Co się stało w Londynowie

 

Okazuje się, że nawet tak prozaiczna sytuacja jak powrót rządowej delegacji z Londynu, może stanowić źródło wielu refleksji. W oczy rzuca się przede wszystkim nieudolność polityków PiS oraz  zacietrzewienie opozycji, której na hasła „PiS” i „samolot” od razu zapala się czerwona lampka „Smoleńsk”.

 

Na próżno szukać informacji, po co i z jakim skutkiem rządowa delegacja udała się w ubiegłym tygodniu do Londynu. Po wpisaniu w Google frazy „rządowa delegacja w Londynie” dopiero na piątej stronie wyszukiwania znajdziemy tekst traktujący o celu podróży polskich polityków. Większość publikacji związanych z wpisanym hasłem łączy się nie z tym, co delegacja robiła w Londynie, a z jej powrotem do kraju. A raczej nieudolną próbą zmieszczenia się do jednego samolotu oficjeli oraz dziennikarzy.

 

Najważniejsza jest odpowiedź na pytanie: jakim cudem, na pokładzie rządowego Embraera znalazło się więcej osób niż „ustawa przewiduje”? Sześć godzin po wylocie samolotu z politykami z Londynu miała ruszyć wojskowa CASA, docelowo przewidziana dla dziennikarzy. Podział jasny i klarowny: władza leci pierwsza eleganckim Embraerem, a kilka godzin później, nieco mniej dostojną oraz zdecydowanie wolniejszą CASĄ, żurnaliści.

 

Doszło jednak do kuriozalnej sytuacji, ponieważ okazało się, że dziennikarze również mają wracać Embraerem. W matematyce pokładowej dodatkowe osobniki na pokładzie oznaczają zwiększone obciążenie, a co za tym idzie niemożliwość wyważenia. Brzmi skomplikowanie, ale sprowadza się to do jednego, prostego stwierdzenia: pilot musiał podziękować kilku osobom już na początku podróży i zaprosić na darmową, sześciogodzinną wycieczkę po stolicy Anglii. W oczekiwaniu na wojskową CASĘ, rzecz jasna.

 

Tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: czy osoby odpowiedzialne za powrót polskiej delegacji nie przygotowały wcześniej listy z pasażerami? Czy może o miejsce w Embraerze trzeba było zawalczyć, a politycy oraz dziennikarze jak jeden mąż biegli przez płytę lotniska w Luton do samolotu, i na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy” wygrywali miejsce w wygodniejszym samolocie?

 

Szefowa kancelarii premiera, Beata Kempa, twierdzi, że po otrzymaniu informacji o ilości osób, które mogą znaleźć się na pokładzie, przygotowano odpowiednią listę pasażerów. Z zastanym stanem rzeczy nie zgodził się pilot, który stwierdził, że albo część wysiada, albo nie lecimy. No i nie polecieli. Przynajmniej do momentu uzgodnienia, kto godzien zostać na pokładzie, a kto jednak znajduje się tam nadprogramowo.

 

Na samolotowy incydent można by spuścić zasłonę milczenia i szybko o tym zapomnieć. Ktoś ewidentnie zawinił, zrobiło się zamieszanie, duma osób, które najpierw były zaproszone na pokład by zostać z niego później „wyproszonym”, została naruszona, ale to nic. Nikt nie został ranny, nikt nie zginął, nie wybuchła wojna, nie miało to wpływu na sytuację międzynarodową czy przyszłe starcie Popka z Pudzianem. Są jednak w tymże kraju ludzie, którzy śmieją się w twarz Salomonowi, mówiąc „co, ja z pustego nie naleję?”, i czepiają się wszystkiego w niewyobrażalnie głupi sposób. Zwą się oni „politycy PO”. Tym razem swoją grupę społeczną godnie reprezentował niejaki poseł Kierwiński.

 

Można ze smutkiem powiedzieć, że koszmar organizacji lotu do Smoleńska wraca (...). Rząd PiS nie wyciąga żadnych wniosków z tego, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. – powiedział podczas konferencji poseł PO, Marcin Kierwiński.

 

– W Londynie doszło do łamania wszelkich procedur bezpieczeństwa. Można powiedzieć, że wraca to wszystko, co było jedną z głównych przyczyn katastrofy w Smoleńsku: nieprzestrzeganie procedur, bałagan, chaos, brak podejmowania decyzji, albo podejmowanie decyzji nie wiadomo przez kogo. To wszystko co już przerabialiśmy – dodał.

 

Jak ocenił polityk, gdyby pilot nie podjął decyzji o zawieszeniu odlotu do momentu opuszczenia samolotu przez nadprogramowych pasażerów ƒpo raz kolejny doszłoby do bardzo niebezpiecznego lotu. A potem tonąc już w odmętach kreowanego przez siebie absurdu wyraził radość z tego, że za sterami Embraera zasiadał pilot cywilny, który nie miał swojego zwierzchnika za plecami. Dzięki temu nie ulegał żadnym naciskom. Brzmi znajomo?

 

Abstrahując od faktu, że łączenie polityków PiS-u z nieprzestrzeganiem procedur przed lotem do Smoleńska jest absurdalne ze względu na to, że za tamten feralny lot odpowiedzialni w dużej mierze byli rządzący wtedy politycy PO, w oczy rzuca się inne głupie skojarzenie Kierwińskiego. Jeśli ktoś wytłumaczy mi, jak polityk wpadł na to, że w cywilizowanym kraju, w cywilizowanych liniach lotniczych, z cywilizowanym (i mądrym) pilotem za sterami mógłby odbyć się lot z pasażerami stojącymi (!) w przejściach, to jestem gotowa zgłosić tę osobę do nagrody Nobla. Panu politykowi samolot chyba pomylił się z warszawskim tramwajem w godzinach szczytu. Panie Kierwiński, samolot to nie komunikacja miejska. Tutaj albo siedzisz, albo nie lecisz. Innej drogi nie ma. Prymitywny tekst  o naciskach nasuwający skojarzenia z szykanowanym  gen. Błasikiem nie jest wart komentarza.

 

Kierwiński zarzuca organizatorom lotu, a właściwie politykom PiS, że podczas powrotu delegacji złamano procedury cywilnej instrukcji HEAD. Piłeczkę odbili wspomniana Beata Kempa oraz Mariusz Błaszczak twierdząc, że sytuacja była szczególna, a do żadnego nagięcia procedur nie doszło. Kempa i Błaszczak chyba nie porozumieli się z Antonim Macierewiczem co do wspólnej linii frontu, ponieważ szef MON stwierdził, że w ogóle nie było żadnego zamieszania związanego z powrotem delegacji. A dyskusja, która narodziła się wokół tej sprawy wyrosła po prostu z dezinformacji. Można i tak zaklinać rzeczywistość.

 

Niezależnie od tego, kto zawinił, odpowiedzialni za wyjazdy delegacji rządowej powinni wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość. Groteskowe wypraszanie części pasażerów z samolotu po prostu nie powinno mieć miejsca. Gdy listy pasażerów będą ustalone wcześniej, nie dojdzie wtedy do sytuacji, która stać by się mogła pożywką dla mediów. A jeśli przy następnym wylocie samolot będzie niedoważony to kto wie, może znajdzie się na jego pokładzie miejsce dla posła Kierwińskiego? Oczywiście o ile stać go na miejsca siedzące. Stojące podobno już wyprzedane.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Ostatnie posty
Please reload

RSS Feed

Skontaktuj się z nami

Znajdziesz nas:

  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • snapchat dailyvibes
  • YouTube Social  Icon

DailyVibes - kulturalny, lifestylowy portal.
Znajdziesz tu: recenzje filmów, książek i spektakli, zdrowe przepisy, artykuły o zwierzętach, publicystykę, ciekawostki o zdrowiu, urodzie i sporcie.
Codzienna dawka pozytywnych wibracji!

Warszawa, Polska