Jak nie mieć niepotrzebnych ubrań w szafie?

26/11/2018

 

Po większych zakupach, zwłaszcza tych, które zdarzają się nam przy okazji wielkich wyprzedaży, podobnie jak po mocno zakrapianej imprezie – przychodzi kac. „Po co to kupiłam?” – pytamy, mierząc ubranie już w zaciszu własnego domu, kiedy gorączka szopingu nas opuściła. Jak zachować balans, czyli nadal czerpać przyjemność z zakupów, ale nie kupować pochopnie i nie gromadzić w szafie rzeczy, które założymy raz (albo nawet i nie)?

Ostatnio mieliśmy Black Friday – akcję, do której podchodzę sceptycznie, uważam, że marketing jest dużo większy niż okazje, jakie możemy upolować, a sama atmosfera ma za zadanie stworzyć w nas presję, żeby coś kupić. Zupełnie jak po wyżej wymienionej nocy z kilkoma drinkami, możemy obudzić się po czarnym piątku i pomyśleć: „po co mi to było?” oraz „od teraz już tylko zakupy online”. Radykalizm w żadnym wypadku nie jest dobry.

 

Po pierwsze – zakupy nie są od poprawiania ci nastroju

 

Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej. Owszem, zakupy są przyjemne, ale, tak jak z kieliszkiem wina, lepiej żeby nie stały się sposobem na smutki. Daleko mi do psychologa, ale wiem, że jeśli znajdziemy inny sposób na poprawę humoru, wyjdzie to na dobre naszemu portfelowi, szafie i sumieniu. Nie szłabym w inne, podobnie pozornie niewinne zachowania jak np. jedzenie czegoś dobrego. Najlepiej porozmawiać z kimś bliskim albo, jeśli nie mamy ochoty na kontakty międzyludzkie, usiąść samemu i posłuchać ulubionej muzyki, poczytać poezję, zrobić psychozabawę w Internecie (guilty pleasure). Jeśli kupujemy, bo dopadła nas depresja z powodu braku piękna w życiu – lepiej za te pieniądze kupić bilet do muzeum, kina czy czasopismo o tematyce modowej (o ile to rzeczywiście zaspokoi nasze potrzeby estetyczne, a nie roznieci jeszcze bardziej naszej żądzy kupowania). Przyjmując retorykę mówców motywacyjnych – ta bluzka nie zmieni twojego życia.

 

Zobacz też: Polskie modelki na okładkach Vogue’a

 

Po drugie – do sklepów chodzi się na zakupy

 

Oczywiście, czasami w centrum handlowym jest kino czy siłownia albo wyskakujemy tylko po jedną rzecz. Proponuję w takich przypadkach testować silną wolę – rzeczywiście iść tylko do miejsca, w którym musimy coś załatwić. Nie wchodzić, bo „50% zniżki” albo „ładny szalik, tylko przymierzę”. Jeśli nie chcesz czegoś kupować, to zdecydowanie lepiej wybrać kino studyjne (tańsze bilety, lepsza atmosfera, ciekawszy repertuar – nigdy nie rozumiałam fenomenów multipleksów) albo kawiarnię „wolnostojącą”. Warto zrozumieć, że centra handlowe na nas czyhają, sama pracowałam w sieciówce, której dział damski był zaraz przy wejściu do galerii i trzeba było przejść cały, żeby trafić do działu dziecięcego – zgadnijcie ile matek, ciotek, sióstr wpadło po prezent lub coś praktycznego dla malucha, a wyszło z siatką ubrań dla siebie.

 

Przeglądaj szafę

 

Oczywiście w taki sposób pozbędziesz się ubrań, których nie potrzebujesz. Ale może też dopadnie cię refleksja – czemu tyle kupuję? Czemu mam tyle ubrań? Po co to kupiłam? Jeśli znajdujesz rzecz, w której nie chodziłaś od roku, odpowiedz sobie na pytanie, co ona w ogóle robi w twojej szafie. Będę radykalna, ale spójrzmy na drogę głupiego t-shirtu, który miałyśmy na sobie raz. Ktoś musiał zebrać bawełnę, zaprojektować koszulkę, uszyć ją, ometkować ją, przewieźć, wycenić, powiesić na wieszak i ci sprzedać – tyle pracy, żeby leżała na dnie twojej szafy? Oddaj koleżance, mamie, kuzynce lub instytucji, która zajmuje się pomocą potrzebującym.

 

Zobacz też: Jak uporządkować szafę? 5 porad, dzięki którym nie powiesz, że nie masz się w co ubrać

 

Myśl

 

To wszystko, co wyżej wymieniłam, sprowadza się do tak prostej czynności jak myślenie. Dla mnie moda jest sztuką i nie dlatego, że noszę wyjątkowe rzeczy – moje rzeczy to mix sieciówek, lumpeksów i rzeczy odziedziczonych po rodzinie i znajomych. Moda jest dla mnie sztuką, bo tak ją traktuję, a w sztuce jedną z najgorszych rzeczy jest bezmyślność. Nie mówię, żebyśmy przestali kupować w sieciówkach – to trudne, czasochłonne i drogie, a i tak skala tego zjawiska jest tak duża, że da się ją powstrzymać dopiero na poziomie produkcji, a nie konsumpcji. Ale nie udawajmy, że nie widzimy metki „Made in Bangladesh”. Poczytajmy trochę o tym, jak te ubrania powstają. Nie chcę mówić: nie kupujmy, bo była to koszmarna hipokryzja, ale po prostu kupujmy mniej. Może warto zajrzeć do sklepów, w których ubrania szyte są przez producentów. I zamiast pięciu t-shirtów kupić jeden, ale taki, który będzie dobrej jakości, zaprojektowany w stu procentach zgodnie z naszą estetyką, a jego produkcja nie będzie wątpliwa moralnie. Fast-fashion jest jak fast-food. Od czasu do czasu można się skupić, ale na dłuższą metę nas zabije.

 

Zrobiło się poważnie. Wiele ludzi uważa, że moda to zabawa. Owszem, ale to też pieniądze, sztuka, historia, kultura, idea. W modzie odbija się społeczeństwo, bardziej niż chcielibyśmy się do tego przyznać. Nie bądźmy zapamiętani jako ci, którzy naśmiecili najwięcej, bo nie mogli zdecydować w co się ubrać. Od paru sezonów z wybiegów krzyczy do nas hasło „zajmij stanowisko!” („make a statement!”).

 

Wybierajcie mądrze.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska