Vyrh – „Majestat skał i złamań otwartych”

22/12/2017

 

Muzyka to nie tylko dźwięki wydobywane z takiego czy innego instrumentu, odpowiednio dopasowane, przetworzone i sklejone w całość. To znacznie, znacznie więcej. Przełamywanie schematów, wprowadzanie innowacyjnych elementów do konstrukcji utworów, jednym słowem – koncept, idea są tym, co decyduje o wartości i jakości tego czy owego zespołu, albumu, itp. Wpływa również w dużym stopniu na popularność. Jednak dość często bywa i tak, że jednymi z najbardziej ciekawych i właśnie odkrywczych, nieszablonowych są te projekty muzyczne, które pozostają w undergroundzie z różnych względów. Czy to z powodu tworzenia muzyki wyłącznie na użytek własny, bez chęci uzyskania rozgłosu bądź ze względów finansowych  lub też z przyczyn jeszcze odmiennych.

Dziś chciałbym napisać słów kilka o bardzo ciekawym według mnie muzycznym projekcie znanym pod nazwą Vyrh i o jego debiutanckim albumie – „Majestat skał i złamań otwartych”.

 

Jak czytamy na oficjalnym profilu na Bandcampie, Vyrh to projekt dark ambientowy/occultowy, z wpływami black metalu i muzyki eksperymentalnej, shoegaze’u, drone, który zainspirowany został tragicznymi wydarzeniami w górach. I już po tytułach utworów wiemy, że może być mrocznie, zagadkowo, a co najważniejsze, interesująco. „Żleb Drege’a”, „Rocky Summit” czy „Przełęcz Diatłowa” – to tylko niektóre z tajemniczo brzmiących dla przeciętnego słuchacza nazwy utworów. Widzimy więc, że Vyrh chce nas zabrać w muzyczną podróż po tych zakątkach świata, do których nie mamy na co dzień dostępu i gdzie nastąpiły tragiczne, a i często tajemnicze wydarzenia podczas górskich ekspedycji. A więc zbudowana na bazie ambientowo-blackmetalowej (choć black metalu jest tu bardzo niewiele) opowieść rozszerza jeszcze zakres tematyczny tego typu muzyki. Zamiarem muzyków było wtargnięcie do ludzkiej świadomości w sytuacjach zagrożenia, spojrzenie na to, jak zachowuje się wtedy psychika człowieka.

 

Album jest tak klimatyczny, że w momencie, gdy słuchałem go pierwszy raz czułem, jakbym znajdował się na górskim szlaku i podążał w wyznaczonym przez siebie kierunku. To nieszablonowa mieszanka dźwięków, które mają za zadanie naszkicować właśnie górski krajobraz naszych Tatr czy atmosferę niebezpiecznego Uralu, a z drugiej strony zrodzić poczucie lęku przed przepastną przestrzenią, gdzie wielokrotnie ginęli ludzie. W „Żlebie Drege’a” wykorzystano nagranie wiatru wiejącego gdzieś w Tatrach, co od razu wprowadza nas w nerwowy stan. Gdzieś w tle gra mocno przesterowana gitara, słychać jakieś piski i inne, dziwne odgłosy. Wiemy już, że to nie będzie do końca bezpieczna wycieczka, i kto wie, czy w pełni udana. „Majestat skał i złamań otwartych” to osobliwy pejzaż gór ukuty przy pomocy muzyki. W „Rocky Summit” pojawia się na samym początku delikatny odgłos ludzkiego oddechu i szelest ubrań, tak jakby ktoś próbował zasnąć w obozowym namiocie gdzieś właśnie u stóp Broad Peak.

 

W „Biały Jar, biała cisza” za pomocą dźwięków imitujących wiatr nawiązano do wydarzeń, które miały kilkukrotnie miejsce w Białym Jarze w Karkonoszach. To miejsce tragicznych wydarzeń, gdzie w skutek zejścia lawiny wiele razy ginęli ludzie. Po gwałtownych, niespokojnych szelestach i tonach następuje cisza, ponieważ po śmiertelnych ofiarach gór nie pozostaje nic oprócz wietrznej ciszy.

 

Tam, gdzie zmienia się atmosfera utworu, zmienia się również dobór dźwięków. Typowo blackmetalowy „Próżna lodowa próżnia” zabiera nas gdzieś wysoko w góry. Jest niebezpiecznie, wieją wiatry, a wokoło nas jest przepaść. Utrzymany w melancholijnej tonacji kawałek nie pozostawia złudzeń – do gór trzeba czuć respekt.

 

Każdy z utworów na tej płycie chce nam pokazać wycinek wysokogórskiej historii. Wokół motywu przewodniego zbudowana jest dźwiękowa osnowa, dopasowana do tematyki. Słuchacz czuje, że bierze aktywny udział w wyprawie, a Vyrh jest swego rodzaju przewodnikiem po nieznanych terenach, bajarzem opowiadającym górskie, na wpół prawdziwe historie i przygody. Jest dla słuchającego tym, kim dla podmiotu w „Sonetach krymskich” był Mirza. Człowiekiem stamtąd, człowiekiem z gór, mówiącym, że miejsca te nie powinny być dostępne dla wszystkich ludzi.

 

Każdy może mieć inne odczucia podczas słuchania tego albumu, bo każdy też odmiennie percypuje dźwięki. Mamy także różne wspomnienia z gór. Nie ważne jednak, czy kiedykolwiek byliście w górach i chodziliście po tych wyższych bądź niższych partiach. Ważne, że gdy włączycie „Majestat skał i złamań otwartych” to przeniesiecie się w niedostępne na co dzień górskie, magiczne i ezoteryczne zakątki.

 

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska