Ekstremalnie czyli jak?

 

Oryginalne wyzwania są ostatnio w modzie. Szczególnie te, które łączą się z przekraczaniem własnych barier, zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Okazuje się, że nie trzeba wyruszać w podróż dookoła świata lub wędrować popularnym szlakiem jakubowym, by doświadczyć czegoś ekstremalnego. Przekonują się o tym uczestnicy nietypowej drogi krzyżowej, organizowanej w całym kraju. Nazywa się ją „ekstremalną”. Czyli właściwie jaką?

Ekstremalna Droga Krzyżowa pierwszy raz odbyła się w 2009 roku z inicjatywy księdza Jacka Stryczka. Do Lublina pomysł przywędrował sześć lat później. Tegoroczna edycja była rekordowa pod względem frekwencji. W nocy z piątku na sobotę blisko 2.5 tys. osób wędrowało czterema trasami z Lublina do Wąwolnicy. Najkrótsza z nich liczyła 30, najdłuższa zaś 46 km. Jaki jest sens wędrowania w zimnie, po polnych i zabłoconych drogach, pod osłoną nocy i na tak morderczym dystansie?

 

Z własnego doświadczenia wiem, że takie przeżycie jest ekstremalne pod każdym względem. Rok temu uczestniczyłam w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej organizowanej w Kazimierzu Dolnym i okolicach, a teraz szykuję się do kolejnej edycji, która odbędzie się w najbliższy piątek. Moja ubiegłoroczna motywacja była bardzo prosta: przeżyć coś ciekawego, coś innego. I ta nietypowa droga krzyżowa mi to umożliwiła.

 

Dla tych, którzy mają łaskę przeżywania takich wydarzeń w sposób głęboko religijny, EDK jest świetną okazją do wzmocnienia swojej wiary. Dla mnie była to przede wszystkim próba swoich możliwości. Psychicznych i fizycznych. Wędrując przez blisko 33 km w milczeniu (jedna z „reguł” EDK), cicho jęcząc z powodu postępującego bólu nóg zastanawiałam się, dlaczego nie leżę właśnie w ciepłym łóżeczku i nie oglądam ulubionego serialu. Dla mnie najbardziej „ekstremalna” walka odbyła się właśnie w głowie. Kiedy próba skupienia się na sensownym przeżyciu tej drogi została przysłonięta przez znużenie i myślenie na zasadzie „daleko jeszcze?”. Kiedy ruszając po postoju na trasę próbowałam zmusić swoje nogi do jeszcze większego wysiłku. Zastanawiałam się, jaki to wszystko ma sens? Odpowiedź przyszła już następnego dnia po dotarciu do celu, w postaci wielkiej satysfakcji oraz przeświadczenia, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. W tym roku też wyjdę na trasę. Może już nie po to, by sprawdzić samą siebie, ale by się wyciszyć i duchowo przygotować do nadchodzących Świąt. Noc, cisza oraz rozważania drogi krzyżowej z pewnością w tym pomogą.

 

Kazimierska edycja EDK jest jedyna w swoim rodzaju. Wędrujemy nie pojedynczo, ale jedną dużą grupą. W takim otoczeniu ciężej zachować milczenie, ale jest to też okazja do głębokiego przeżycia wędrówki. Dla Bartka, który podobnie jak ja w tym roku po raz drugi wyruszy na trasę, ma ona sens przede wszystkim religijny.

 

- Dobrą rzeczą jest zmierzenie się w okresie Wielkiego Postu nie tylko z „wymaganiami duchowymi”, jakimi są post, modlitwa i jałmużna, ale także umartwienie ciała jakim jest udział w EDK. Jest to idealne doświadczenie, które może dać człowiekowi światły umysł na to, co uczynił Jezus, który po swojej drodze krzyżowej powstał z martwych – mówi Bartek – Dodatkowo drogę krzyżową przemierzamy jako wspólnota, nie idziemy w niej indywidualnie, więc możemy wspierać siebie nawzajem w całonocnej podróży. Idę, bo chcę wesprzeć moją mamę, która też bierze udział w EDK - dodaje.

 

Okazuje się, że niektórzy nocną wędrówkę traktują jako ciekawą formę spędzenia czasu z przyjaciółmi. Opowiada o tym Ks. Mateusz, który uczestniczył w ubiegłorocznej edycji Ekstremalnej Drogi Krzyżowej w Lublinie.

 

- Na pewno nie jest tak, że ludzie chodzą na EDK wyłącznie z motywów religijnych. Widzę to po sobie - owszem, motyw religijny był najważniejszy, ale przecież nie jedyny, bo była również chęć sprawdzenia własnych sił, możliwości. Myślę, że wiele osób wyruszając na EDK kieruje się kilkoma motywami. Zawsze pozostaje pytanie o ten najważniejszy, ale i tutaj nie ma jednej odpowiedzi – mówi Ks. Mateusz -  Znam osoby, które poszły wyłącznie z zamiarem zmagania się z własnymi słabościami, próby sił, czasami nawet rywalizacji. Jasne, że nie taka idea stoi za EDK, ale jeśli ktoś "przy okazji" wyczynu i przygody poświęci chociaż trochę uwagi Męce Pańskiej czy przynajmniej świadectwu wiary innych osób, to może okazać się, że przyniesie to jakieś owoce duchowe. Gorzej gdy motywacja nie tylko uniemożliwia własne przeżycie duchowe, ale też utrudnia je u innych - pojawiają się grupki osób, które odnalazły nocną, ekstremalną formę spędzania czasu z przyjaciółmi, co niekoniecznie sprzyja skupieniu - także u osób znajdujących się w pobliżu. I takie sytuacje niestety smucą – podsumowuje.

 

Dla tych, których tradycyjne nabożeństwo drogi krzyżowej w kościele nudzi lub po prostu chcą spróbować czegoś nowego, Ekstremalna Droga Krzyżowa jest idealnym rozwiązaniem. To też świetna okazja do pogłębienia swojej wiary. Jednak w nocnej wędrówce nie biorą udziału tylko ludzie wierzący. Tutaj nikt nie pyta o wyznanie, o regularność praktykowania czy o stan wiary. To wyzwanie dla wątpiących, poszukujących lub chcących przezwyciężać własne słabości. A że jest ciężko, długo i wszystko boli? Bardzo dobrze. Przecież, jak sama nazwa wskazuje, musi być ekstremalnie.

 

 

Korekta: Aleksandra Borkowska

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska