„Szprycer": Taco, dlaczego?

11/08/2017

 

Według fanów, najnowsze dziecko” Filipa Szcześniaka to nie do końca udany eksperyment. „Szprycer” spotkał się z niezbyt przychylnymi opiniami, a subiektywne odczucia sympatyków Taco nasycone są jedynie negatywnymi emocjami.

Do czego zdążył przyzwyczaić nas jeden z najbardziej oryginalnych raperów w naszym kraju? Do świeżości, niebanalnego flow, nietuzinkowych tekstów i przede wszystkim - inności muzycznej. Zaryzykować można stwierdzenie, że u Szcześniaka drzemie także niemały talent literacki, co czarno na białym prezentuje umiejętnie dobrany splot słów, niejednokrotnie pasujących do siebie jedynie w podświadomy sposób. Zaczął od płyty („Trójkąt warszawski), która osadzona została w kanonach objawienia muzycznego, a jego pseudonim gościł na ustach sympatyków nie tylko rapu. Zainteresowali się nim również ludzie trwoniący od jednostajnych bitów, miłujący bardziej ostre brzmienia - a to już spory sukces.

 

Pora na „Szprycer”. Chce się więc krzyknąć: „Taco, dlaczego?!’’ No właśnie. Dlaczego? Na pierwszy rzut ucha wszystkie dziewięć kawałków wydaje się zlewać w całość, a żaden z nich nie ma w sobie niczego ciekawego do zaoferowania. Fani coraz częściej pytają, co się stało z tym oryginalnym raperem z 2014 roku? Można wybaczyć mu chęć eksperymentu i próby zbliżenia do bardziej klasycznych EP-ek, jakie wchodzą na rynek muzyczny jedna za drugą, nie pozostawiając po sobie wiele dobrego. Wydawać by się mogło, że takie tłumaczenie jest do obronienia, tymczasem „Szprycer” to gorsza wersja „Marmuru”. Monotonia w dźwiękach jest zła tylko wtedy, kiedy nie da się jej kupić, a „Umowa o dzieło czy „Trójkąt... to płyty, wobec których nikt nie powinien przejść obojętnie. Co dostajemy więc tym razem? Mało urozmaicone flow, dużo biedniejsze sploty słów i nadmiar autotune’u, który wręcz wylewa się ze wszystkich kawałków. Już drugi raz z rzędu Szcześniak popełnia ten sam błąd, który odbija się echem głosu fanów. Nie da się wsiąknąć w najnowszą płytę mimo wielu prób - bo przecież to ten sam Taco Hemingway, którego pokochały miliony. Nie do końca radzi sobie jednak z nowoczesnymi brzmieniami, co sprawia wrażenie sztuczności, bijącej od każdego z kawałków. Nie zapada w pamięć, a kolejne numery robione są na siłę, co znacznie obniża jakość krążka. Należy więc trzymać kciuki za powrót na właściwe tory, które dały początek całkiem obiecującej karierze.

 

Miałem pisać, dziś nie wyszło

 

„Nostalgia” doczekała się klipu. Nie bez powodu, ponieważ to jeden z bardziej interesujących kawałków na najnowszej EP-ce. Bije od niego szczerość i można odnaleźć przebłyski starych, dobrych tekstów Taco. Jedyną wadą jest z całą pewnością wrażenie, że raper to podstarzały człowiek, emanujący jedynie negatywnymi emocjami. Cóż, tytuł zobowiązuje. Drugą interesującą rzeczą jest odczucie, że Szcześniak mówi otwarcie o swoim eksperymencie muzycznym, w którym nie do końca dobrze się czuje - bo jak inaczej wytłumaczyć „Ziomek mi powiedział, że mam potencjał, który najprawdopodobniej zmarnuję” czy Z drugiej chciałbym robić hajs, nie czuć w sumie nic poza tym?

 

Łykam bas, niby tlen

 

Zatrzymajmy się przy „Tlenie”. To jeden z nielicznych kawałków, który przykuwa uwagę, a opowiedziana w nim historia krąży w głowach jeszcze bardzo długo po przesłuchaniu i, co najważniejsze, można do niej wrócić bez wyrzutów sumienia. Stary, mocny Taco, który jednak może i da się lubić. Dzięki niemu wielu słuchaczy może poczuć zapach „Trójkąta warszawskiego”, co powinno być jednym z lepszych argumentów, zachęcających do odsłuchu. W końcu tekst, który można w całości przełożyć na życie, z którym bez problemu utożsamia się statystyczny człowiek, wracający zmęczony po nocnej zmianie do ciepłego łóżka i golden retrievera.

 

„Szprycer” uznajmy za eksperyment, wstrzymując się od pochopnych osądów. Szkoda jakości, która zawsze u rapera stanowiła podwalinę każdego numeru, co przekładało się mocno w odsłuchu. Pozostaje mieć nadzieje, że Taco szybko skończy z eksperymentami, powracając na stare śmieci. Znikoma ilość elektryzujących tekstów to podstawowy błąd, jaki pojawia się w najnowszych dwóch płytach Szcześniaka. To może zacząć niepokoić, szczególnie wiernych sympatyków jego oryginalnego flow, które zaczął gdzieś gubić już przy Wosku.

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska