Minister do wycinki

 

Kolejna naprędce zmieniana ustawa i już rząd zbiera pierwsze jej owoce. Setki memów, komentarzy w mediach społecznościowych i nawoływań do zmiany ministra. Kaczyński zapowiada łatanie dziurawej nowelizacji, posłowie PiS sami przyznają się do błędu. Regulacje dotyczące wycinki drzew to kolejna sprawa, na której wykłada się partia rządząca. A może tak zamiast drzew wyciąć ministra środowiska? Z posady rzecz jasna.

                                                                                                                              

Na początek trochę teorii wyjaśniającej o co ten cały krzyk. Sprawa tyczy się nowelizacji ustawy o ochronie przyrody z 2004 roku. Planowane przez PiS zmiany dotyczą m.in. wycinki drzew na prywatnych posesjach. Od niespełna dwóch miesięcy możemy to robić bez pozwolenia, o ile jesteśmy osobą prywatną a planowana wycinka nie jest związana z działalnością gospodarczą. Tyle teorii, a jak to ma się w praktyce?

 

Może najpierw kwestia pozwoleń. Wydawać by się mogło, że tak pospiesznie przepychana nowelizacja, nad którą głosowanie odbyło się 16 grudnia, w delikatnie powiedziawszy „niesprzyjających” warunkach, przyniesie znaczące udogodnienia dla obywateli. I taki przeciętny Kowalski, któremu najzwyczajniej w świecie nie podoba się drzewo w ogródku, lub który zmaga się z nachalnymi gałęziami rysującymi szyby w kuchennym oknie, wreszcie będzie mógł wziąć sprawy w swoje ręce. Bez godzin walki z urzędnikami, pisania niezrozumiałych pism czy wypełniania setek rubryk. Ale czy wcześniej ta biurokracja była rzeczywiście tak skomplikowana? Otóż nie. Wystarczyło pojechać do urzędu miasta, złożyć wniosek, poczekać na ocenę stanu rzeczy przez urzędnika i gotowe! Można z czystym sumieniem sięgać po piłę. Jak widać, minister środowiska Jan Szyszko próbował obalić pierwszy mit związany z poprzednią wersją ustawy – utrudnienia biurokratyczne. Jaki wynik starcia? 1:0 dla logicznego myślenia. Gramy dalej.

 

Przejdźmy teraz z prywatnych podwórek na tereny nieco bardziej udrzewione i wzbudzające więcej zainteresowania. Znowelizowana ustawa nie dopuszcza wycinki bez pozwolenia na terenach będących lasami w ewidencji gruntów. Las lasowi jednak nie równy i nie każde zadrzewienie można określać tym mianem. Teren, gdzie rosną drzewa, i który nawet potocznie nazywany jest lasem, jeśli nie jest wpisany do ewidencji – lasem nie jest. I oczywiście tym samym jest niechroniony. I tak na przykład kazimierskie wąwozy, choć porośnięte pięknymi grądami, które lada chwila pokryje morze przylaszczek, można w myśl nowych przepisów ciąć do woli. Właściciel działeczki, na której położony jest jeden z malowniczych wąwozów w miasteczku słynącym z wąwozów, może urządzić prawdziwą rzeź niewiniątek, pozbywając się niechcianych drzew. Abstrahując od ewidentnego obniżenia walorów krajobrazowych, taka dobrowolna wycinka może prowadzić do znacznie poważniejszych konsekwencji. Drzewa bowiem powstrzymują erozję sprawiając, że przy obfitych deszczach z wąwozów nie spływa ziemia wraz ze wszystkim co się w niej znajduje. Wąwozy bez drzew? A proszę bardzo. Za to po kolana w błocie, bez przyjemnego cienia chroniącego przed upałem w letnie dni. Mało kusząca wizja? Czyli 2:0 dla logicznego myślenia.

 

Sprzątanie po zamieszaniu związanym z absurdalnymi pomysłami ministra Szyszki rozpoczął nie kto inny jak Wódz Naczelny – Jarosław Kaczyński. Podczas spotkania z warszawskimi i podwarszawskimi strukturami partii rządzącej zapowiedział zmiany dotyczące wycinki drzew na prywatnych posesjach. W piersi biją się również posłowie PiS jak chociażby Paweł Lisiecki, który przyznaje, że nowelizacja weszła za szybko, bez odpowiedniego rozeznania. Co na to minister Szyszko? Leśnik z zawodu, i jakby się mogło wydawać z zamiłowania, nie widzi nic złego w regulacji dotyczącej wycinki a kolejne zmiany w ustawie uzależnia od ewentualnych protestów społecznych.  Czyli myślenie na zasadzie „spróbuję przepchnąć nowelizacją, a nóż widelec się uda. A jak nie, to Prezes posprząta”. Starcie z logicznym myśleniem kończy się porażką Szyszki 0:3.

 

Owszem, Prezes powinien zastanowić się nad sprzątnięciem, ale ministra z jego stanowiska. Ktoś stojący na czele resortu ochrony środowiska winien chociaż stwarzać pozory, że mu na tym środowisku faktycznie zależy. Nie musi od razu przywiązywać się do drzew czy organizować protesty w obronie zagrożonych motyli – wystarczy odrobina konsekwencji i logicznego myślenia. A reakcja obywateli po wprowadzonej nowelizacji wskazuje, że nie jest im obojętny los środowiska. Pozostaje mieć nadzieję, że równie szybko jak poprzednia nowelizacja nastąpi kolejna, tym razem faktycznie chroniąca środowisko. A minister Szyszko swoim postępowaniem pokazał, że zasługuje na decyzję o odwołaniu ze stanowiska szefa resortu. W formie elektronicznej rzecz jasna, co by już więcej drzew na ministerialnej głupocie nie ucierpiało.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska