„Atomic Blonde” czyli James Bond na obcasach

 

Berlin, 1989 rok. Miasto podzielone jest na wschodnią NRD i zachodnią RFN. Zanim upadnie mur dzielący obecną stolicę Niemiec na dwa światy – przyjedzie do niej agentka z piekła rodem.

Lorraine Broughton to twarda zawodniczka. Bez problemu radzi sobie z niejednym przeciwnikiem, niczym solidny karateka. Oprócz tego potrafi ukrywać swoją tożsamość i kłamać bez mrugnięcia okiem. Od samego początku filmu, kiedy jesteśmy świadkami jej przesłuchania, bije od niej chłód – nie sposób jednak nie polubić tej postaci. Broughton, wysłana na zlecenie MI6 do ówczesnych Niemiec, ma za zadanie przejąć listę podwójnych agentów, na której znajduje się wiele nazwisk, w tym… Broughton. Zrobi to w rytmie hitów z lat osiemdziesiątych, z papierosem w ręce, delektując się radziecką wódką Stolichnaya – czystą, na lodzie, jak na prawdziwą twardzielkę przystało.

 

 

„Atomic Blonde” to film przypominający czasy upadku muru berlińskiego, ale jednocześnie znacznie odbiegający od historii. Reżyser luźno podszedł do autentyczności, np. jednego dnia pokazując Berlin zachodni w słońcu, a drugiego jego wschodnią część zasypaną śniegiem po kostki głównych bohaterów. Nie można mu odmówić jednak dbałości o ścieżkę dźwiękową, która jest mocną stroną tego filmu. David Bowie, George Michael i wielu innych doskonałych muzyków, ale przede wszystkim Nena – królowa niemieckiej muzyki punk-rockowej, a zarazem muzyczna twarz niemieckiego buntu lat osiemdziesiątych.

 

Tę produkcję należy docenić również od kwestii technicznej. Wspaniałe kadry wpływają na emocjonalność filmu. Odpowiednie oświetlenie dodaje mu tajemniczości. Przejścia kamery natomiast idealnie zgrywają się z dopasowaną do nich ścieżką dźwiękową. Pod tym względem film jest doskonały. Również Charlize Theron jest doskonała. Czegoś jednak w tym filmie zabrakło. Na pewno wcześniej wspomnianej już przeze mnie autentyczności. Czego jeszcze?

 

Przekonajcie się sami… „Atomic Blonde” z całą pewnością warto zobaczyć na dużym ekranie. W domowych warunkach nie zauważycie tak dokładnie pracy kamery, która jest tu najistotniejsza. Z całą pewnością nie raz uśmiechniecie się pod nosem, słysząc dźwięki kolejnej ulubionej piosenki. I wyjdziecie z kina z pewnym niedosytem, ale i przeświadczeniem, że to był naprawdę dobry film.  

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska