Odkryć ABBĘ na nowo z musicalem „Mamma Mia: Here we go again” [RECENZJA]

28/07/2018

 

 

„Mammia Mia: Here we go again” to kontynuacja opowieści amerykańskiego musicalu „Mamma Mia!”, który powstał w 2008 roku. Po sukcesie pierwszej części przyszła pora na sequel, a tym samym na kolejne przeboje szwedzkiej grupy ABBA. Jej działalność przypadała na lata 70. i początek lat 80. ubiegłego wieku. To na utworach zespołu bazuje cała fabuła filmu.

Wczoraj w Polsce odbyła się premiera superprodukcji. Reżyserem i scenarzystą widowiska jest Ol Parker. W obsadzie ponownie ujrzymy: Meryl Streep, Pierce’a Brosnana, Amandę Seyfried, Dominica Coopera, Colina Firtha, Stellana Skarsgårda, Julie Walters i Christine Baranski. Do nich dołączyli: Lily James, Cher, Alexa Davies, Jessica Keenan Wynn, Jeremy Irvine, Hugh Skinner, Josh Dylan oraz Andy Garcia. Usłyszeć ich mogliśmy już od 13 lipca, ponieważ wtedy odbyła się premiera oficjalnego albumu ze ścieżką dźwiękową wydanego przez wytwórnię Polydor Records. Na krążku znalazło się 18 utworów, a nad całością produkcji czuwał ich kompozytor, Benny Andersson.

 

Zobacz także: Premiery płyt – przegląd lipcowych zapowiedzi muzycznych

 

Krążek otwiera piosenka pt. „When I kissed the teacher”, pochodząca z albumu „Arrival” z 1976 roku. Wykonują ją Lily James, Celia Imrie oraz zespół The Dynamos. Nie odbiega aranżacją od oryginału (poza lekko zmienionym tekstem): na początku śpiew przy akompaniamencie gitary, później pozostałe instrumenty. Emanują mocną, pozytywną energią przy nieco uwspółcześnionym brzmieniu. To równocześnie pierwszy singiel zapowiadający płytę.

 

„I wonder (Departure)” to druga ścieżka zaczerpnięta z minimusicalu pt. „The girl with the golden hair” wykonywanego przez ABBĘ na zakończenie każdego koncertu podczas tournée w 1977 roku, a później umieszczona na krążku „The Album” wydanym w grudniu tego samego roku. W filmie została zaśpiewana przez Lily James, Jessicę Keenan Wynn i Alexę Davies. Aranżacja, poza instrumentalnym uwspółcześnieniem, nie uległa większym zniekształceniom i swoim charakterem nawiązuje do pierwowzoru.

 

Podobnie jak utwór „One of us” z ostatniego studyjnego albumu ABBY pt. „The Visitors” z 1981 roku. W nim po raz pierwszy możemy usłyszeć duet Amandy Seyfried i Dominica Coopera. Połączenie to wyszło całkiem zgrabnie, chociaż przy melodyjnym żeńskim wokalu ten drugi, męski, wypadł dość zwyczajnie, by nie powiedzieć, że płytko i nieemocjonalnie. W piosence tej słychać bałkański, południowy charakter, szczególnie w instrumentalnym wstępie.

 

Kolejną kompozycją na płycie jest „Waterloo” pochodzące z drugiego studyjnego albumu ABBY o tym samym tytule. Piosenka ta okazała się zwycięskim hitem dla Szwecji w Konkursie Piosenki Eurowizji w 1974 roku. W drugiej części musicalu „Mammia Mia!” wykonują ją Hugh Skinner oraz Lily James. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj brytyjski akcent angielskiego aktora. Może on odrobinę utrudniać odbiór piosenki tym, którzy przyzwyczajeni są do oryginalnego wydźwięku.

 

Żwawy, energiczny klimat utrzymuje kolejna ścieżka – „Why did it have to be me?”. Została ona zaczerpnięta ze wspomnianego już wcześniej czwartego albumu pt. „Arrival”. Na płycie słyszymy ją w interpretacji Josha Dylana, Lily James i Hugh Skinnera. W porównaniu z oryginałem wypada dość przeciętnie. Nawet pod względem instrumentalnym ciężko znaleźć coś, co odróżnia ją od pierwowzoru. Z wyjątkiem zmiękczenia, udelikatnienia podczas drugiej zwrotki.

 

Szósty utwór – „I have a dream” – znamy już z pierwszej części filmu. Piosenkę z albumu „Voulez-Vous” wydanego w 1979 roku tym razem wykonuje Lily James. Utrzymana jest w klimacie bałkańskiego, ciepłego południa i przynosi skojarzenie z niespiesznym spacerem uliczkami greckiego miasteczka podczas słonecznego dnia.

 

„Kisses of fire” to kolejna kompozycja z albumu „Voulez-Vous”, którą możemy usłyszeć w interpretacji Panosa Mouzourakisa, Jessici Keenan Wynn oraz Alexy Davies. Ta wersja różni się od oryginału rozpoczynającego się w spokojny, łagodny sposób. Aranżacja z musicalu jest krótsza i od razu zdradza taneczny charakter wyrazistym, zadziornym refrenem.

 

Ósma ścieżka nosi tytuł „Andante, andante” z krążka pt. „Super Trouper” wydanego przez ABBĘ w 1980 roku. Trzeba przyznać, że to jeden z najlepiej zaprezentowanych utworów na całej kompilacji. Delikatne, zwiewne zwrotki podkreślone płynnymi dźwiękami fortepianu oraz płomienne, emocjonalne refreny wzmocnione siłą pozostałych instrumentów tylko podkreślają jedność melodii z tekstem porównującym relację dwojga ludzi do muzyki. A do tego niezawodny głos Lily James. Brawo!

 

Talent tej aktorki podziwiać możemy również w następnej pozycji – „The name of the game”. Utwór ten ABBA zaprezentowała na płycie „The Album” w 1977 roku. Zespół nagrał jego dwie wersje: zwykłą i krótszą (pomijającą całą drugą zwrotkę). W „Mamma Mia: Here we go again” usłyszymy tę dłuższą. I dobrze, bo ścieżka ta w odświeżonej wersji wypadła bardzo dobrze.

 

Inaczej niż pierwowzór rozpoczyna się kolejna kompozycja pochodząca z krążka „Arrival”, a mianowicie „Knowing me, knowing you”. Otwiera się śpiewem Jeremy’ego Irvine’a na tle fortepianu i instrumentów smyczkowych, a wraz z rozwinięciem myśli muzycznej wybucha intensywnością refrenu, w którym do aktora dołączają: Lily James, Pierce Brosnan oraz Amanda Seyfried. Słychać w niej rockowy, zadziorny klimat dzięki gitarom elektrycznym. Trzeba przyznać, że jest to ciekawa aranżacja.

 

Jedenastym utworem jest modyfikacja piosenki „Angel eyes” z albumu „Voulez-Vous”. W musicalu usłyszymy ją w wykonaniu Julie Walters, Christine Baranski oraz Amandy Seyfried. Od początku zachowano taneczny, dynamiczny charakter kompozycji, nie wprowadzając w brzmieniu większych zmian (poza uwspółcześnieniem bitów i wariacją na zakończenie).

 

Tytułową kompozycję, będącą sercem całej historii, stanowi dwunasta ścieżka. Po raz pierwszy świat usłyszał ją w 1975 roku. Znana z pierwszej części filmu, w jego kontynuacji została znacznie przekształcona. Charakterystyczny wstęp marimby wygrywa tutaj fortepian i samotnie akompaniuje Lily James aż do refrenu, kiedy to w końcu piosenka rozbrzmiewa rytmem wprawiającym w podrygiwanie nóg, a do śpiewu włączają się Jessica Keenan Wynn i Alexa Davies.

 

„Dancing queen” również znamy z poprzedniej ekranizacji. Utwór ten wydany jako singiel w 1976 roku promował album pt. „Arrival”. Na ścieżce dźwiękowej usłyszymy go w wykonaniu Christine Baranski, Julie Walters, Amandy Seyfried, Pierce’a Brosnana, Colina Firtha, Stellana Skarsgårda oraz Dominica Coopera. Zachowawszy swój taneczny, radosny styl, z pewnością poderwie do pląsów niejeden raz.

 

Kiedy na liście utworów zobaczyłem tytuł „Ive been waiting for you”, wiedziony ciekawością, ale i z lekką obawą, chciałem usłyszeć tę piosenkę w nowej odsłonie. Wykonują ją Amanda Seyfried, Christine Baranski oraz Julie Walters. Przebój z 1974 roku przerobiono na refleksyjną, emocjonalną balladę, a kompozytorzy dla potrzeb filmu zmodyfikowali nawet jej tekst. Całość dla mnie wypadła wyśmienicie i przekonująco.

 

Podczas trwania piętnastej ścieżki słuchacz może podziwiać warsztat wokalny Cher, którą zaproszono do obsady musicalu. Towarzyszy jej Andy Garcia. Razem wykonują utwór ABBY z 1976 roku pt. „Fernando”. Nie dokonano w nim większym zmian aranżacyjnych, a układ piosenki został zachowany. Jedynie w tle podczas refrenów przemykają dźwięki cymbałków oraz gitary elektrycznej na zakończenie.

 

„My love, my life” to kolejna pozycja będąca dla mnie miłym zaskoczeniem. Pochodząca z albumu „Arrival” została przearanżowana na fortepianową balladę podobnie jak wspomniany wcześniej utwór „Ive been waiting for you”. Usłyszymy w niej Lily James, Meryl Streep, a także Amandę Seyfried. Na potrzeby historii kompozytorzy Benny Andersson i Björn Ulvaeus na nowo napisali tekst piosenki. Efekt końcowy zdecydowanie na tak.

 

Cała obsada wykonuje przedostatnią piosenkę pt. „Super trouper”. Chociaż pojawiła się ona w pierwszej części musicalu, w kontynuacji usłyszeć ją można w innej wersji. Już samo intro wprowadza nieco fantastyczny klimat, zawierając krótkie fragmenty muzycznych motywów znanych m.in. z „Mamma Mia” czy „Gimme! Gimme! Gimme! (A man after midnight)”. Przebój dobrany na finał bez zastrzeżeń.

 

Ostatnią ścieżkę stanowi utwór „The day before you came”, ostatnie nagranie z dorobku ABBY, które jako singiel zostało wydane w 1982 roku. W wersji musicalowej trzeba ją zaliczyć do grona tych, które przeszły największą metamorfozę. Ta fortepianowa ballada w wykonaniu Meryl Streep stawia na wrażliwość i emocjonalność swoich słuchaczy. Jest wielkim kontrastem w stosunku do poprzedniej pozycji na płycie. I z tego powodu niespodziewanym zabiegiem. Czyżby zwiastującym nie do końca szczęśliwe zakończenie opowieści? Cóż, by się o tym przekonać, trzeba wybrać się do kina na seans.

 

Nie ulega wątpliwości, że „Mamma Mia: Here we go again” odniesie podobny sukces co pierwsza część z 2008 roku. Nieśmiertelne piosenki ABBY w świeżym, współczesnym wykonaniu zauroczą nie tylko wiernych fanów szwedzkiej grupy, ale także mogą spodobać się tym, którzy nie przepadali lub nawet nie znali jeszcze muzyki lat 70. i 80. W świetle całości zastrzeżenia wzbudza jedynie męska część obsady. Pomijając talent aktorski i artystyczny dorobek, niestety, mężczyźni nie zachwycają. Być może dlatego słychać ich zdecydowanie rzadziej, ale mimo wszystko wokalnie powinno być lepiej. Dobrze się stało, że nad duszą utworów czuwali ich twórcy: Benny Andersson i Björn Ulvaeus. W ten sposób muzyka posiada styl charakterystyczny dla ABBY, ale odkryty na nowo za pomocą współczesnego brzmienia. Nie są to tylko odgrzewane kotlety. A nawet jeśli, to i one, odpowiednio doprawione i podane, mogą w swojej odsłonie stanowić zaskakującą ucztę dla zmysłów.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska