Domowa epidemia

17/12/2016

 

Za tydzień święta. Ja jednak powitam Was dziś mało optymistycznym tonem. Nasze ostatnie dni to pasmo nieustających problemów, ale kto ma dzieci, ten wie, że mimo szczerych chęci nie zawsze możemy spać spokojnie. 

Osiem miesięcy mija jak maleństwo jest z nami. Uczę się jej każdego dnia i z każdym dniem zaskakuje mnie coraz bardziej. Tata to jej ulubione słowo. Ja oczywiście wolałabym, żeby mówiła mama, ale czasem jest to zbawienne, np.:
– Kto zmienia pieluszkę?
– Tata!

 

Około dwóch tygodni temu każdy w domu kichał. Jak to w okresie jesienno-zimowym, kiedy pogoda sprzyja wszelkim przeziębieniom. Odkryłam rewelacyjne właściwości wyciągu z czarnego bzu, więc starszyzna dostawała rano i wieczorem „kielicha” tego syropu. Maleństwo za to zupkę z buraczka i witaminę C.

 

Myślałam, że uda nam się pokonać wszystkie zarazki. Niestety skończyło się na inhalacjach i oklepywaniu plecków Oli, choć oczywiście nie obyło się bez protestów. Ona jest typem samosi. Nie lubi podporządkowywać się moim pomysłom. W związku z infekcją nie chciała też jeść. Mimo pięknej pogody za oknem (uwielbiam śnieg) musiałam siedzieć z Olą w domu. Zabawa w „a kuku”, teatrzyk kukiełkowy i wyścigi na czworaka po domu to tylko cząstka radzenia sobie z nudą.

 

Na szczęście Hania trzymała się dzielnie. Nawet nie musiałam jej zostawiać w domu. Chyba czarny bez zadziałał. Adam dołożył do niego specyfiki z apteki i tym samym poczuł się nieźle. Ja natomiast popijałam herbatkę z sokiem malinowym. Udało nam się pokonać jedną infekcję, gdy przyszedł czas na kolejną…

 

Zaczęło się ode mnie. Może nie z infekcją, ale tańcem w śliskiej wannie rozcięłam sobie głowę. Trzy szwy. Na szczęście to jedyne konsekwencje mojej przygody. Dodatkowo przybrałam barwy wojenne.

 

Żeby nam się nie nudziło, następnego dnia Hania zaczęła zwracać. Nasza chudzinka po kilku godzinach walki wylądowała w szpitalu z powodu odwodnienia. Wirus! Diagnoza postawiła nas w pogotowiu. Hania ma już profesjonalną opiekę i wierzymy, że szybko się z nim upora, ale czy ktoś z nas nie złapał? Najbardziej martwimy się o Olę, bo to właśnie z nią byłoby najwięcej problemu.

 

Całe szczęście mamy babcię i dziadzia. Kochani, zajęli się malutką, abyśmy my mogli skupić się w tym czasie na Hani. A w przyszłym tygodniu jasełka! Hania będzie aniołkiem i ma zaśpiewać pastorałkę. Więc teraz trzymajcie za nas kciuki, aby do tego czasu udało się przegonić to paskudztwo.

 

Ten wirus rozprzestrzenia się szybko i jest obecnie w wielu miejscach w Polsce. Pamiętajcie, w przypadku wymiotów dużo pijcie małymi porcjami. Życzę Wam zdrowia! Może podpowiecie, jak radzicie sobie z infekcjami w Waszych domach?

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska