O życiu prawdziwie i szczerze – Kodaline „Politics Of Living” [RECENZJA]

08/11/2018

 

Po wielokrotnie przekładanej dacie premiery 28 września 2018 roku wreszcie na sklepowe półki trafił trzeci studyjny album irlandzkiego zespołu indie-rockowego, a mianowicie Kodaline. Na krążku zatytułowanym „Politics Of Living” znaleźć można dwanaście nowych utworów, które według zapewnień wokalisty – Steve’a Garrigana – są „najlepszymi piosenkami, jak tylko się da!”. Posłuchajmy.

Wiedziałem, że muszę się przyjrzeć bliżej tej formacji od momentu, kiedy w sierpniu sporządzałem listę zapowiedzi muzycznych. Tym bardziej po obejrzeniu dwuczęściowej historii opartej na motywie kompozycji „All I want”, która została wykorzystana pod koniec drugiego odcinka dziewiątego sezonu „Chirurgów” (ang. „Grey’s Anatomy”). Grupa powstała w 2005 roku i aż przez sześć kolejnych lat znana była pod nazwą 21 Demands. Wzięła udział w piątej edycji talent show pt. „You’re A Star”, co zagwarantowało jej sporą popularność. W rezultacie muzycy zdobyli w programie drugie miejsce. Swoją debiutancką płytę „In A Perfect World” wydali w 2013 roku, a dwa lata później pochwalili się kolejnym dziełem – „Coming Up For Air”. Rok 2014 przyniósł im zwycięstwo w European Border Breakers Award za najlepszy debiut europejskich artystów poza granicami ojczystego kraju.

 

Zobacz także: Premiery płyt – przegląd sierpniowych zapowiedzi muzycznych

 

Zespół nie owija w bawełnę. Utworem, który otwiera całość i wprowadza w tematykę albumu, jest „Follow your fire”, co można przetłumaczyć jako „Podążaj za płomieniem”. Jest on oczywiście symbolem głosu serca, marzenia, pasji, wewnętrznego żaru, który popycha nas do działania. Jednak ile umysłów, tyle interpretacji, więc każdy wybierze opcję dla niego najbliższą. Sama zaś piosenka zaczyna się w spokojny, przyjemny sposób, by podczas refrenu rozbrzmieć w pełni. Jako drugi singiel promujący album ukazała się 23 marca 2018 roku.

 

Instrumenty klawiszowe otwierają następną ścieżkę zatytułowaną „Hide and seek”. Wkrótce do zabawy dołącza perkusja z charakterystycznym, popowym bitem, co nadaje kompozycji żywy, energiczny charakter. Tekst opowiada o roli, jaką odgrywa tożsamość w relacji dwojga osób. Wniosek nasuwa się sam i jest powtarzany w każdym refrenie: „To nie jest zabawa w chowanego. Widzę, że mnie widzisz – co to za tajemnica?”. Racja; udawanie kogoś, kimś się nie jest, nigdy nie popłaca.

 

Trzeci utwór pt. „Angel” zdecydowanie postawił na wrażliwość i emocjonalność wokalu. Instrumenty są tu dodatkiem, nie zbytecznym i niepotrzebnym, ale w swym minimalizmie sugerującym, że nie chcą zagłuszyć przesłania, że uwagę trzeba zwrócić na inny aspekt piosenki. Jeśli wsłuchamy się w tekst, szybko zrozumiemy jej główną myśl: „Są rzeczy w życiu, których nie potrafimy wyjaśnić. W okamgnieniu wszystko może się zmienić. Więc po prostu doceń małe rzeczy, ponieważ nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro”.

 

Kolejną pozycją na płycie jest kompozycja „Worth it” będąca czwartym singlem. Wraz z nią powraca bardziej dynamiczny charakter, choć swoim klimatem niewiele odbiega od głównej tematyki „Politics Of Living”. W refrenie nieustannie powtarza się pytanie: „Czy to jest tego warte?”. Odpowiedź, która pada zaraz potem, może nieco zaskakiwać, ale w kontekście całej treści utworu wydaje się jedynym słusznym stwierdzeniem, dającym słuchaczowi do myślenia. W obliczu walki o siebie z całym światem czy okażesz się wystarczająco silny? Czy poddasz się i znikniesz? Czy warto?

 

„Shed a tear” to trzeci singiel z albumu, który został wydany 9 lipca 2018 roku. Kompozycja utrzymana jest w umiarkowanym tempie i w nieco melancholijnym klimacie. Na uwagę z pewnością zasługują partie męskiego chórku, jakby sygnalizujące, że poruszany problem samotności nie dotyczy jednostki, ale ma o wiele większy, globalny zasięg. Cóż, nie ukrywajmy: „Łatwiej jest kochać, gdy świat Cię nie nienawidzi”. Ale pamiętajmy także, że „nic nie jest niemożliwe” i że „nie musisz walczyć samotnie”. Za przesłanie ogromny plus.

 

Pod numerem szóstym na krążku kryje się piosenka „Head held high” wybrana na piąty, ostatni do tej pory singiel opublikowany w tej formie 24 sierpnia 2018 roku. Na pierwszy plan w tej kompozycji wysuwa się przede wszystkim rześki, energiczny styl, jakby na potwierdzenie wyśpiewywanych słów, że „potrzebujesz odrobiny światła, aby rozświetlić drogę” i „potrzebujesz trochę nadziei, aby dać sobie radę”. Kodaline znów trafia w sedno tym utworem, zdradzając prawdę o nas samych.

 

Jako następny utwór przedstawiony na płycie prezentuje się „Born again”, w którym najdobitniej można usłyszeć elementy miksowania i zabawy programami komputerowymi w studio. Zabieg ten w niewielkich ilościach wyszedł raczej na dobre, nadając piosence nieco zadziorny, pewny siebie i swoich racji charakter. Na szczęście w najważniejszych partiach nie majstrowano zbytnio przy wokalu, zachowując jego naturalną barwę. Całość daje efekt czegoś odmiennego, niż dane było poznać do tej pory, jakby faktycznie narodzonego na nowo.

 

Jako swoisty hymn dziękczynny jawi się ósma ścieżka pod tytułem „I wouldn’t be”. To wyrażenie wdzięczności najbliższym osobom: rodzicom, siostrze, przyjaciołom za miłość, obecność, wsparcie i pomoc w niejednokrotnie trudnych i przykrych sytuacjach. Prowadzi do prostego a zarazem niełatwego odkrycia, z którego nie zawsze zdajemy sobie sprawę: bez tych ludzi nie bylibyśmy tymi, kim jesteśmy obecnie; nie zaszlibyśmy tak daleko, gdzie jesteśmy obecnie. Na uwagę zasługuje minimalizm instrumentalny (po raz pierwszy ich dźwięki pojawiają się po upływie minuty). Muzycy zdecydowanie postawili na artystyczną wrażliwość i siłę głosu.

 

Odmienną stylistyką może pochwalić się kolejna ścieżka zatytułowana „Don’t come around”. Nawiązuje swym charakterem do „Born again”, a dopowiadanymi między wersami wstawkami do „Follow your fire”. Na pierwszy rzut nieco dziwi tematyka tego utworu, ale jeśli wsłuchamy się uważniej, wszystkie elementy zaczną do siebie pasować. Raczej nikt nie chce otaczać się zakłamanymi, fałszywymi ludźmi. Brnięcie w takie chore relacje nigdy nie jest dobre. Tytułowy zwrot może mieć wiele tłumaczeń. Najprostsze: „Nie zbliżaj się”; nieco bardziej skomplikowane: „Nie zmieniaj zdania”, a więc bądź konsekwentny i trzymaj się tego, co postanowiłeś; oraz najciekawsze: „Nie odzyskuj przytomności” – nie uświadamiaj sobie, co się właściwie stało.

 

Dziesiątą pozycją na płycie jest kompozycja „Brother” wybrana na pierwszy singiel. W tej formie ukazała się 23 czerwca 2017 roku, zapowiadając nowy materiał irlandzkiej grupy. Emocjonalny, refleksyjny utwór stanowi doskonałą esencję twórczości, z jakiej słynie ta formacja. Piosenka zdobyła uznanie krytyków i cieszyła się wielką popularnością między innymi w Szwajcarii i Czechach. Nic więc dziwnego, że fani z niecierpliwością oczekiwali na nowy album i z wielkim rozczarowaniem przyjmowali wiadomości o kolejnym przełożeniu daty jego premiery.

 

Chociaż zaczyna się zupełnie spokojnymi, stonowanymi dźwiękami fortepianu, piosenka „Hell froze over” nie należy do tych łagodnych, balladowych kompozycji. Wręcz przeciwnie – już w przedrefrenie (ang. pre-chorus) zdradza gwałtowny, ekspresywny charakter wybijającym się sugestywnym, niemalże krzyczącym wokalem. Instrumenty później tylko dopełniają całość dosadną perkusją i gitarami elektrycznymi. Myśl przewodnia jest jakby konsekwencją utworu „Don’t come around”.

 

Ostatnią, dwunastą piosenką jest „Temple Bar”. Jeśli spodziewamy się hucznego, wystrzałowego zakończenia albumu zachęceni poprzednią ścieżką, cóż, możemy się trochę rozczarować. To kompozycja raczej wyciszająca, skłaniająca bardziej do wewnętrznej refleksji nad tym, co przynosi życie, niż nawołująca do buntu wobec metod działania współczesnego świata. Pomimo wciąż powtarzającego się pytania, co poszło nie tak, trzeba odnaleźć siłę do opuszczenia czterech ścian, spotkania się z najbliższymi i do samorealizacji.

 

Nad produkcją albumu „Politics Of Living” czuwali twórcy współpracujący między innymi z Edem Sheeranem, Kylie Minogue czy Pink. Zespół niewątpliwie rozwija się, szukając nowego tembru, o czym świadczą coraz częstsze i śmielsze zabawy z elektronicznym brzmieniem. Na szczęście artyści nie porzucają dotychczasowej drogi i nie odcinają się od przeszłości, nadal zachwycając tym, za co pokochały ich rzesze fanów – za szczerość, prawdziwość i wrażliwość. Niebanalne teksty w połączeniu z odpowiednią muzyką mają zdolność poruszania strun ludzkiej duszy, jeśli jest ona wystarczająco otwarta na dźwięki płynące z zewnątrz. Mimo że całokształt albumu nie powalił mnie na kolana, to jednak odkryłem na nim kilka utworów, do których chętnie będę wracał. W twórczości formacji Kodaline obecne są niezaprzeczalne prawdy, wartości moralne, a nawet odniesienia do wiary i religii w perspektywie szarego, codziennego życia i wszystkich niespodzianek, jakie ze sobą niesie. Sądzę więc, że raczej każdy znajdzie w niej coś dla siebie, jeśli wyzbędzie się powszechnych dziś uprzedzeń i schematyczności.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska