Wielki powrót Profesora - recenzja nowego sezonu "Domu z Papieru"

 

Najsłynniejsza hiszpańska produkcja ostatnich lat powróciła w wielkim stylu na platformę Netflix. Brak możliwości tradycyjnej promocji serialu, spowodowany pandemią koronawirusa, nie wpłynął jednak na spadek oglądalności ośmioodcinkowego sezonu, a „Dom z Papieru” obronił się sam! Czy słusznie? Czy warto było czekać na dalsze losy gangu Profesora?

Popularność, z jaką spotkał się „Dom z Papieru” jest zrozumiała, choć niespodziewana. Przypominamy, że pierwotnie serial emitowany był w hiszpańskiej telewizji, a współpracę z Netflixem producenci podjęli dopiero w momencie, gdy przedstawiciele amerykańskiego serwisu dostrzegli światowy potencjał produkcji. Wartka fabuła, ciekawe postaci i dopełniająca klimat muzyka sprawiły, że serial spotkał się z pozytywnym odbiorem ze strony widzów i wielu krytyków. Pierwsze dwa sezony stanowiły zamkniętą całość, jednak popularność serialu sprawiła, że w ubiegłym roku wyemitowany został trzeci, a w kwietniu tego roku – czwarty sezon produkcji. Dwa ostatnie sezony skupiają się na dramatycznej walce o odzyskanie Rio, co połączone jest ze spektakularnym – i dowodzonym przez Profesora – napadem na Bank Hiszpański.

Zobacz także: „Kradzież to prawdziwa sztuka” 

 

Plan, który polegał na uwolnieniu jednego z bohaterów i napadzie na jedno z najpilniej strzeżonych miejsc w Hiszpanii kontynuowany jest przez sezon trzeci, czwarty, a jeśli wyemitowane zostaną kolejne, to prawdopodobnie przez piąty sezon serialu. Rozpoczynając oglądanie czwartego sezonu, jesteśmy niejako wrzuceni w sam środek akcji, a krótkie przypomnienie poprzednich epizodów jest niewystarczające. Początkowe sceny są chaotyczne, a ci, którzy zdążyli zapomnieć, jak zakończyły się losy bohaterów, muszą sami powrócić do wcześniejszych odcinków. W kolejnych minutach jednak serial wraca na właściwe tory, a wartka akcja staje się porównywalna poziomem napięcia do poprzednich historii.

W opowieści pojawiają się nowe osobowości, jednak trzonem i głównymi bohaterami pozostają wciąż członkowie Gangu Profesora. Niezaprzeczalnym znakiem charakterystycznym „Domu z Papieru” są liczne retrospekcje i nielinearny sposób budowania narracji. Dzięki temu, w odcinkach wciąż oglądać możemy m.in. uwielbianego przez wielu Berlina, który choć w drugim sezonie zginął, wciąż pozostaje jedną z głównych postaci serialu. Narratorką całej historii – podobnie jak we wcześniejszych sezonach – pozostaje Tokio, która choć budzi sprzeczne emocje u odbiorców, jest jedną z bardziej wyrazistych postaci. Swoją błyskotliwością i inteligencją nie zawiedzie nas również Profesor, który mierzyć się musi z wieloma niespodziewanymi i zaskakującymi okolicznościami. Odnoszę wrażenie, że jego postać od samego początku serialu jest budowana w taki sposób, że zwyczajnie nie da się go nie lubić. Nawet ci, którzy potępiają jego działania, stają się w pewien sposób przez niego zauroczeni.  


Zobacz także: Seriale, które z każdym kolejnym sezonem traciły na jakości

 

Oprócz głównego wątku, jakim jest napad na Bank Hiszpanii, w całym sezonie przewija się wiele wątków miłosnych, rodzinnych i zdrowotnych. Dzięki czemu fabuła nie jest płaska, a w bohaterach można dostrzec motywacje do popełnienia konkretnych czynów. Nie wszystkie jednak sceny wydają się uzasadnione, a część nich potrafi wzbudzić u widza niesmak i złość. Przykładem takiej sceny jest moim zdaniem sytuacja, w której Berlin bezpodstawnie (jego zdaniem nie do końca) atakuje mężczyznę w restauracji. Niezrozumiałych scen jest jednak niewiele, a wszystkie pozostałe retrospekcje w pewien sposób tłumaczą zachowanie bohaterów, opisując tym samym ich losy.

Dla wszystkich, którzy „Dom z Papieru” oglądali głównie ze względu na muzykę i ścieżkę dźwiękową dobre wiadomości: sezon obfity jest zarówno w nowe, jak i znane dotychczas utwory, a „Bella Ciao” przewija się przez cały serial. Czwarty sezon może zaskoczyć nas jednak religijną pieśnią, szczególnie popularną w Polsce. W jednym z odcinków, w Banku Hiszpanii śpiewana jest „Barka”,  a sytuacja w której wybrzmiewa pieśń jest zaskakująca. Wprawne oko polskich widzów dostrzeże jednak w serialu więcej rodzimych akcentów!

Nowy sezon serialu jest bez wątpienia udaną kontynuacją poprzednich epizodów, a charakterystyczni bohaterowie nadają produkcji złożoności i głębi, której często brakuje w Netflixowych produkcjach. Za zasadniczy minus uznaję zbyt gwałtowne kończenie sezonów, a następnie „wrzucanie” widzów w wir akcji. Zabieg, który zastosowany został w dwóch pierwszych sezonach był moim zdaniem słuszny, a zamknięcie fabuły w kilkunastu odcinkach sprawiało, że serial oglądało się jednym tchem. Rozdrabnianie na mniejsze części może niektórych zniechęcić, a kończenie sezonu w kluczowym momencie, zamiast wzmagać ekscytacje, potęgować może frustrację i zniecierpliwienie. Poza drobnymi mankamentami fabularnymi i urywaniem akcji w kluczowych momentach uważam, że czwarty sezon „Domu z Papieru” jest równie interesujący co poprzednie, a z każdym odcinkiem jeszcze lepiej poznajemy bohaterów. Podsumowując ocenę w skali liczbowej, nowy sezon zasługuje moim zdaniem na mocne 7/10, podczas gdy pierwszy i drugi były dla mnie niemal doskonale, a sezon trzeci oceniłam na 8/10. Mimo że widzę delikatną tendencję spadkową, uważam że serial warto obejrzeć i z niecierpliwością czekać będę na dalsze losy Gangu Profesora.

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska