu serc lub – jak kto woli – ku jeszcze większemu dobiciu, niekoniecznie miłosiernemu, 8 czerwca br. opublikowano teledysk do piosenki „Hi-Lo”; kompozycji, w której można usłyszeć efekt końcowy nawiązania tej niezwykłej współpracy.

 

Cóż, Polakom nie dane będzie się przekonać, jak na scenie zaprezentują się owe charyzmatyczne i ekspresyjne osobistości. Co więcej, nie było nam nawet dane usłyszeć na żywo orkiestrowych wersji utworów Evanescence, ponieważ „Synthesis Tour” nie objęła naszej ojczyzny. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że energiczność i przebojowość Lindsey zainspiruje zespół i wznieci w nim na nowo dogasający płomień oraz obudzi ducha potężnego rocka z domieszką melancholii. Tak, aby ten nieco skarłowaciały ostatnio żywioł nabrał wiatru w żagle i w znacznie krótszym czasie, niż kolejne sześć lat, powrócił z gorącym materiałem wywołującym dreszcze i powodującym zbieranie żuchwy z podłogi.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska