Książka „Sully. Nieznana historia cudu na rzece Hudson” w cieniu filmu

 

Parę dni temu swoją premierę miał film reżyserii Clinta Eastwooda. Siedem lat temu wydana była autobiografia Chesleya Sullenbergera, a w zeszłym miesiącu odnowiona. Czy ktoś o niej wiedział?

Wpisując w Google „Sully” wyskakuje mnóstwo informacji o filmie, a gdzieś pomiędzy tym o książce. Dlaczego? Przecież to pierwowzór, swoją drogą bardzo dobrze napisany. Pilot opowiada swoją historię z każdym, najdrobniejszym szczegółem i wprowadza nas w świat, którego nie poznamy z filmu. Ale od początku.

 

Chesley B. „Sully” Sullenberger III – amerykański pilot wojskowy i cywilny. Lata od szesnastego roku życia (obecnie ma sześćdziesiąt pięć) i do pewnego momentu był pilotem takim jak wszyscy. Zdobył licencję, studiował w szkole wojskowej, służył w wojskowym lotnictwie amerykańskim, w końcu zatrudnił się w jednej z linii lotniczych i wiódł normalne życie. Nie wyróżniał się na tle innych pilotów, nie był szczególnie znany. Aż do pewnego momentu…

 

15 stycznia 2009 roku nastąpił przełom, a jego życie zmieniło się o 180 stopni. Otóż wraz z czteroosobową załogą miał odbyć rutynowy lot do Charlotte. Lotnisko LaGuardia, Nowy Jork. Przydzielono mu francuskiego airbusa A320-214. Około godziny 15:25 samolot uniósł się w powietrze. Dwie minuty później nastąpiło zderzenie z kluczem ptaków, w wyniku czego przestały pracować oba silniki. Samolot tracił moc, nie miał gdzie wylądować. Pozostały dwie opcje: poddać się i narazić na śmierć ponad setkę osób, albo wylądować awaryjnie na rzece Hudson. Tak, na rzece. Kapitan Sullenberger nie wahał się i dokonał niemożliwego. Jego opanowanie, precyzja i łut szczęścia ocaliły 150 pasażerów i załogę.

 

 

W jedenastu zdaniach opisałam całą historię. Ale mnie by nie satysfakcjonował taki opis. Dopiero z autobiografii pilota dowiedziałam się o wszystkich myślach, kłębiących się w jego głowie, o reakcjach załogi, o sile spokoju kapitana. Tego nie przeczytacie w krótkich notach w gazetach, nawet w reportażach. Nie da się lepiej poznać historii człowieka, jeżeli on sam jej nie opowie. Autor wprowadza nas w swój świat od samego początku – od pierwszego zachwytu maszyną latającą, przez dziesiątki godzin z instruktorem i w końcu pierwszy samodzielny lot. Nigdy nie leciałam samolotem, a jednak byłam w stanie sobie wyobrazić jak to jest – tak świetnie to opisał. W książce dołączone są również zdjęcia z prywatnego archiwum oraz uroczystych ceremonii, w których potem brał udział Sullenberger. Od dnia swojego bohaterskiego czynu stał się osobą publiczną, zapraszano go na ważne wydarzenia (w tym bal po zaprzysiężeniu nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Baracka Obamy) i uhonorowano medalem mistrzowskim.

 

 

Historia skromnego pilota jest bardzo inspirująca. Mimo tego, jak ważną rzecz zrobił, nigdy nie zapomina podziękować tym, którzy mu pomogli (podziękowania w książce zajmują 3,5 strony, co rzadko się zdarza). Jestem bardzo ciekawa filmu, ale to książka wzbudziła we mnie podziw dla tego (nie)zwykłego człowieka i trudno to będzie przebić, bo wiem, że z ekranizacji nie dowiem się aż tyle. Niemniej jednak zachęcam do zainteresowania się tą pozycją, gdyż czyta się szybko i wciąga na długie godziny.

 

Dla tych, co jednak nie pokuszą się o przeczytanie – trailer filmu. :)

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska