Wolność, równość, katolicyzm

 

Francuscy rewolucjoniści z 1789 roku przewracają się w grobach patrząc na to, co dzieje się teraz w ich ojczyźnie. Ci, którzy na swoich sztandarach nieśli hasło laicyzmu z pewnością nie przewidzieli, że niespełna trzy wieki później Francja zapragnie wrócić do katolickich korzeni. W Polsce, gdzie nikogo nie dziwią wielotysięczne orszaki z okazji święta Trzech Króli, taki zwrot może wydawać się naturalny. Dla Francji to jednak jak grzebanie we własnym DNA.

 

Powielany w ostatnich dniach przez wiele polskich redakcji tekst z „Rzeczpospolitej” bazuje na wiedzy Emmanuela Riverego, dyrektora instytutu przodującego w badaniach opinii publicznej w ojczyźnie sera i wina. Wśród najważniejszych przyczyn zwrotu Francuzów w stronę religii przodków wymienia on strach przed radykalnym islamem. I nic dziwnego, skoro wystarczy sobie przypomnieć zamachy w Paryżu czy Nicei, by na kolanach doczołgać się do najbliższego kościoła, bijąc jednocześnie w piersi i przepraszając za grzechy Narodu. Strach przed terrorystami nie był jednak jedynym powodem, dla którego laicyzm przestał być już tak atrakcyjny.

 

Okazuje się, że parcie na laickość we Francji było niczym bomba z opóźnionym zapłonem. Prędzej czy później musiało wybuchnąć. Nie ma się jednak co łudzić, że francuskie świątynie nagle zaczną pękać w szwach, a Jean Pierry i inne Amelie rozpoczną pobożne życie w zgodzie z nauką Kościoła. Rivere podkreśla, że zwrot Francji w stronę chrześcijańskich korzeni nie oznacza wzrostu liczby praktykujących wiernych czy połączenia państwa z Kościołem (przypomnijmy, że rozdział tych dwóch podmiotów stanowi chlubę narodową Francuzów). Zmiana dokonuje się bardziej na poziomie politycznych wyborów niż konkretnych działań.

 

Wystarczy wspomnieć, że w listopadowych prawyborach kandydatów na urząd prezydenta, na Nicolasa Sarkozy zagłosowało zaledwie 1.8% Francuzów deklarujących się jako wierzący i regularnie praktykujący. Prawie pełną pulę zgarnął jego oponent, Francois Fillon, na którego swój głos oddało 83% Francuzów chodzących co niedzielę do kościoła. Fillon postrzegany jest jako głęboko wierzący katolik, jednak już teraz zapowiada, że w razie zwycięstwa w kwietniowych wyborach nie cofnie ustaw zezwalających na małżeństwa osób tej samej płci oraz legalizujących aborcję. Coś, co w naszym kraju by nie przeszło, ponieważ katoliccy wyborcy oczekują zgodności wszystkich działań polityków z nauką Kościoła, we Francji jest już do przyjęcia. Fillon zdaje sobie jednak sprawę, że zbyt radykalne zmiany w dotychczasowym prawie nie pomogłyby mu zjednać lewicowych wyborców.

 

To o tyle interesujące, że punktem zwrotnym na francuskiej drodze ku całkowitemu odrzuceniu wartości chrześcijańskich były manifestacje w 2013 roku w związku z zapowiedzią wprowadzenia ustawy legalizującej małżeństwa homoseksualne z możliwością adopcji dzieci. Zawrzało wtedy w dumnym narodzie francuskim, którego katolicka część stworzyła ruch Manif pour tous (manifestacja dla wszystkich). I choć ustawa weszła w życie, to co aktywniejsi działacze włączyli się w ruch poparcia dla Fillona.

 

Sprzeciw wobec homomałżeństw jest o tyle dziwny, że do tej pory katolicy we Francji nie protestowali szczególnie głośno przeciwko aborcji czy eutanazji, które skądinąd cieszą się społecznym poparciem. Wydarzenia sprzed ponad trzech lat były jednak zapowiedzią znacznie poważniejszego zjawiska, czyli reakcji na radykalny islam. To właśnie z przerażenia aktualną sytuacją w kraju, połączoną z rosnącą falą uchodźców wynika wzrost poparcia dla prokatolickiego kandydata. Fillon już w swojej książce „Faire” zaznaczył potrzebę „rozprawienia się z islamskim terroryzmem”.

 

O tym, jak nośne jest hasło „walki z islamem” przekonał świat rudowłosy polityk zza Oceanu, od którego także Europejczycy oczekują sygnału do konkretnej walki z terroryzmem. Czas pokaże, czy Fillon również zbije swój polityczny kapitał na tym haśle. Wzrost poparcia dla tego kandydata oraz pojawiające się głosy optujące za powrotem do religijnych korzeni mogą oznaczać mały, aczkolwiek przełomowy krok w kierunku przywrócenia Francji jej katolickiej tożsamości. Oznacza to jednak zerwanie z wielowiekową tradycją laickości, która kojarzy się z Francją tak samo, jak z winem czy żabami. W ostatecznym rozrachunku może to się jednak okazać opłacalne. Do momentu, gdy islam nie zostanie ogłoszony religią państwową, nic nie jest stracone. A taka opcja jest prawdopodobna biorąc pod uwagę, że nad Sekwaną mieszka już 7 milionów muzułmanów.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska