Jak „Gra o Tron” zmieniła oblicze telewizji? Część I

 

Aktualnie cały serialowy świat z zapartym tchem śledzi emisję najnowszego, ostatniego już sezonu „Gry o Tron”. Serial ten przez osiem lat nieustannie poruszał serca i umysły odbiorców. Koniec zawsze jest najlepszym momentem na podsumowania, a sama produkcja ma jeszcze szanse zakończyć swój żywot w oparach zachwytu. Warto więc zastanowić się nad tym, jak wiele rewolucyjnych zmian udało się wprowadzić oraz jakie mogą być tego konsekwencje w przyszłości.

Na początku warto nadmienić, że okres panowania serialu przypadł na czas najbardziej burzliwych zmian. Mam tutaj na myśli przede wszystkim coraz szybszy rozwój serwisów streamingowych, zmiany przyzwyczajeń oraz wymagań widzów dotyczące oglądania, czy też sposób produkcji i dystrybucji danego tytułu. Przyjrzyjmy się więc nieco każdej z wytycznych oraz kwestiom pobocznym.

 

W momencie, kiedy GoT wchodził na ekrany, oferta serialowa była znacznie mniej zróżnicowana, ze świecą szukać w tym czasie zadowalającej jakościowo produkcji z gatunku fantasy. Były one z reguły skierowane do mniej wymagającego widza, bezrefleksyjnie chłonącego ramówkę danej stacji telewizyjnej. Dobrymi przykładami będą tutaj tytuły takie jak: „Supernatural”, „Tajemnice Smallville” czy „Przygody Merlina”. Nie były to produkcje złe w samej swojej konstrukcji, jednakże doczekały się raczej statusu tzw. popcornowej rozrywki. Nie było im dane stanąć w szranki z uznawanymi przez krytyków i zyskującymi całe rzesze nagród serialami osadzonymi w realistycznej rzeczywistości.

I choć posiadały w sobie elementy paranormalne, zbudowanie świata w całości opartego na fantastyce było w tamtym czasie wyjątkowo drogie, a co za tym idzie, wiązało się z wysokim ryzykiem porażki finansowej.

 

Tymczasem „Gra o Tron” znalazła wobec tego problemu idealny balans, wplatając w całość zarówno wizerunki smoków, jak i mnogość politycznych gierek mających na celu zdobycie władzy. To samo w sobie sprawiło, że grono widzów stało się szersze, a wielkie stacje telewizyjne nie mają już takich oporów, jeżeli chodzi o kwestię budżetu wkładanego w daną produkcję. Umożliwia to pokonanie rygorystycznych ograniczeń finansowych i technicznych, które narzucane są przez telewizję oraz prężny rozwój konkurencji.

Kiedy pierwszy sezon GoT miał swoją premierę, zapewne nikt nie spodziewał się, że już niedługo nasze oczy będą mogły cieszyć wizerunki smoków dorównujące technicznie tym, które mogliśmy dotychczas oglądać jedynie w kinach. Oczywiście za poszerzeniem możliwości technicznych stoją znacznie większe budżety. Pamiętacie może kończącą pierwszy sezon bitwę nad Zielonymi Widłami, która ostatecznie miała miejsce poza kadrem? Tymczasem w finale sezonu twórcy zapowiadają nadejście epickiej bitwy na skalę, jaka dotąd nie była spotykana w telewizji.

 

Kolejnym punktem jest tutaj dosyć luźne podejście do kwestii adaptacji. Jak zapewne większość z nas wie, serialowi udało się gdzieś na etapie szóstego sezonu wyprzedzić materiał wyjściowy tj. sagę „Pieśni lodu i ognia” autorstwa George'a R.R. Martina. Z perspektywy widza jest to całkiem śmiałe i nowe doświadczenie, sprawiające, że nawet będąc obeznanym z literackim pierwowzorem, nie wiemy, czego w zasadzie się spodziewać. Oczywiście, popkultura zna już podobne przypadki. Wystarczy wspomnieć tutaj chociażby anime, gdzie bardzo często mamy do czynienia z powstawaniem kolejnych odcinków, zanim autor zdoła stworzyć kolejny tom mangi. Jednakże tutaj nie chodzi raczej o realia branży, a raczej o autora z wyjątkowym antytalentem do kontynuowania własnej serii. Doprowadziło to nijako do cichej rywalizacji pomiędzy nim a serialem o to, komu lepiej uda się zakończyć całą historię. Z perspektywy branży jest to chwyt marketingowy na wagę złota.

 

Oczywiście „Gra o Tron” to nie tylko same pozytywne zaskoczenia. Serial bowiem szybko stał się ofiarą tzw. dyktatury twistów fabularnych. Niespodziewane zwroty akcji były wręcz flagową częścią tej produkcji, jednak w którymś momencie twórcy stracili poczucie umiaru, a epatowanie nad wyraz brutalnymi, jak na standardy telewizji, scenami i niby-niespodziewanymi zgonami spowodowały zobojętnienie widza. Jak to mówią, ten sam twist może zadziałać 2 razy, ale nie 22. Przy tym ta cała przemoc stała się swego rodzaju znakiem medialnym, co pomogło niezmiernie w kwestii promocji całości.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej, dlatego też mam nadzieję rozwinąć to w kolejnej części. Jednak jedno jest pewne. Po zakończeniu „Gry o Tron” nic już nie będzie takie samo.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska