„Wszystko co złe”, czyli Sarius znów to zrobił [RECENZJA]

04/09/2018

 

Sarius to raper ze słynnego osiedla 1000-lecia w Częstochowie. Zadebiutował w 2013 roku w Asfalt Records, a jego talent docenił między innymi O.S.T.R. Mimo młodego wieku twórczość Sariusa cechuje niezwykła dojrzałość, co widać zwłaszcza na ostatnim albumie „Antihype”. Właśnie od tego albumu zaczął się kolejny, ważny krok w karierze Mariusza (bo tak ma na imię artysta). Oczekiwania fanów w związku z nową płytą były ogromne – czy Sarius im sprostał?

„Wszystko co złe” swoją premierę miał 31.08.2018 r., jednak album ten można było zamówić już wcześniej przez oficjalną stronę artysty. Preorder, oprócz płyty zawierał także zestaw przypinek, plakat z autografem Sariusa i niespodziankę – opaskę „Antihype”. Przed premierą raper wypuścił trzy klipy do utworów „Kurtyna”, „Wiking”, „Zasięg/Dobry dobry chłopak”.

Za produkcję nowej płyty ponownie odpowiadał w głównej mierze Gibbs, choć dwa utwory wyprodukował KPSN. Co więcej, „Wszystko co złe” zawiera wyłącznie 10 piosenek:

 

1. „Dobry chłopak” (feat. Szpaku)

2. Wszystko co złe”

3. Dziecko wojny”

4. Gadaj do rzeczy” (feat. Gedz)

5. Wspaniały i wielki”

6. Definicja”

7. Powiedział mi ktoś”

8. Kurtyna”

9. Zasięg”

10. Wiking”

 

To tyle z informacji wstępnych. Przejdźmy jednak do pytania postawionego na początku artykułu – czy Sarius dał radę? DAŁ. I TO JESZCZE JAK!

Nowa płyta rapera to prawdziwe dzieło sztuki. Przemyślane od początku do końca. Widać, że nic nie dzieje się tutaj przypadkowo. Sarius w jednym z wywiadów sam mówił o tym jak „Wszystko co złe” powstawało:

 

Musiałem zebrać się w studiu i wyrzucić z siebie pewne rzeczy. Metaforycznie rzecz ujmując, stałem się w 100% swoją muzyką. W tym momencie zabiłem poprzedniego siebie i zostawiłem na tej płycie wszystko co złe.

 

Po przesłuchaniu tego albumu dochodzimy do wniosku, że wyznanie rapera nie jest wyłącznie tanim chwytem marketingowym. Z tej płyty bije autentyczność. Cholerna autentyczność. A to ważne, zwłaszcza w takim gatunku jakim jest rap. Ostatnimi czasy na polskiej scenie hip-hopowej zaczęły dziać się złe rzeczy (np. Taconafide), jednak Sarius przywraca wiarę, że można robić muzykę. Dobrą muzykę. I trafić do szerszej publiczności. Właśnie to jest cecha konstytuująca Mariusza jako artystę.

 

 

Zobacz także: Znowu mamy PRO8L3M

 

„Wszystko co złe” przykuwa uwagę przede wszystkim tekstem. Nie jest to odkrywcza myśl, zwłaszcza dla osób, które doskonale znają twórczość Sariusa. Mimo wszystko trzeba mu oddać, że na tej płycie raper przeszedł samego siebie. Tyle bólu, smutku, emocji... Utworów na płycie nie można podzielić na gorsze i lepsze. Wszystkie są na takim samym, wysokim poziomie. Wiecie czym charakteryzuje się dobre dzieło? Tym, że po skończonej lekturze/filmie/odsłuchu płyty zadajecie sobie pytanie „Skąd ten autor tyle o mnie wie?”. Dla mnie nowa płyta Sariusa to takie arcydzieło.

 

 

Zobacz także: Osobista spowiedź Ostrego

 

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób powie, „Och, jak można tak zachwycać się zwykłym albumem?”. Ano, można! Bo to nie jest zwykły album. Sarius pokazuje, jak trudno odnaleźć się w dzisiejszym świecie. W świecie pełnym fałszu, kruchych relacji, pieniądza, ułudy. Podczas obcowania z tą płytą dopada nas smutek, rodzaj melancholii, czujemy się dość nieswojo. Słuchamy o problemach chłopaka z 1000-lecia i zdajemy sobie sprawę, że przecież niejednokrotnie mieliśmy podobne myśli. Co więcej, współczujemy Sariusowi, bo facet naprawdę wiele przeszedł. Z jednej strony chcemy, by w końcu mu się ułożyło, bo zasługuje na to, jednak z drugiej strony ciągle mamy pragnienie, by tworzył więcej, więcej i więcej. Płyta „Wszystko co złe” wywołuje skrajne emocje w człowieku. I oto właśnie w sztuce chodzi. O emocje i o prawdę.

 

 

Zobacz także: Miuosh jakiego nie znacie

 

Wielka pochwała należy się także producentowi płyty – niezawodnemu Gibbsowi. Przybylski ponownie pokazał jak powinno się to robić. Album jest spójny artystycznie, ale widać, że piosenki nie są do siebie podobne. I dobrze. Każdy utwór cechuje oryginalność, już po kilku sekundach możemy rozróżnić, czy słyszymy właśnie „Dobrego chłopaka” czy „Wikinga”.

 

Nie chcę już przedłużać – napiszę tylko na zakończenie, że Sarius znów to zrobił! Takich artystów warto wspierać i mówić o nich głośno. Najlepiej kupić płytę i iść na koncert. Obiecuję, że będzie warto.

 

Dajcie znać, czy znaliście Sariusa wcześniej, a może pierwszy raz o nim słyszycie? No i koniecznie jak „siadły” wam nowe single?

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska