Sodoma – hipokryzja i władza [RECENZJA]

22/05/2020

 

,,Kim jestem żeby oceniać?” – zapytał kiedyś papież Franciszek, stwierdzając, że homoseksualizm nie jest przeszkodą w służbie Bogu. Dlaczego zatem tak wielu księży jest innego zdania? Homoseksualizm, LGBT+, antykoncepcja – to nie jest często jedynie kwestia innej opinii, do której każdy ma przecież prawo. Nieraz czyni się z tych tematów priorytet posługi kapłańskiej i prowadzi agresywne, bezkompromisowe walki o ziszczenie swojej wizji świata, która jest uznawana za jedyną i słuszną.

 

Frédéric Martel to francuski pisarz i dziennikarz oraz doktor nauk społecznych. Jest autorem dziesięciu książek, z czego w Polsce ukazały się trzy: „Polityka kulturalna Stanów Zjednoczonych”, „Mainstream. Co podoba się wszędzie na świecie” i „Sodoma”.

 

„Sodoma” liczy sobie 715 stron (przy czym trzy dodatkowe rozdziały są dostępne w Internecie). Na każdej z nich obnażana jest, tak jak mowa na stronie tytułowej, „hipokryzja i władza w Watykanie” (choć nie jest to tylko Watykan). Na każdej stronie przedstawiane są takie wątki jak: nadużycia seksualne, homoseksualizm, demoralizacja, środowisko LGBT+, „ideologia” gender, prezerwatywy, prostytutki, bogactwo i mizoginizm.

 

To mierzi i uwiera. O ile dobry kryminał czyta się czasem z wykrzywioną ze wstrętu (przez różne krwawe opisy) twarzą, to jest w tym coś wciągającego. Sprawia to, że nie chce się przerywać i w rezultacie czyta się jednym tchem. W przypadku „Sodomy” czytelnik dosłownie się męczy. Męki przerywane są uczuciem obrzydzenia, które momentami narasta do tego stopnia, że trzeba robić sobie przerwy. Często czuje się przesyt informacyjny - za dużo tego, więcej wiadomości nie da się rady przełknąć, nie jest się gotowym żeby to przyswoić. Właściwie, lepiej już nie wiedzieć. Ale jak długo można żyć w takiej niewiedzy? Od „Spotlight” po „Sodomę”, czy „Tylko nie mów nikomu” i obecnej na YouTube drugiej części filmu dokumentalnego braci Sekielskich o pedofilii w polskim kościele, „Zabawa w chowanego”. Odpowiem - dłużej już nie można. Trzeba przetrzeć oczy ze zdumienia i iść łamać fałszywie przyklejone aureole.

 

Temat jest trudny. Czytanie „Sodomy” po prostu boli. Ale musi boleć, bo prawda często boli. Nie można milczeć. Nie można się bać trudnych tematów. Tak, jak nie bali się zarówno Frédéric Martel, jak i bracia Sekielscy, przedstawiając w książce oraz filmach owoc swojej rzetelnej dziennikarskiej pracy, dociekań i odkrywania brutalnej prawdy. To obrzydliwe. Ale tacy bywają ludzie, którzy za wszelką cenę próbują ukryć swoją naturę. A ukrywanie często kończy fiaskiem i tragedią, nie ich samych, ale innych ludzi. W „Sodomie” mówi się o ludziach, bo ludzie bywają bardzo słabi i często do cna zgnili w środku. Jak wypolerowane na sklepowej półce jabłka, uważają się za autorytety, które głoszą słowo boże, mają konsekrowane ręce i dostają auta od bezdomnych… Roszczą sobie prawo do mówienia jak żyć, kogo czeka potępienie, a co jest błogosławieństwem. Kompletnie odrzucając myśl o tym, że mogą się mylić, ba, złym prowadzeniem tłumu doprowadzać do tragedii. Ich słowa są często jak rzucony granat, który gdy wybucha, zbiera tragiczne żniwo.

 

Obsesje na punkcje homoseksualizmu, małżeństw jednopłciowych, antykoncepcji. Obsesje, bo kapłani o których pisze Martel są wręcz zafiksowani na punkcie tych kwestii. W „Sodomie” to bardzo wyraźnie wybrzmiewa. Autor książki przeprowadzając wywiady, gromadząc materiały, pracując nad książką, zauważa kilkanaście powtarzalnych reguł wynikających z zachowania kapłanów. Formułuje na tej podstawie czternaście zasad, z których jedna wyraża się w tym, że im bardziej kapłan jest homofobiczny, tym większe jest prawdopodobieństwo, że sam jest gejem.

 

Zafiksowanie na punkcie różnych tematów nie bierze się znikąd. Strona za stroną, zdanie za zdaniem, wylewa się kolejna obłuda. Przepych, bogactwo, prostytutki, najczęściej męskie i najczęściej o wyjątkowej, dziecięcej urodzie. Dlaczego? Bo mogą, bo nikt im nie zabroni, bo im się należy, a może jeszcze, bo Bóg tak chciał… Wszystko mnie boli gdy czytam „Sodomę”, tak jak gdy oglądam film braci Sekielskich. Tak się kończy dawanie władzy nad własnymi sumieniami, zachowaniami i życiem złym osobom. Trzeba się zastanowić kogo czynimy swoimi autorytetami, dlaczego i czy ci ludzie są tego warci. Z całą swą zgnilizną, zepsuciem i obłudą. Roszczeniem sobie prawa do tego, by mówić ludziom jak mają żyć. Co jest dobre, a co nie. Nie świecąc tym samym nawet najmniejszym światełkiem przykładu. Nie wszyscy tacy są, ale jest ich na tyle dużo, że trzeba się martwić, trzeba się buntować i trzeba się wkurzać. Tego już zbyt wiele. Należy postawić granice, bo niestawianie ich doprowadza do tragedii, jak na przykład potępianie przez kościół środków antykoncepcyjnych, z naciskiem na prezerwatywy, co doprowadziło do spowodowanych chorobą AIDS śmierci 35 mln ludzi.

 

Tytuł książki jest adekwatny do umieszczonych w niej opisów. Tego nie czyta się miło, prosto i przyjemnie. Czytanie boli i wyłażąca na każdej kartce prawda również. Czyta się to z poczuciem szoku i  niedowierzaniem, bo istotnie nie chce się w to wszystko wierzyć. Wielokrotnie miałam tak, że sprawdzałam w Internecie nazwiska kapłanów czy w ogóle istnieją, wątpiąc w ich prawdziwość. To jest straszne. To jest brutalne. Ale to jest potrzebne. Świat musi wiedzieć. Wierzący i niewierzący. To jest choroba systemu. Równi i równiejsi. Wyłączeni z prawa, chronieni jak jacyś nadludzie, a ta książka bardzo dobrze pokazuje – to tylko ludzie. I to jeszcze bardzo zabłąkani. Im potrzeba pomóc, ich trzeba potrząsnąć, ich trzeba obudzić – halo! Nie jesteście lepsi! Ba! Bywacie obrzydliwi. Każda strona to homofilia, ale i homofobia, pro-life, antykoncepcja, zakaz cudzołóstwa. I to wszystko skontrastowane z niczym innym, jak podwójnym życiem, korzystaniem z prostytutek, pedofilią i bytem dalekim od skromnego. Nie do wiary i wiara nie ma z tym nic wspólnego.

 

„Sodomę” czytałam z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, zbierając momentami szczękę z podłogi. Wychowana w katolickiej rodzinie, małym miasteczku z tradycjami i wielkim szacunkiem do księży, poczułam się oszukana. Gdyby ktoś miał wątpliwości – oczywiście, że nie wszyscy księża są tacy, jak w filmie Sekielskich czy książce „Sodoma”. Jest ich jednak zdecydowanie za dużo. Zdecydowanie to wszystko już bardzo dawno temu wymknęło się spod kontroli. Wielu kapłanów musi zrzucić przyklejoną, sztuczną aureolę i żałować za swoje czyny. Wielkie „nie” dla ich nienaruszalności, ukrywania, przenoszenia z parafii do parafii.

 

Frédéric Martel pokazuje, że w wielu przypadkach to nie jest posługa kapłańska, a raczej robienie kariery, której celem jest bogacenie się, życie w luksusie i nieustające wypełnianie swoich dziwnych  priorytetów. Tyle jest do zrobienia w kościele katolickim, a wciąż walczy się z ludźmi ze środowiska LGBT+, małżeństwami jednopłciowymi i prezerwatywami oraz proponuje absurdalne terapie naprawcze dla homoseksualistów. To sami aktorzy walczący ze wszystkim, co odmienne, jednocześnie prowadzący podwójne życie. W tej książce zostaje obnażone jak skrajna prawica dochodzi do władzy, zabiera głos i jakie są tego skutki. Wiele autorytetów zostaje w „Sodomie” zburzonych. Postać Jana Pawła II i jego nieskazitelność również poddaje się w wątpliwość. To jest niewygodne. U nas nie wolno tak mówić – to tabu, nienaruszalna postać.

 

Skąd pedofilia? Często z wcześniejszego bycia ofiarą wykorzystywania, tłumionej męskiej gospodarki seksualnej przez obowiązujący celibat, a może wynik zaburzeń psychicznych. Nie wydaje się to jednak istotne, bo nic takich czynów nie usprawiedliwia. Najbardziej jednak boli milczenie innych, którzy muszą wiedzieć, domyślać się, podejrzewać, a mimo to pozostają bezczynni.                                           

Skąd tak powszechny homoseksualizm wśród kapłanów? Gdy orientacja homoseksualna była mocno potępiana przez władzę, mężczyźni często wybierali bezpieczniejszą drogę i kierowali się do seminariów. Tam okazywało się, że spotykali podobnych do siebie, nie musieli zatem udawać i obnażali swoją naturę. Niektórzy nie mogli znieść tego ukrywania, narzuconego im celibatu, więc dochodziło do mniej lub bardziej głośnych coming-outów, które zawsze wzbudzały poruszenie. Kilka takich nazwisk można znaleźć w „Sodomie” (ten powód, jako jeden z wielu, jest często podkreślany w książce).           

 

Jeśli ktoś stoi pomiędzy „chodzić” a „nie chodzić” do kościoła, ta książka czy filmy dokumentalne o pedofilii lub tzw. lobby gejowskim mogą skłonić bardziej w stronę, która nie jest pożądana przez kapłanów. Jakkolwiek prokatoliccy byśmy nie byli, fakty są faktami. Pedofilia w kościele to nie jest zjawisko jednostkowe, a powszechne. Ukrywanie tego to krzywda wyrządzana ofiarom, jakby nie dosyć były już poszkodowane.

 

„Sodoma” ukazała się w dwudziestu krajach i ośmiu językach. Na jej potrzeby wykorzystano wiele źródeł. Dziennikarskie śledztwo trwało cztery lata. W tym czasie przeprowadzono wywiady z ponad tysiącem pięciuset osobami w Watykanie oraz innych 30 krajach: 41 kardynałów, 52 biskupów i monsiniorów, 45 nuncjuszy apostolskich i zagranicznych ambasadorów oraz ponad 200 księży i seminarzystów. Nie pośrednio a face-to-face. Bibliografia została złożona z 1000 odniesień, książek, artykułów. Książka powstała przy pomocy 80 researcherów, korespondentów, doradców, pomocników i tłumaczy. Czyta się to trudno ze względu na sam temat, ale i ogrom trudnych do wymówienia nazwisk – ikon hipokryzji. Książka nie obejmuje źródeł, notatek, bibliografii i nazwisk researcherów oraz trzech dodatkowych rozdziałów, bo były zbyt długie. Można je za to znaleźć w Internecie. Zbiór dokumentów „Sodomy” można znaleźć pod adresem www.sodoma.fr. Systematycznie pojawiają się również uaktualnienia, które można znaleźć pod hasztagiem #sodoma, na Facebooku #fredercmartel oraz Instagramie  #martelfrederic. Niestety teksty są jedynie w języku francuskim.

 

„Sodomę” dostałam na urodziny. Cóż, takich rzeczy nie dostaje się przy tego typu okolicznościach. Ale w sumie to mam uważnych znajomych, którzy wiedzieli, że muszę tę książkę mieć i ją przeczytać. Być może chcieli żebym przewertowała ją i streściła, bo sami nie mieli sił przez to przebrnąć. W każdym razie – nie żałuję, bo to trzeba przeczytać. To kawał dobrej, rzetelnej, skrupulatnej roboty dziennikarskiej. I choć czułam obawy do napisania tekstu na ten temat, teraz wiem, że musiałam to zrobić.

W kontekście nowego filmu braci Sekielskich, „Zabawa w chowanego”, ludzie są coraz bardziej wściekli. Musi nastąpić pewien koniec i nowy początek, o ile to możliwe.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska