"Parasite", czyli emocjonalny rollercoaster z przesłaniem

 

Pomimo, że koreańska popkultura coraz bardziej zyskuje na popularności, sytuacja tamtejszej kinematografii prezentuje się zgoła odmiennie. Najnowszy film Bong Joon-ho, jednego z ulubionych reżyserów samego Tarantino, na każdym kroku udowadnia,że jest to niesłuszne, tym samym ukazując nam świat, w którym podziały społeczne skutecznie oddalają nas od siebie nawzajem.

Oto klaustrofobiczne małe mieszkanie w robotniczej części Seulu zamieszkałe przez rodzinę Kim. Choć żyje ona poniżej minimum socjalnego,zarabiając na życie składaniem pudełek po pizzy, jej członkowie zdają się cieszyć każdym dniem. Pewnego dnia niedoszły student Ki-woo otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Ma zostać korepetytorem języka angielskiego córki zamożnego państwa  Park. Jako, że nie posiada odpowiednich kwalifikacji decyduje się z pomocą siostry podrobić dyplom ukończenia studiów. Wkrótce też po otrzymaniu zatrudnienia, przyprowadza ją do domu Parków w roli nauczycielki plastyki dla ich syna.

 

 

 Ta z pozoru groteskowo brzmiąca historia szybko prowadzi do prawdziwej lawiny nieprawdopodobnych zdarzeń, a w konsekwencji do nieuchronnej katastrofy. Bong Joon-ho przyzwyczaił nas w swoich filmach ("Okja", "The Host","Memories  of Murder") do świadomego mylenia tropów i zabawy gatunkami. Dlatego też przez pierwszą połowę filmu otrzymujemy czarną komedię, która ma za zadanie nas zrelaksować i rozbawić, by później za sprawą nietypowego zwrotu akcji wpaść w konwencję thrillera, horroru czy dramatu. Wykorzystując  te środki reżyser w mistrzowski sposób objawia nam palący problem podziałów ze względu na status społeczny, nie opowiadając się przy tym za żadną ze stron. Owszem, biedni państwo Kim dopuścili się oszustwa i wykorzystali naiwność bogaczy, lecz i państwo Park nie byli tutaj bez winy.

Łatwowierni i egoistyczni, wciąż wierzą w ideę amerykańskiego snu.

 

 

Fakt,że "Parasite" został laureatem Złotej Palmy na festiwalu w Cannes,pokonując tym samym takie nazwiska jak Tarantino, czy Almodovar miał swoją jasną przyczynę. Seans tego filmu pozostawia w głowie wiele pytań i efleksji, ale przede wszystkim urzeka. Urzeka swymi kadrami,muzyką, sinusoidealnym ładunkiem emocji. I jakkolwiek produkcje azjatyckie często uznawane są za specyficzne, tak jeśli mielibyście obejrzeć chociaż jeden nowy film w roku,zdecydowanie powinno być to "Parasite".

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska