Początkująca Minimalistka #1 Dzień dobry

 

Minimalizm wziął się ze sztuki i polegał na zmniejszeniu użytych środków plastycznych. Ludzie poszli dalej i przełożyli minimalizm na jedzenie, ubrania, na całe życie, dzięki czemu powstała cała ideologia. Zachęcona potrzebą ograniczenia swoich rzeczy, chciałabym wprowadzić ją w swoje życie, stąd powstał projekt „Początkująca Minimalistka”.

Minimalizm jako idea interesuje mnie już od kilku lat. Zaczęło się od książki Joanny Glogazy o slow fashion, czyli świadomym tworzeniu swojej garderoby, potem były kolejne książki i blogi. Na tym niestety się kończyło. Przeglądałam te cudowne minimalistyczne zdjęcia z pozytywnymi hasłami, wyobrażałam sobie, jakie to moje życie będzie cudowne, gdy wprowadzę wszystkie te rady... Cóż, może i by było, a może i nie. Lubię swoje życie. Nie lubię co prawda tego chaosu wokół, ale z tym mogę walczyć. Czy wywalenie „połowy dobytku” sprawi, że będę miała lżej na duszy? Że wszystko stanie się prostsze i piękniejsze, jak zdjęcia minimalistek na Instagramie? Że pozbędę się swojego wrodzonego bałaganiarstwa i lenistwa? Będę w końcu odkładać rzeczy na miejsce i pożegnam się z bałaganem?

Na razie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Ale chcę spróbować.

 

Dlatego tu jestem. Sama nie dawałam rady, a pisząc o tym, może będzie mi łatwiej. Śledzenie własnych postępów jest mega motywujące, a jeszcze bardziej, gdy robią to też inni. Może ktoś to przeczyta, powie: „hm, niegłupio gada, chyba i ja spróbuję?”. To byłaby chyba największa nagroda. Dlatego po cichu licząc, że kogoś zainspiruję, rozpoczynam swoje własne wyzwanie minimalistki. Poradnikowe teksty będą przeplatać się z felietonami i podsumowaniami moich poczynań. Zaznaczam, że porady, które będę publikować, będą sprawdzone przeze mnie, nie żadne bezmyślne „kopiuj-wklej”.

 

Zanim przystąpiłam do jakiegokolwiek działania, musiałam określić, czym jest dla mnie ten minimalizm i co ja właściwie chcę osiągnąć. Zasięgnęłam do moich ulubionych książek i przypomniałam sobie ideologię Szwedów zwaną „lagom”, czyli „dokładnie tyle, ile trzeba”. To dla mnie kwintesencja całego pojęcia minimalizmu, bo można go odnieść do wszystkiego. Nie chcę tu snuć teorii, że w takim razie nie potrzebne nam nic, najlepiej żyć w lepiance i karmić się roślinkami. Nie popadajmy w skrajności. Jednak chcę zweryfikować, co tak naprawdę jest mi potrzebne do życia i pozbyć się wszelkich „przydasiek”, jak to nazywam, które kurzą się i tak naprawdę nigdy nie były mi potrzebne. Chcę mieć tyle rzeczy, żeby nie przytłaczało mnie sprzątanie, żebym nie patrzyła na nie z politowaniem i naprawdę każdą rzecz lubiła. To tak ogólnie rzecz biorąc. ;)

 

Każde takie wyzwanie powinno zacząć się od stworzenia listy celów. Wtedy jasno określam, co chcę osiągnąć, co zrobić, by to osiągnąć i łatwiej kontrolować swoje postępy. Ja przygotowałam krótko- i długoterminowe cele. Planuję co miesiąc podsumowywać to, co udało mi się osiągnąć (bądź nie). Jeżeli też taką masz (albo będziesz mieć), chętnie ją zobaczę.

Zdjęcie: pixabay.com/pl

 

W notesie mam rozpisany każdy punkt, ale tym podzielę się w osobnych wpisach. :)

 

Dajcie mi znać, jak z Waszym minimalizmem, czy macie może jakieś porady dla Początkującej i czego się wystrzegać. Każda porada na wagę złota!

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska