Kilka słów o djencie. Z czym to się je?

06/02/2018

 

Djent – to słowo zarówno w warstwie pisanej, jak i w wymowie przysparza nam wiele kłopotów. Na pierwszy rzut oka wygląda jak dziwny neologizm, zlepek niepasujących do siebie liter. Czym jest ów tajemniczy, pięcioliterowy wyraz i co kryje się pod jego warstwą znaczeniową? Zapraszam do lektury.

Z czym to się je?

Djent jako podgatunek muzyki metalowej zaznaczył swoją obecność mniej więcej na początku XXI wieku. Jego korzenie związane są z metalem progresywnym, a cechą charakterystyczną jest obniżone, tłumione i mocno przesterowane brzmienie gitar, opierające się na technicznych zagrywkach, zaburzeniach metro-rytmicznych w utworach oraz często rozbudowanych, złożonych i kunsztownych gitarowych solówkach. Za twórców tego podgatunku, choć nie można tego stwierdzić jednoznacznie, uznawanych jest dwóch muzyków: Misha Mansoor, gitarzysta prowadzący zespołu Periphery oraz Fredrik Thordendal z Meshuggah.

 

Spór klasyków z romantykami

Z djentem sprawa jest dość mocno skomplikowana, ponieważ od początku istnienia tego terminu trwa spór o to, czy jest to pełnoprawny podgatunek muzyki metalowej czy raczej pewna jej składowa, wyznacznik lub wyróżnik, dający się odnaleźć u konkretnych twórców. Po jednej stronie barykady stoją przeciwnicy używania terminu „djent” na określenie podgatunku muzyki. Tłumaczą oni (a należy do nich wspomniany wyżej Misha Mansoor), iż kwestią nadrzędną jest tutaj samo brzmienie gitar, a nie wytworzenie stylu muzycznego. Mielibyśmy do czynienia z djentem jako jedną z cech gatunkowych metalu progresywnego, bo z pewnością Periphery jest jego reprezentantem. Każdy gatunek na przestrzeni czasu ewoluuje i wytwarza w swoim obrębie cechy muzyki dostosowane do wielu innych czynników, czy to muzycznych czy pozamuzycznych. Z czasem termin ten stał się zbiorem nadrzędnym, do którego wrzucane były zespoły z rejonu progresywnego metalu, które do swoich zawiłych i poplątanych utworów dodawały element djentowy, czyli bardzo obniżone gitary (ośmio- lub dziewięciostrunowe) z tłumionym dźwiękiem strun.

 

Z drugiej strony sporu mamy zwolenników używania terminu „djent” jako określenia podgatunku metalu progresywnego. Argument ten tłumaczony jest wytworzeniem w obrębie młodych (i nie tylko) kapel specyficznych cech gatunkowych dających się powszechnie określić. W tym aspekcie djent rozpatrywany jest jako właśnie kompletnie niszowy podgatunek nowoczesnego, progresywnego metalu.

 

Na jeden argument, jak i drugi z przytoczonych powyżej są dowody, co pokazuje, jak bardzo młody i ciągle ewoluujący jest to – no właśnie: styl, gatunek (?). Za djentem jako cechą gatunkową niech posłużą za przykłady dwie kapele: Meshuggah i SikTh. Zacznę od tej drugiej.

 

Włączmy w odtwarzaczu debiutancki album SikTh – „The Trees Are Dead & Dried Out, Wait For Something Wild” z 2003 roku. Oprócz klasycznych, progresywnych rozwiązań spod znaku choćby Dream Theater i wyraźnie zarysowanego wpływu Meshuggah, mamy tu do czynienia z zupełnie nowymi instrumentalnymi rozwiązaniami. Te dwie płaszczyzny się przenikają, tworząc coś z jednej strony kakofonicznego (z wokalem rodem z Naked City) i kompletnie zaburzającego naszą percepcję. Jest i druga strona medalu. Brzmienia, które na myśl przywodzą wydane około 7 lat później utwory Periphery. Nowatorskie rozwiązania, właśnie z charakterystycznym djentowym brzmieniem.

 

Zobacz także: Czy heavy metal jest nam jeszcze potrzebny?

 

Meshuggah przeszło długą drogę muzycznej ewolucji, od klasycznego thrash metalu zabarwionego progresywnym pierwiastkiem, aż do dzisiaj, kiedy to jest jednym z czołowych reprezentantów metalu extremalnego, awangardowego, właśnie poprzez djentowe brzmienie, niesamowicie wyrazisty i głęboki wokal i pogmatwane konstrukcje utworów. Wystarczy posłuchać ich najnowszego albumu, a najlepiej trzech ostatnich, by załapać w pełni ich fenomen i wirtuozerię.

 

Na poparcie drugiego argumentu, uznającego djent jako odrębny podgatunek metalu wywołam ponownie do tablicy dwie kapele: Periphery oraz Animals As Leaders. Obie formacje od początku swojego istnienia prezentują odrębny styl muzyczny, określany przez szeroką rzeszę jego zwolenników jako djent. Każdy ich album jest oparty na tym, co dla djentu jest kluczową cechą. Oczywiście, w obrębie ich stylu pojawiają się również odniesienia do innych gatunków, czy to do wspominanego metalu progresywnego czy nawet do jazzu, jak w przypadku AAL, jednak od początku trzon ich albumów stanowi djentowe brzmienie i to ono tworzy ich ramę konstrukcyjną.

 

Powyższe, bardzo luźne przykłady pokazują, że w obszarze muzyki metalowej nieustannie wytwarzają się nowe style, podgatunki, które sprawiają, że w tych ciężkich dla niej czasach nie tkwi ona w ustalonych schematach, lecz rozwija się i determinuje się na nowo. Każdy gatunek muzyki wymaga uzupełniania, dookreślania i ewolucji. W przeciwnym razie zostanie on wchłonięty lub całkowicie zapomniany. O tym, czy djent jest stylem muzycznym w obrębie gatunku czy osobnym podgatunkiem muzycznym można by wiele jeszcze napisać. Być może dane mi będzie w najbliższym czasie wypowiedzieć parę słów o jego popularności, swoistym boomie oraz szybkim (lecz nie całkowitym) upadku obecnie.

 

Zobacz także: 10 najlepszych utworów Metalliki

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska