Osobista spowiedź Ostrego

05/07/2017

 

Największa płyta w muzycznej egzystencji łódzkiego rapera, Adama „O.S.T.R.” Ostrowskiego, była hitem 2016 roku. „Życie po śmierci” to platynowy krążek, który zyskał w oczach fanów i pozwolił Ostremu na nowo tchnąć ducha świeżości w jego własną twórczość.

 

Gdyby spojrzeć powierzchownie na tytuł płyty, można by rzec, że oznacza on prostą metaforę przejścia z monotonii w bitach na nieco żywszy koloryt brzmienia. Po części jest to prawdą, ale chodzi tu bardziej o dosłowne balansowanie na granicy życia i śmierci, które było skutkiem poważnego wypadku podczas jednego z koncertów. Pół roku przemyśleń, pisania, aż wreszcie kumulacja emocji, które zostały przelane do wszystkich 22 utworów.

 

Jeśli mowa o najbardziej emocjonalnym kawałku z płyty, bez wątpienia jest to „Spowiedź”. Z mocnym przekazem, niosący wiarę tym, którzy ją utracili. Jeden z nielicznych numerów na EP-ce, którego słuchając ma się wrażenie bezpośredniej rozmowy z raperem. Już nie po raz pierwszy O.S.T.R. czaruje nas głębią swojego głosu, który najbardziej podkreślony jest na początku zwrotek. Bez zbędnej maniery, z pewną pretensjonalnością, ale pozbawiony wyrzutu. Jedyną wadą są nieco trywialne wstawki, które zagłuszają jakość bitu, zbędne szczególnie przy zsynchronizowaniu słów z teledyskiem. Całość jest jednak konfrontacją wartościowych zwrotek z przystępną muzyką. Polski raper nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, jeśli chodzi o swoją twórczość.

 

Największą sztuką jest mówić o tragicznych wydarzeniach ze swojego życia z takim skutkiem, by ludzie chcieli tego słuchać – by ta muzyka niosła im wiarę na następny dzień. I właśnie to robi Ostry, chociażby w przypadku „Życia po śmierci”, jedenastego numeru na płycie. Krótkie monologi artysty, barwa ciemniejsza niż zwykle i chaos emocjonalny, trafiający do najbardziej zatwardziałego z serc sceptycznie nastawionych do twórczości rapera.

 

Wszystko na płycie jest solidnie przemyślane – od najdrobniejszych elementarnych szczegółów, grę słów, poprzez gości, którzy dopełniają specyficzną stylistykę albumu. Częste zmiany flow, łączenie nowoczesnych rytmów z klasycznymi, jak w przypadku „WudźTangClan”, które nadają bardziej osobistego charakteru EP-ce.

 

Wydawać by się mogło, że od 2010 roku Ostry niczym więcej nie będzie w stanie nas zaskoczyć. W muzycznej twórczości artysty brakowało tak emocjonalnej płyty, która zdobyłaby uznanie nawet u osób, które na co dzień stronią od rapu. I jestem przekonana, że Ostrowski nie postawił jeszcze kropki nad i, a jego kolejne krążki będą na równie wysokim poziomie. Włączając „play”, słysząc słowa „Tak naprawdę miało mnie tu nie być. Nigdy bym nie przypuszczał, że przeżyję własną śmierć, w sumie – kto by się nad tym zastanawiał (...)” chcesz tej historii więcej i więcej... a raper serwuje nam niezapomnianą, ponad godzinną podróż po własnych emocjach, strachu, odrodzeniu.

 

 

Korekta: Justyna.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska