Pamiętnik Silnej i Niezależnej Kobiety – sylwestrowe szaleństwo

 

Noc z 31 grudnia na 1 stycznia to szczególne wydarzenie, gdzie w przygotowaniu nie obowiązują nas żadne zasady. Tutaj nie liczy się gra fair play ani przyjacielskie czy rodzinne stosunki. Gdy chodzi o Sylwestra, zasady nie mają nic do gadania – istnieją tylko po to, żeby je łamać. A my kobiety jesteśmy w tym mistrzyniami!

Zacznę może od tego, że co roku walczę na śmierć i życie o kreację mych marzeń (to, że z wyprzedaży to nieważne, bo oczywiście zbyt późno przypomnę sobie o tym, że jestem nieprzygotowana na Sylwestra), którą niemalże wyrywam jakiejś innej kobiecie z rąk tuż przed kasą. Ach, jakaż jestem wtedy dumna z siebie, gdy kładę tę złotą cekinową sukienkę na ladę razem z błyszczącą kartą płatniczą, gotowa zapłacić ciut za dużo za zakupy. Kiedy chcę wyglądać zjawiskowo mój kręgosłup moralny, i finansowy z resztą też, muszą się nieco wygiąć w tę czy w tamtą, aby zadowolić moje ego. Bo kiedy kobieta nie dostanie tego, co chce, to wiadomo, że koniec świata rychło przyjdzie. 


Kiedy już mam sukienkę, którą przymierzyłam na oko (przed kasą trudno się wrócić do przymierzalni, bo ryzykuje się, że ktoś inny odbierze nam zdobycz tak, jak ja zrobiłam to wcześniej) i w końcu wracam do domu, żeby na spokojnie popodziwiać moje piękne kształty w tej cudownie błyszczącej kreacji, to okazuje się, że to, co widzę przed oczami, trochę kłóci się z tym, co wykreowałam w swojej głowie. Tu się nie dopina, tam trochę za ciasno, a jeszcze gdzie indziej tłuszczyk wylewa się zbyt mocno. Już nie mówiąc o tym, że w sklepie ładniej się błyszczała. Te sklepy to jednak robią nas w bambuko. Ja nie wiem czy to kwestia oświetlenia, czy może jednak luster i zbyt chwalących nas sprzedawców, ale w domu te ubrania często wyglądają na nas po prostu gorzej. W takich wypadkach najlepiej wciągnąć na siebie bieliznę wyszczuplającą, która za nas pozbędzie się nadmiaru oraz włożyć biustonosz push-up, który zajmie się niedomiarem.


Następnym krokiem jest rozejrzenie się za jakąś zaprzyjaźnioną fryzjerką, makijażystką i manicurzystką – najlepiej w jednym. Wtedy to zawsze można zaoszczędzić (nie to co na sukience). Oczywiście zapomnę zaklepać sobie termin, więc biegam po mieście jak kot z pęcherzem, błagając o wciśnięcie mnie między jedną klientkę, a drugą. Gdy mój stan konta rzuciłby mi jednak kłody pod nogi, to zawsze mogłabym sobie zrobić wszystko sama, ale nie gwarantuję, żeby się udało.


Znacie ten ból, kiedy wy jesteście jeszcze w szczerym polu z przygotowaniami, a wasz partner stoi już pod drzwiami i jęczy, że trzeba już iść? No właśnie. Wtedy bycie „Rembrandtem makijażu” zamienia się w „Picassa po lampce wina” i po prostu kończy się malowanie, łapie się to, o czym się pamięta i wybiega z domu. Oczywiście i tak będę prosić znajome o chusteczki, puder i błyszczyk. 


Kiedy jesteśmy już na imprezie to wszystko to, co się według nas nie udało, wydaje się być dziełem sztuki w porównaniu z innymi kobietami. Czasami zastanawiam się czy one też miały takie samo, a może i większe, przedsylwestrowe szaleństwo jak ja. Ale powiem wam, że to przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie w momencie, kiedy stoimy wszyscy razem, czekając na wybicie północy. Odliczamy, a kiedy dochodzimy do zera, patrzymy na bliskie nam osoby i cieszymy się, że są tam razem z nami. To najwspanialszy moment tego całego sylwestrowego szaleństwa. 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska