Czy heavy metal jest nam jeszcze potrzebny?

05/11/2017

 

Czy heavy metal ma dzisiaj jeszcze coś do powiedzenia w zróżnicowanym świecie ciężkiej muzyki? Czy nowe podgatunki metalu stopniowo wypierają heavy i sprawiają, że zostaje on odłożony do lamusa?

Wydaje się, że dziś, w dobie muzycznej heterogeniczności, w czasach, kiedy każdy sam może sobie w domu przy użyciu laptopa nagrać parę kawałków, a następnie wydać jako album, rola muzycznych autorytetów stopniowo maleje. Ba, rola muzyki, jako wartości samej w sobie, maleje. Choć znajdą się tutaj pewnie zagorzali obrońcy heavy metalu, ludzie, którzy nie wyobrażają sobie życia bez Judas Priest, a dzień uważają za stracony, gdy nie przesłuchają przynajmniej raz The Number of the Beast Iron Maiden. Nie kwestionuję tutaj walorów artystycznych jednego ani drugiego zespołu, doceniam ich wpływ (i nie tylko ich. Wiele jest innych zespołów nurtu heavy, które należy uznać za prekursorskie – Angel Witch, Diamond Head czy Saxon), tylko od jakiegoś czasu uważnie obserwuję heavy metal i zauważam swoistą stagnację w obrębie tego gatunku. I chodzi mi tu o heavy metal nie jako hiperonim, kategorię nadrzędną, w której skupione są inne subkategorie, a wyłącznie o autonomiczny gatunek, o tworzoną muzykę spod znaku NWOBHM (New Wave of British Heavy Metal).

 

 

Co rozumiem poprzez wywołane do tablicy pojęcie stagnacji gatunkowej? Ni mniej ni więcej, tylko to, że jeśli włączymy sobie jakiś pierwszy lepszy zespół grający klasyczny heavy metal, uderzy nas to samo, czym trzydzieści, czterdzieści lat temu uraczyli nas panowie-pionierzy nurtu New Wave of British Heavy Metal. Oczywiście, od każdej reguły są wyjątki. Zdarzają się kapele, które robią użytek ze swojej kreatywności i potrafią adaptować jakieś novum do gatunku, urozmaicać go, czyniąc zeń jakąś, kolokwialnie mówiąc, świeżynkę. W większości przypadków jest to jednak powtarzanie tego samego, oklepanego już dogłębnie patentu: podobna struktura riffów, niezbyt urozmaicona sekcja rytmiczna, że o wokalu w stylu Halforda albo Dickinsona nie wspomnę. Wszystko pięknie, niby to współgra ze sobą, jest melodyjnie, czysto wokalnie i bezbłędnie technicznie, ale… czy jest to jeszcze uzasadnione?

 

Kiedy zaczął się wyczerpywać paradygmat black metalu „drugiej fali”, wielu nowych twórców czarnej muzyki zaczęło myśleć i podporządkowywać ten gatunek pod nowe czasy, pod bardziej wymagającego i ambitniejszego odbiorcę, który nie para się już paleniem kościołów, wszechobecną figurą szatana ani „muzyką w imię czystości rasowej”. Po prostu pewien rozdział się zakończył i trzeba było pójść naprzód. Pewnie, że i wtedy obserwowalny był tzw. syndrom idoli, czyli granie kalka w kalkę tak, jak artyści, do których wzdychało się za malucha. Jednak ów niechciany i obezwładniający syndrom potrafiono przezwyciężyć. Wydaje mi się,  że w przypadku heavy metalu jest on jednak bardzo silnie zakorzeniony w mentalności artystów, a to ze względu na nieustanną popularność tych kultowych formacji, takich jak Ironi i Judasi, którzy ciągle jeszcze wydają albumy i ciągle starają się udowodnić, że gatunek przez nich uprawiany ma się dobrze. Czy jest to zasadne? Ostatnie dokonania Judasów każą w to mocno powątpiewać. W przypadku Iron Maiden sytuacja wygląda trochę lepiej, bowiem ich ostatni The Book of Souls był całkiem dobrym albumem. I to właśnie dzięki drobnemu krokowi naprzód, na jaki sekstet się zdecydował.

 

Dobrze, zmierzajmy do meritum. Moje pytanie brzmi więc następująco: czy dziś heavy metal w takiej, klasycznej postaci jest nam jeszcze potrzebny?

 

Analizując to pytanie, postawione już jakiś czas temu, natrafiłem na wielką falę fascynacji polskim zespołem wykonującym klasyczny heavy metal – Nocny Kochanek. I pomyślałem sobie, że to znakomity przykład tego, nad czym się tutaj rozwodzę. Spójrzmy: Nocny Kochanek gra klasyczny heavy metal, spełnia każdy wymóg dobrej, kapeli heavymetalowej, a jednak jest o nim bardzo głośno ostatnimi czasy, zyskuje oraz większą popularność wśród zainteresowanej mocną muzyką młodzieży. Dlaczego? Ano dlatego, że dokonał pewnej strukturalnej modyfikacji – tekstu. Nocny Kochanek, opisując rzeczywistość dnia codziennego w charakterystyczny zabawny, niepoprawny politycznie i często wulgarny sposób, przełamuje w ten sposób pewną (z dzisiejszego punktu widzenia) gatunkową niedogodność. Dość powiedzieć, że NK jest projektem pobocznym muzyków Night Mistress, a w zasadzie ich alter ego. Pomimo faktu, że Night Mistress powstał sześć lat wcześniej niż NK i gra mieszankę power i heavy metalu, to dziś praktycznie się o nim nie słyszy. Kapela ta znikła gdzieś w gąszczu innych zespołów przesiąkniętych pretensjonalną identycznością.

                                                                                              

Na pierwszy rzut oka widać, że bezkompromisowe uderzenie w odbiorcę jakimś novum, wywołanie u niego skrajnych emocji, element zaskoczenia – to wszystko zadecydowało o tak wielkiej popularności Nocnego Kochanka. Bo i przyjemnie jest się pobujać na koncercie w rytmie szaleńczych, być może oklepanych i skądinąd znanych, riffów Zdrajcy metalu, i lżej się człowiekowi na sercu robi, gdy pośpiewa, że:

 

„Win marki WINO już wcale nie pijesz

I coś za często ostatnio się myjesz

Wyprułeś z plecaka naszywki w czachy

Podobno nawet ogoliłeś pachy”

(„Zdrajca metalu”, Zdrajcy metalu, 2017)

 

Albo kiedy indziej:

 

„Dżentelmeni Metalu

Tanie wino to jest sztos

Dżentelmeni Metalu

W pogo rozjebany nos

Dżentelmeni Metalu

Hewi Metal, krew i pot

Dżentelmeni Metalu

Będą pili całą noc”

(„Dżentelmeni metalu”, Zdrajcy metalu, 2017)

 

Zaraz wraca się do czasów licealnych, kiedy to nosiło się koszulki w czachy, plecak-„kostkę”, i robiło inne, dziwaczne rzeczy.

 

 

Być może jest to droga, którą heavy powinien podążać. Nie mówię, że od razu ma się stać parody- albo comedy-heavy metalem, ale historia zna podobne przypadki, kiedy to humor stawał się domeną zespołów inicjujących pewne zmiany w obrębie danego gatunku. Przychodzi mi tu na myśl znowu rodzima kapela  Acid Drinkers, a także formacja zza Oceanu – Municipal Waste. Ci pierwsi, inicjując w obrębie thrash metalu nową kategorię tematyczną, śpiewali niemalże ćwierć wieku temu, że:

 

Buy yourself some drums

And a guitar too

Turn on the mic

We're jammin' dude!

Steady as she goes

It's an easy beat

Let's record this Staff

(Acid Drinkers – Marian is a metal guru, Vile Vicious Vision, 1993)

 

Amerykanie zaś gloryfikowali frywolność życia:

 

Some say we drink too much

They say we're just not cool

Well I fucking like to party

It's what I was born to do!

(Municipal Waste – Born to Party, The Art of Partying, 2007)

 

Pewnie znalazłoby się jeszcze i kilka przykładów z tej humorystyczno-metalowej materii. Pokazują one tylko, że nawet w tak drobny i z pozoru trywialny sposób można wpłynąć na poruszenie struktury gatunkowej i wprowadzić jakiś powiew świeżości.

 

Być może twórcy-apologeci heavy metalu powinni znaleźć jakieś rozwiązanie na przełamanie gatunkowej stagnacji. Jedno z nich udało się już wypracować, a powyższe, bardzo swobodne przykłady pokazują, że zabieg ten się sprawdza. Z pewnością istnieje jeszcze kilka, jeśli nie kilkanaście innych wariantów. Muzyka, w szczególności ta mocna, nie lubi być monotematyczna przez długi czas, potrzebuje się cały czas zmieniać, rozszerzać, dążąc do zaspokojenia potrzeb jej świadomych odbiorców. Proces reprodukcji muzycznej struktury to naturalna kolej rzeczy, tak, jak w przypadku społecznej struktury, która – posługując się terminologią cenionego brytyjskiego socjologa, Anthonego Giddensa – poddawana jest procesowi reprodukcji dzięki czynnym umiejętnościom członków społeczeństwa.

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska