Czy można nauczyć się żyć na nowo? – ,,After life"

14/05/2020

 

 

Każdy człowiek inaczej znosi ból. Niektórzy nie znoszą go wcale. Towarzyszy im nieustannie, krocząc za nimi krok za krokiem. Jest wymalowany na twarzy i jest nie do zniesienia jak wówczas cała rzeczywistość. Strata ukochanej osoby to właśnie takiego rodzaju ból. Przeszywający do szpiku kości i uniemożliwiający normalne funkcjonowanie. Od tej pory nigdy nie będzie już normalnie. Czy jest zatem sens żyć?

Przedstawiona w brytyjskim serialu historia Tony’ego Johnsona taka właśnie jest. To ubrane w serial prawdziwe życie. Brutalne, niesprawiedliwe i odbierające nadzieję, że kiedykolwiek będzie lepiej. W postać Tony’ego wciela się Ricky Gervais, który jest w tej roli fenomenalny, hipnotyzujący – współczuje się mu choć czasem go nienawidzi, smuci z nim, ale i śmieje, chce żeby przezwyciężył cierpienie jednocześnie wiedząc, że może to nigdy nie nastąpić. Jeśli aktor swoją grą aktorską wzbudza tak szalenie skrajne emocje, dla mnie, nie trzeba nic więcej dodawać.

 

Serial ,,After life” dostępny na Netflixie ma dwa sezony, złożone z ośmiu i sześciu odcinków trwające średnio około dwudziestu pięciu minut. Tyle wystarczy żeby pokazać coś wspaniałego scenarzyście i reżyserowi tego serialu, Rickiemu Gervaisowi, a więc niespodzianka – odtwórcy głównej roli. Ricky jest wybitnym komikiem ze specyficznym poczuciem humoru. Jest również twórcą znanego serialu ,,The office”. Mimo, że w serialu ,,After life” nie brakuje wyczuwalnego i przezabawnego żartu, jest zdecydowanie bardziej refleksyjnie, sentymentalnie i życiowo. Warto wspomnieć, że Ricky Gervais skończył filozofię, której obecność czuć w tym mądrze wyważonym serialu. Cóż, ,,prawda może wywrzeć wrażenie tylko w rękach artysty” i z tym nie sposób się nie zgodzić.

 

Tony to mężczyzna, którego poznajemy w bardzo trudnym momencie jego życia. Niedawno nowotwór pokonał jego ukochaną żonę, najlepszą przyjaciółkę i najwspanialszą kobietę jaką znał – Lisę. Lisa pozostawiła po sobie tylko nagrania, w których żegna się z mężem, ale również przewodnik po życiu bez niej. Zaczyna od słów ,,jeśli to oglądasz to znaczy, że mnie już nie ma” i później zaczyna się jej monolog. Nie tyle mówi mu jak żyć, ale mówi żeby żyć. Jej słowa są przepełnione ciepłem, zainteresowaniem i czystą, ogromną miłością do Tony’ego. Mówi w taki sposób jakby przepraszała za to, że zostawia go samego, jakby w całej tej sytuacji nie ona była najbardziej poszkodowana, a jej mąż, który będzie zmuszony żyć bez niej.                                                                                  

Oprócz nagrań, pozostaje jeszcze jeden wspólny element między Lisą a Tony’m - suka Brandy. Jest bardzo bystra, wyrozumiała dla swojego załamanego pana i czuwa w przy nim nieustająco. Ten serial ukazuje jak bezwzględnie dobre, oddane i wspaniałe potrafią być zwierzęta. Widz odnosi wielokrotnie wrażenie, że Brandy to taki anioł stróż, dokładnie taki jak Lisa. Raz po raz, kiedy Tony ulega pokusie zakończenia tego przepełnionego bólem życia, Brandy reaguje i zaczyna szczekać, nie pozwalając Tony’emu wyrządzić sobie krzywdy.   

                                                 

Oprócz psa, Tony odnajduje jeszcze kilka osób, które stają się dla niego bliskie i które nie irytują go jak cała reszta wszechświata. Wyjątkowa relacja wywiązuje się między nim, a kobietą, którą spotyka na cmentarzu. Kobieta ta ma na imię Anne i widz przeważnie widzi ją siedzącą na ławce przed grobem swojego zmarłego męża. Tony zaczyna rozmawiać z Anne i od tej pory staje się ona dla niego przyjaciółką. Daje mu to, czego inni często nie potrafią mu dać – ciepło, bliskość i zrozumienie. Tony nie musi nosić przy niej maski, bo ona rozumie go jak nikt inny.                                           

 

Tony w jednym z odcinków stwierdza - ,,Jesteśmy popaprani” i ma rację.  Większość otaczających go ludzi jest dziwaczna. Ich nawyki, wady i przywary są wyeksponowane i przez to bardzo zabawne. Gdzieś tam, każdy z nich jest zagubiony, połamany przez życie i los, ale dobry. Po prostu. W tym filmie jest w zasadzie tyle typów postaci, że każdy może się z kimś utożsamić.                                       

 

Bardzo ciekawe jest podejście Tony’ego do Roisin – prostytutki, która chce, by nazywano ją pracownicą seksualną. Tony widzi w niej kogoś więcej niż wszyscy. Dla niego jest mądrą, wrażliwą i ciepłą osobą. Główny bohater wie, że pozory mogą mylić, że ludzie zbyt łatwo oceniają przez to, co widać na zewnątrz nie docierając do tego, co dany człowiek przeżywa, myśli i czuje. Jego podejście do Roisin jest wyjątkowe, bo zmienia jej postrzeganie samej siebie.

Tony ma również chorego na Alzheimera ojca, którego odwiedza nawet dwa razy dziennie w domu opieki, w którym przebywa. Ojciec nie rozumie wiele, ale czasami ma przebłyski w których pyta o Lisę, zadając Tony’emu tym samym wielki ból. Tony kłamie wtedy, że u jego żony wszystko dobrze. Nie chce, by moment w którym ojciec przypomina sobie o rzeczywistości, który z założenia powinien wpuszczać trochę nadziei i powodować radość, stawał się źródłem smutku, chwilowego, ale jednak smutku. Najbardziej rozśmieszył mnie jeden dialog między ojcem, a Tony’m, w którym Tony mówi ,,- Kocham Cię, tato”, a ojciec odpowiada mu na to ,,- Gej”. Zabawne i smutne, smutne i zabawne - ten dialog oddaje w pełni klimat serialu.

 

Jeśli można uzależnić się od smutku, to Tony jest tego przykładem. Tęsknota za Lisą jest nieustająca. Nie może się tego wyzbyć, nie potrafi tak żyć, stąd częste mówienie o śmierci, chęci odejścia z tego świata – każdego dnia zarówno w żarcie i na poważnie, myśl o ostatecznym przerwaniu cierpienia nie ustępuje. Tony jest przykładem na to, co może stać się z  człowiekiem, gdy zostanie sam – gorzknieje, osądza wszystkich za to, co mu się wydarzało, nienawidzi tego jak wygląda jego życie, wszyscy go irytują, rzeczywistość jest nie do zniesienia. To prawdziwe życie, historia, która może zdarzyć się każdemu. Można pomyśleć zwykły człowiek i zwykłe losy - o czym tu więcej mówić. Ano właśnie o tym. W tej prostej formie zawarty jest wielki autentyzm.

 

Akcja serialu ogranicza się do kilku miejsc - redakcji, domu, cmentarza, domu opieki. W tym małym miasteczku, z którym pewnie każdy miał do czynienia, życie toczy się wolno i przez to ma się wrażenie, że cierpienie Tony’ego jeszcze bardziej się wydłuża.

 

,,Życie toczy się dalej” – czy można tak powiedzieć? Główny bohater z pewnością nie jest gotowy, by to stwierdzić. Dla niego czas stanął w miejscu. Nie ma siły, by żyć jak do tej pory i nie wie, czy to się kiedykolwiek zmieni. Każdy inaczej znosi ból. Pod maską złości, nienawiści do ludzi kryje się ból, z którym nie można się zmierzyć bez niej, bo jest się wobec niego zbyt słabym, zbyt kruchym, by go udźwignąć. A kiedy jest się sam na sam i ta maska znika, pojawia się myśl – nie chcę tak dłużej żyć, poddaję się. Tony nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości bez Lisy, nie akceptuje tego, zaprzecza, chce się poddać. Nie tyle bywa złośliwy, co stwierdza ,,Mam problem z życzliwością. Nie zasługuję na nią. Nie byłem dobrym synem, mężem”. Tu nie pomogą słowa ,,z czasem będzie lepiej”, ,,weź się w garść” ani tym podobne. Ma się wrażenie, że tu nie pomogą już żadne słowa.

 

Miłość to coś najważniejszego w życiu. Nie chodzi tylko o to, by miłością obdarzyć drugą osobę, ale by obdarzyć nią siebie. By, gdy tej drugiej osoby zabraknie, kochać siebie i nie rezygnować z siebie jak robi to Tony. Różne rzeczy człowiek docenia po stracie. Ten film do duża lekcja wdzięczności, doceniania siebie nawzajem i kruchości życia. W serialu jest bardzo dużo refleksji i sentymentalizmu. Nie ma się jednak odczucia znużenia, przytłoczenia, czy wręcz umęczenia, bo ,,After life” to przykład na to, że film może istnieć bez efektów specjalnych, ponieważ sama historia, dialogi i gra aktorska jest wystarczającym i najlepszym ,,efektem specjalnym” jaki można sobie wyobrazić. Bardzo ucieszyłam się, gdy Netflix zapowiedział trzeci sezon ,,After life”. Gdzieś kiedyś czytałam, że odkrycie piękna to samo przez się piękno i myślę, że to bardzo dobrze pasuje do tego serialu.

 

To nie jest serial, który ogląda się odcinek po odcinku, ponieważ każdy odcinek ma podobną formułę, choć chce się w tej formule trwać - obserwować losy bohaterów, słuchać dialogów, śmiać się i płakać na przemian, kibicować Tony’emu, zachwycać się prostotą i genialnością formy. Nagrania pozostawione przez Lisę to przeszłość, jej już nie ma. Tony odsłuchuje je w teraźniejszości. Każdy odcinek jest w jakiś sposób podobnie zbudowany, przez co ma się wrażenie, że stoi się w miejscu, nie mówi się również o przyszłości, bo nie ma się pewności czy ona w ogóle nastąpi.

 

Zapewne każdy z nas choć raz w życiu zastanowił się jak będzie wyglądał świat naszych bliskich, gdy nas zabraknie lub jak będzie wyglądał świat, gdy zabraknie kogoś, kto był całym naszym światem i odchodząc zabierze bezpowrotnie część siebie z naszego serca. Część, w którą nie będzie pasował żaden inny kawałek i bez którego człowiek postawi się sam niejako na uboczu, oddalając się zacznie funkcjonować w świecie smutku, żalu, a sama myśl o tym, jak okrutnie potraktował go los doprowadzać będzie go do furii. Od tej pory życie może stać się bólem, a każdy dzień szukaniem motywacji by go zakończyć  Być może jednak niektórzy są silniejsi i szybciej pogodzą się ze stratą, akceptując los takim, jaki jest. Każdy jest inny i każdemu trzeba pozwolić na jego sposób przeżywania straty.   

 

Na koniec chciałabym zostawić przytoczoną w jednym odcinku bardzo mądrą przypowieść:

 

,,Skorpion i żaba"

Pewnego razu skorpion podczas swojej wędrówki natknął się na rzekę. Zastanawiał się jak ją przekroczyć. Nie było mostu, a on nie umiał pływać. Myśląc chwilę postanowił poprosić któregoś z mieszkańców rzeki. Idąc wzdłuż brzegu natknął się na żabę, która wspaniale pływała między liliami.     

- Żabko, czy byłabyś tak miła i przewiozłabyś mnie na drugi brzeg rzeki?                                                         

Żaba przeraziła się:                                                                                                                                                 

- Ale przecież ty jesteś skorpionem! Jeśli tylko zbliżę się do Ciebie to ukąsisz mnie i zginę!            

- Nie bój się – odpowiedział skorpion – przecież jeśli Ciebie zabiję, to oboje utoniemy, prawda? Ja tylko chcę przedostać się na drugą stronę rzeki.                                                                                 

Tłumaczenie skorpiona wydawało się logiczne i uspokoiło żabę. Postanowiła więc, że pomoże mu pokonać rzekę i przewiezie go na swoim grzbiecie. Jednak kiedy byli już w połowie drogi, na samym środku rzeki, skorpion ukąsił żabkę. Ta natychmiast zaczęła tracić przytomność i topić się, a razem z nią zaczął tonąć skorpion. Resztkami sił żaba zapytała 

- Dlaczego to zrobiłeś? Przecież teraz oboje zginiemy!

- Bo jestem skorpionem – odpowiedział.

 

Fotografie: Netflix

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska