W poszukiwaniu sensu życia… i książki – recenzja „Ciem” Konrada Kissina.

 

Zaczynamy z impetem i nie byłby to problem, gdyby autor nie rzucał nam kłód pod nogi. Bo każda strona to walka z samym sobą – czy aby na pewno to książka dla nas?

Gdyby Mickiewicz dziś żył, zapewne czym prędzej gnałby sługę do księgarni, by zdobyć choć jeden egzemplarz tego dzieła i wzdychałby nad nim, i dumał, gratulując świetnie napisanej książki. Zapewne sam lepiej by tego nie napisał, choćby miał dostęp do całego opium świata.

Co jednak oferuje ta książka przeciętnemu czytelnikowi? Życiorys naszego własnego, polskiego Obłomowa, który jednak nigdy w życiu nie poznał swojego niemieckiego przyjaciela. Konrad Kissin przedstawia nam człowieka, który przez ćwierć wieku przygląda się światu z bezwzględną obojętnością. Jego myśli zdają się być ciężkie, a w rezultacie słowa ciążą jeszcze bardziej – dlatego rzadko je wypowiada.

Gonczarow jednak pokręciłby głową z niedowierzaniem. Rosjanin przedstawił swojego bohatera z gracją – ciężkość ruchów, nieudolność do podjęcia decyzji i lenistwo zamykały się w zgrabnych akapitach, które, zdawałoby się, to Stolz pisał, chcąc swemu przyjacielowi dodać trochę animuszu na kartach historii. Z kolei Kissin oddaje się rozważaniom bez pointy, dryfujących tam, gdzie akurat je wiatr poniesie. Ostrzeżono nas jednak, że nie znajdziemy tu logiki, a sam autor brzydzi się kliszy popularnych romansideł. Fabuła pozostaje dla nas niewiadomą.

Gdy już przyzwyczaimy się do warsztatu pisarskiego Konrada Kissina, jest już za późno. Rozszyfrowanie jego myśli i zawiłej narracji nie sprawia nam już problemów, ale zdajemy sobie sprawę, że właśnie straciliśmy kilka godzin, a fabuły wciąż brak. Na początku zwarta, lecz z każdą kolejną stroną rozpływa się, by już w następnej scenie kompletnie zmienić się w szare życie niespełnionego literata. Włóczymy się po ulicach, podziwiamy sceny niczym z ilustracji biblijnych, a w głowach rodzi się pytanie, jedno z wielu, których autorzy pragnęliby uniknąć: czy autor nas okłamał?

W tym momencie wielu czytelników rzuca tęskne spojrzenia na górę książek o przerażającej nazwie „Do przeczytania”. Im bardziej oddalony szczyt tej góry, tym z większą niechęcią będziemy patrzeć na tył okładki „Ciem”.

 

„Doskonała terapia dla zagubionych w szarości dnia powszedniego.”

 

Pomimo zapewnień, brzmi to sztampowo. Czym bowiem jest ta szarość? Czy ta książka miała w zamierzeniu być lekarstwem na zmęczenie pracą, rodziną i monotonnością dnia codziennego? Czy to po prostu literacki bełkot człowieka, który ukrywa swoje niedojrzałe postrzeganie świata pod płaszczem artystycznej wizji?

Niestety, „Ćmy” przywołują niemiłe wizje lektur szkolnych, które, poza ukazywaniem kontekstu historycznego, służyły wyłącznie jako narzędzie tortur w rękach nauczycieli. Bez polotu, bez warsztatu, lecz z dużą dozą ambicji, która niestety nie jest w stanie wepchnąć tej książki do poziomu literatury wyższej, do którego aspiruje.

 

 

Korekta: Monika Mroczek

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska